Sport.pl

Cracovia poległa w Białymstoku

Arturowi Płatkowi, trenerowi Cracovii nie udał się powrót do Białegostoku ani ligowy debiut. Jego podopieczni przez 86 minut grali w dziesięciu i przegrali z Jagiellonią
Płatek największe sukcesy trenerskie odniósł właśnie z drużyną z Podlasia. W 2007 roku wprowadził ją do ekstraklasy i miał udaną rundę jesienną (białostoczanie byli najlepszym z beniaminków zdobyli 23 punkty i zajmowali dziewiątą pozycję). Wiosną Jagiellonia przegrywała i został zwolniony. Wczoraj wrócił do Białegostoku, ale już jako szkoleniowiec Cracovii. Liczył na dobry wynik, bo w Pucharze Polski jego gracze wygrali 3:0 z ŁKS.

Jednak sytuacja z czwartej minuty sprawiła, że musiał zrewidować plany. Wtedy to przed polem karnym Marcin Cabaj sfaulował Tomasa Peszira. Napastnik białostoczan upadł jak ścięty na murawę, a bramkarz gości za to przewinienie ujrzał czerwoną kartkę i musiał zejść z boiska.

Piłkarze Jagiellonii przez blisko 70 minut nie potrafili jednak znaleźć pomysłu na rozmontowanie obrony grającej w osłabieniu Cracovii. W końcu zdobyli dwa gole i odnieśli zwycięstwo. - To jest najważniejsze, a jeżeli chodzi o styl, to jutro mogę iść do sklepu kupić "Twój Styl" i będę miał styl - stwierdził Michał Probierz, trener gospodarzy.

- Ta sytuacja miała decydujące znaczenie dla przebiegu meczu - przyznaje Artur Płatek, szkoleniowiec Cracovii.

Na pewno jednak liczył na lepszy występ swego zespołu w Białymstoku. Płatek, który w poniedziałek objął Cracovię po Stefanie Majewskim, już we wtorek zanotował z nią pierwszy sukces. Wczoraj jednak powodów do radości nie miał zbyt dużo. Chociaż przez prawie 70 minut jego zespół, mimo że grał w dziesięciu, spisywał się dobrze. Gospodarze nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie Sławomira Olszewskiego, który zastąpił w bramce Cabaja.

Zawodnicy Cracovii skupili się na szczelnym zabezpieczeniu dostępu do bramki i Jagiellonia nie mogła przedrzeć się przez te zasieki. Próbowała więc strzałów z dystansu, ale i w tym przypadku brakowało im trochę precyzji. Uderzenia Pawła Zawistowskiego czy Roberta Szczota lądowały na poprzeczce bądź słupku bramki rywali. Zazwyczaj jednak akcje białostoczan kończyły się przed polem karnym.

- W pierwszej połowie nie było widać, że graliśmy ze stratą jednego piłkarza - mówi Przemysław Kulig, obrońca Cracovii mający za sobą występy w Jagiellonii. - Gdyby nie ta sytuacja z początku meczu, być może spotkanie potoczyłoby się inaczej. Ale nie mamy pretensji do Marcina Cabaja, bo przegrywa i wygrywa cały zespół.

Krakowianom jednak zaczynało brakować sił i miejscowi przeprowadzili akcje zakończone golem. Po podaniu Szczota piłka trafiła pod nogi Damira Kojasevicia, a ten umieścił ją w siatce.

Po zdobyciu gola białostoczanie w końcu zaczęli spisywać się lepiej. Przeprowadzali coraz groźniejsze akcje i po raz kolejny po ich strzale piłka znalazła drogę do bramki rywali. Tym razem na listę strzelców wpisał się Ensar Arifović. Napastnik, który w pierwszych meczach sezonu spisywał się słabo, a następnie marnował seryjne okazje do zdobycia gola, nawet w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy, wreszcie się przełamał. Przed tygodniem zaliczył trafienie w meczu przeciwko Lechii Gdańsk, wczoraj znowu posłał piłkę do siatki rywali.

Jagiellonia Białystok2 (0)
Cracovia0
Strzelcy bramek: Damir Kojasević (69.), Ensar Arifović (78.).

Jagiellonia: Lech - Lewczuk, Stano, Skerla Ż, Król - Szczot, Hermes Ż, Zawistowski, Kojasević (89. Łatka) - Pesir Ż (60. Dzienis), Arifović (90. +1. Pacan).

Cracovia: Cabaj Cz - Kulig, Milosević, Tupalski Ż, Radwański (72. Karwan) - Szeliga, Kłus, Nowak, Moskała - Kaszuba (7. Olszewski Ż), Witkowski Ż (61. Krzywicki).

Widzów ok. 8000. Sędziował (jako główny) Piotr Siedlecki z Warszawy.