Sport.pl

Serie A. Zlatan z podwyżką, ale bez gola

Centymetrów zabrakło, by broniący trofeum Inter przegrał u siebie z Genuą. Zremisował 0:0, co potwierdza, że Włochów czeka najbardziej pasjonujący sezon od lat
Mijała szósta minuta doliczonego czasu, kiedy mediolańczyków wspaniałą paradą ocalił bramkarz Julio Cesar. Goście grali już wówczas w osłabieniu, bo kwadrans po przerwie czerwoną kartkę zobaczył Chorwat Ivan Jurić. Mimo to oddali więcej celnych strzałów niż faworyci.

Faworyci, którzy kończyli mecz z czwórką napastników w składzie. Trenera José Mourinho tak zirytowała pierwsza połowa, że już po przerwie odrodzonego ponoć Adriano wymienił na 21-letniego Victora Obinnę, a Ricardo Quaresmę (na razie największa klapa transferowa Serie A) na 18-letniego Mario Balotellego. A później dołożył jeszcze Julio Cruza. Wszystko bez skutku. Najlepszy snajper - Zlatan Ibrahimović - uderzał sześć razy. Ani razu nie trafił w bramkę.

Dzień wcześniej Sportmediaset poinformował, że Inter będzie do 2013 roku płacił szwedzkiemu gwiazdorowi 12 mln euro za sezon (w sumie, wliczając wszystkie podatki, wyda na niego przez ten czas ponad 120 mln!). 27-letni piłkarz dostanie tym samym najwyższą pensję w ligach europejskich (na świecie wyprzedza go David Beckham). Przebije najlepiej opłacanych w ostatnich latach Kakę, Messiego, Cristiano Ronaldo oraz Ronaldinho.

Tyle że cała czwórka wymienionych zawodników prowadziła swoje kluby do wspaniałych sukcesów międzynarodowych - triumfu w Lidze Mistrzów. Ibrahimovic bywał królem tylko we Włoszech, w Champions League nie doczłapał nawet do ćwierćfinału, a w wielkich meczach humorzasty napastnik ma zwyczaj niemal znikać z pola widzenia. I nie umie zachować regularności. Tydzień temu był bohaterem meczu z Romą, teraz wypadł blado.

Właściciel Interu Massimo Moratti go jednak uwielbia, bo w ostatnich latach - mimo fenomenalnej passy całej drużyny w Serie A - miał w nim chyba jedynego gwiazdora zdolnego zachwycać bajecznymi zagraniami. Zakochał się też w Szwedzie nowy trener Mourinho. W Chelsea "nietykalnymi" mianował dziewięciu graczy, w Interze nie umie się obejść tylko bez Ibrahimovicia. Jego jedynego wystawiał w podstawowym składzie we wszystkich 12 oficjalnych meczach sezonu. Widać, że to w nim chciałby znaleźć swoje boiskowe alter ego - charyzmatycznego lidera inspirującego drużynę do spektakularnych triumfów.

Na razie wygląda na to, że mediolańczykom najwięcej kłopotów sprawia właśnie urozmaicona gra w ataku. W niedzielę przerwali passę 60 meczów na własnym stadionie, w których strzelali gole. I w czołówce zrobił się potworny ścisk. Inter, który tydzień temu rozbił w Rzymie wicemistrza 4:0, czeka być może jeszcze cięższa walka w obronie tytułu niż w poprzednim sezonie, gdy mistrzostwo zdobył w ostatniej kolejce. Roma w niedzielę znów przegrała i potwierdziła, że popadła w bardzo głęboki kryzys.

Za trójką liderów - mających identyczny dorobek Interu, Udinese i Napoli - czai się Milan, który po zwycięstwie nad Atalantą traci do nich już tylko punkt. Rossoneri również długo nie potrafili zagrozić bramce rywali, a trener Carlo Ancelotti wciąż stara się pomóc w przełamaniu się Marco Borriello, zostawiając na ławce rezerwowych Inzaghiego, Szewczenkę i Pato. Bez skutku, były napastnik Genui nie potrafi trafić do siatki, choć nie zawsze gra źle. W niedzielę jego asysta pozwoliła strzelić zwycięskiego gola Kace.

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama



Więcej o: