Sport.pl

Startuje Liga Mistrzów. Kto zwycięży? Ktokolwiek, byle nie Anglicy

Europa z wracającymi Juventusem i Bayernem, ale bez Milanu nie chce pozwolić Anglikom na zagarnięcie Ligi Mistrzów. Kluby Premier League czeka najtrudniejszy sezon od lat
Jerzy Dudek o Lidze Mistrzów: Bójcie się Anglików »

W czterech ostatnich finałach LM grała drużyna z Premier League. W dwóch było to pewne już przed półfinałami, bo awansowały do nich trzy angielskie zespoły. Przed obecnym sezonem za kolejny wyspiarski finał bukmacher William Hill płaci ledwie 2,20 funta za jednego postawionego.

Czy to już dominacja? Jak ją wytłumaczyć? Najłatwiej pieniędzmi. Najbardziej medialna liga świata pomogła Manchesterowi United, Chelsea, Arsenalowi oraz Liverpoolowi w podboju LM i korzystaniu z gigantycznych nagród od UEFA. Anglików stać na płacenie piłkarzom i za piłkarzy, pełne stadiony kuszą największych gwiazdorów, którzy sprawiają, że co roku wyspiarzom łatwiej dopchnąć się do kasy.

Futbolowe perpetuum mobile nigdy by jednak nie powstało, gdyby nie kłopoty klubów z kontynentu i pomysł wyspiarzy na wygrywanie w Europie.

Serie A musiała podnieść się po skandalu korupcyjnym, przez który Juventus na dwa lata wyleciał z europejskiej piłki. W lidze ze słabości rywali korzystał Inter, ale w LM stać go było tylko na wyjście z grupy. Niewiele więcej zwojowała Roma. Długo próbował Milan, ale rok temu włożył w walkę tak dużo sił, że nie starczyło mu ich w lidze i w tym roku drużyny Carlo Ancelottiego w LM nie ma.

Walczyć z Anglikami próbował Bayern Monachium, ale starał się to robić jak najmniejszym kosztem i w poprzednim sezonie w ogóle go w LM nie było. Dziś wraca silniejszy, z kilkoma piłkarzami klasy światowej.

Hiszpanie - odwrotnie niż Niemcy - klucz do sukcesu widzieli w transferach. Kluby kupowały wiele, często zmieniały trenerów. Tylko w czterech ostatnich latach Real prowadziło sześciu szkoleniowców. W dwóch ostatnich Madrytczycy przeprowadzali latem rewolucję, wydając na piłkarzy ponad 200 mln euro. W tym przyszedł czas na Barcelonę, która za sześciu nowych zawodników zapłaciła 100 mln euro. W Anglii taki huragan ostatnia przeżyła Chelsea - cztery lata temu, po przyjściu Jose Mourinho. Od tamtego czasu tuzy Premier League składy uzupełniają, a nie wymieniają, trenerów zmieniają rzadziej niż Amerykanie prezydenta.

W tym roku Europa wystawi do boju z Anglikami najsilniejszą reprezentację od dwóch lat. Z Juventusem, Bayernem i Interem prowadzonym przez Jose Mourinho. Ale ciągle nie najsilniejszą, bo bez Milanu.

Ale nawet bez niego wyspiarzy czeka sezon trudny. Ubiegłoroczny triumfator Manchester oprócz walki z rywalami musi się przecież zmierzyć z klątwą obrońcy tytułu. Nie zdarzyło się jeszcze, aby drużyna dwa razy z rzędu wygrała LM. Ba, ostatnim zwycięzcą, który rok później dotarł do finału, był Juventus w 1997 r.; ostatnim, który dotarł do półfinału - Real Madryt w 2003 r. Teoretycznie MU może tę passę przerwać. Na Old Trafford został Cristiano Ronaldo, doszedł Dimityr Berbatow. Ale przecież po triumfie skład wzmacniały Liverpool, Barcelona, Milan i nie udało się im dostać nawet do najlepszej czwórki.

Trudno będzie też Chelsea. Londyńczycy od czterech lat próbują wspiąć się na ligomistrzowy szczyt. W tym czasie trzy razy udało im się dopchnąć do półfinału. Rok temu tuż przed wierzchołkiem poślizgnął się John Terry, wysyłając piłkę z rzutu karnego w trybuny stadionu na Łużnikach. Teraz spróbują z Luizem Felipe Scolarim, mistrzem świata i wicemistrzem Europy, ale jednocześnie z debiutantem w europejskich pucharach. Wydają się jeszcze silniejsi, tylko czy nie są zmęczeni ciągłym odbijaniem się od szczytu?

Takich kłopotów nie ma Arsenal. Drużyna Arsene'a Wengera wiele w LM nie zwojowała. Trudno znaleźć drużynę bardziej głodną sukcesu. Ale trudno też znaleźć faworyta, który tak bardzo by się osłabił. Na Emirates nie ma już Aleksandra Hleba i Mathieu Flaminiego. Przyszedł tylko Samir Nasri. Francuz znowu nie zdecydował się wydać wielkich pieniędzy na gwiazdę światowego formatu. Czy drużynę nastolatków stać będzie na powstrzymanie starych wyg, którzy grę w LM zaczynali w czasie, gdy Cesc Fabregas podawał piłki na Camp Nou?

Szaleństwa w LM spodobały się Liverpoolowi - drużynie niezwykłej, która do perfekcji opanowała umiejętność mobilizowania się na starcia z najlepszymi. Od lat drużyna z Anfield traci szansę na mistrzostwo Anglii już jesienią, ale do finału LM awansowała w ostatnich czterech latach dwa razy. Trzykrotnie grała w półfinale. Rafa Benitez stworzył potwora, którego w fazie pucharowej boją się wszyscy.

Wszyscy wiedzą też, że Anglików z roku na rok powstrzymać będzie coraz trudniej. Jeśli nie uda się teraz, decydujące starcie odbędzie się w następnym sezonie. Wtedy Europa powinna już wystawić najsilniejszą reprezentację, wzmocnioną o Milan. Tylko jak silni będą wtedy Anglicy?

Ancelotti w tarapatach »

Stwórz własną drużynę w Lidze Mistrzów - zagraj i Wygraj Ligę Mistrzów»