Sport.pl

Palikot: PZPN szukał haków na ministra Drzewieckiego

- Już wkrótce zadamy PZPN cios w samo serce. Listkiewicz powinien siedzieć i będzie siedział - stwierdził poseł Janusz Palikot (PO) w środowy wieczór na antenie TVN 24. Zasugerował też, że PZPN mógł mieć coś wspólnego z morderstwem ministra Jacka Dębskiego w 2001 r., a obecny minister sportu Mirosław Drzewiecki znajduje się w niebezpieczeństwie. Prezes Michał Listkiewicz natychmiast zaprzeczył wszystkim zarzutom
Jest plan naprawy PZPN. Wracamy do punktu wyjścia  »

- To jeszcze nie koniec. Już wkrótce zadamy PZPN cios w samo serce - mówił wyraźnie wzburzony Janusz Palikot w studiu TVN 24. Według niego Polski Związek Piłki Nożnej jest organizacją przestępczą, której członkowie powinni modlić się o litość. Zapowiedział, że akcja oczyszczania związku zostanie wznowiona, kiedy tylko minie groźba odebrania Polsce organizacji Euro 2012.

- PZPN wynajął detektywa do śledzenia ministra Drzewieckiego. Związek szukał na niego haków - z przekonaniem głosił Palikot. - Minister Drzewiecki musi występować w kamizelce kuloodpornej, z ochroniarzami i w trzech samochodach BMW, bo nie wiadomo, w którym będą chcieli go zastrzelić - mówił.

Na pytanie Bogdana Rymanowskiego, czy PZPN czyha na życie ministra sportu, odpowiedział: - Uważam, że nie można tego wykluczyć, tak jak to się przydarzyło ministrowi Dębskiemu - Palikot delikatnie zasugerował, iż minister sportu Jacek Dębski mógł zostać zamordowany na zlecenie PZPN.

Dębski pełnił urząd w latach 1997-2000. W 1998 r. popadł w konflikt z władzami PZPN (wtedy prezesem był Marian Dziurowicz). W obliczu groźby wykluczenia polskich drużyn z europejskich pucharów, odwołał decyzję o zawieszeniu władz związku. Po odejściu z polityki nawiązał kontakty ze światem przestępczym. Mówi się, że najprawdopodobniej został zastrzelony na zlecenie Baraniny, gangstera związanego z mafią pruszkowską. Miał być mu winny dużą sumę pieniędzy.

Znany z zamiłowania do ekstrawaganckich gadżetów poseł przyniósł ze sobą do studia... świński łeb.

Kolejny gadżet w bogatej kolekcji posła Palikota »

- Odcięty łeb świni to symbol mafijny, to się właśnie między gangami daruje sobie nawzajem i ja to wysyłam tej mafii PZPN-owskiej, tym facetom w tych spoconych kurtkach skórzanych z łańcuchami na szyi. Gra się nie skończyła. Listkiewicz powinien siedzieć i będzie siedział. Tak jak i większość działaczy - zakończył stanowczo poseł.

Rozmowie przysłuchiwał się prezes Listkiewicz, który chwilę później zajął miejsce swojego antagonisty. Zaprzeczył wszystkim usłyszanym zarzutom.

- PZPN jest systematycznie oczerniany przez polityków różnych opcji i media - ocenił. - Palikot przekroczył granicę śmieszności. Robi to tylko po to, aby upokorzyć, zohydzić i zniszczyć PZPN - bronił się prezes. - Często podróżuję z ministrem Drzewieckim i nigdy nie miałem żadnej siekiery, noża ani gazu łzawiącego - drwił. - I nigdy nie będę miał - dodał. Zapewnił także, że nieodwołanie ustąpi ze stanowiska, a o wyborach zadecyduje Niezależna Komisja Wyborcza, zbierająca się w piątek.

Odpowiadał także na pytania o swoją zażyłość z prezydentem FIFA. Mówi się, że Listkiewicz cieszy się jego specjalnymi względami, bo poznał go z narzeczoną. - Blatter traktuje mnie tak samo, jak szefów innych narodowych związków. Zaglądanie komuś do łóżka to okropność. Panią Ilonę poznałem dwa albo trzy lata po tym, gdy była już jego partnerką. To on mi ją przedstawił, a nie ja ją jemu.

Zapytany o prezent, jaki przyniósł dla niego do studia poseł Palikot, odpowiedział: - Nie widziałem go. Najwyraźniej poseł stchórzył albo gadżet zawieruszył mu się gdzieś po drodze.

- Myślę, że pan Palikot uderzył się głową w słupek - ocenił Listkiewicz. - Nie zamierza pozwać posła za wypowiedziane przez niego słowa. - Naprawdę szkoda czasu na głupoty - podsumował.

Kapitulacja, nie naprawa »

Burzliwe wystąpienie Palikota poruszyło także Supergigant oraz Rafała Steca - blogi

Więcej o: