Sport.pl

Jak Stoke strzela gole w Premier League

Czy jest drużyna, która zamiast rzutu wolnego lub rożnego woli wykonywać rzut z autu? Tak, gra w Premier League, trzyma się w środku tabeli i pokonała właśnie Arsenal.
O tym, jak wielką rolę we współczesnej piłce odgrywają stałe fragmenty gry, wie każdy. Żadna drużyna w Europie nie opanowała ich jednak tak dobrze jak Stoke City, beniaminek angielskiej Premier League. Nie chodzi tu o rzuty rożne bądź wolne, lecz o zwykłe auty. Wystarczy wywalczyć go nie dalej niż 30 metrów od linii końcowej. Do piłki podchodzi irlandzki pomocnik Rory Delap, a obrońcy i bramkarz drużyny przeciwnej zaczynają się bać. Nie ma na świecie piłkarza, którego wyrzuty z autu stwarzałyby tyle kłopotów defensywie rywala. W sobotę przekonali się o tym piłkarze Arsenalu Londyn. To właśnie po dwóch autowych asystach Irlandczyka bramki strzelili Ricardo Fuller i Seyl Olofinjana. W sumie w ten sposób strzelili w tym sezonie już cztery bramki. - Bardzo pomogły nam media. Tyle pisały o strasznych wyrzutach Delapa, że obrońcy rywali sprawiają wrażenie sparaliżowanych jeszcze przed samym wyrzutem - przyznał trener Stoke Tony Pulis.

- To prawda, że nie potrafiliśmy się fizycznie przeciwstawić gospodarzom. Zasłużyli na to zwycięstwo. Wykorzystali swoje atuty - powiedział po meczu z Arsene Wenger. Z trenerem Arsenalu zgadzają się publicyści. "Guardian" zauważył, że spisywane przed sezonem na pożarcie Stoke nauczyło się stawiać na swoje silne strony. W tej chwili są w tabeli na dwunastym miejscu i gdyby nie rewelacyjne Hull, to pewnie Stoke zajmowałoby czołówki gazet.

O ile Hull radzi sobie z każdym meczem lepiej, o tyle coraz bardziej londyńskich kibiców niepokoi forma Arsenalu. Wengerowi zarzuca się, że jego drużynie brakuje doświadczenia, a także zadziorności. W środę Arsenal w ostatnich minutach stracił dwie bramki i tylko zremisował z Tottenhamem. Teraz pokonał ich beniaminek. Na dodatek kontuzji doznali Theo Walcott i Emmanuel Adebayor, a czerwoną kartkę za atak łokciem na bramkarza Stoke obejrzał Robin van Persie. Istnieje więc groźba, że na sobotni hit z Manchesterem United na stadionie "The Emirates" linię ataku "Kanonierów" tworzyć będą 19-letni Meksykanin Carlos Vela i rok starszy Duńczyk Nicklas Bendtner. - Sytuacja nie jest za wesoła. Jednak nie zmienię swojej filozofii. Moja drużyna będzie dalej grała ofensywnie - zapowiedział Wenger.