Sport.pl

Jerzy Dudek o Lidze Mistrzów: Bójcie się Anglików

- Chciałbym powiedzieć, że faworytem Ligi Mistrzów jest Real Madryt. Ale uważam, że są nimi Manchester Utd. i Chelsea - mówi zmiennik Ikera Casillasa
Arboleda: Chcę grac dla Polski »

Dariusz Wołowski: Dwa ostatnie lata w Lidze Mistrzów były zdecydowaną dominacją klubów Premier League. Anglicy mieli po trzy drużyny w półfinale, a ostatnio w finale w Moskwie zagrały Manchester i Chelsea. Czy w tym sezonie się to zmieni?

Jerzy Dudek (rezerwowy bramkarz Realu): Nie sądzę. Choć w Lidze Mistrzów gra około 10 drużyn, które mają szanse na jej wygranie, to jednak myślę, że Premier League jest po prostu najsilniejsza. Najwięcej tam pieniędzy, najwięcej kibiców, największe wzbudza zainteresowanie, co nakręca dopływ gotówki. Na zdrowy rozum znaczenie ligi angielskiej powinno tylko rosnąć, choć na pewno nie jest to w smak Realowi i Barcelonie albo klubom z Włoch. Moim zdaniem Serie A przeżywa kryzys popularności, bo wielu kibiców poza Italią uważa ją za nieefektowną i nudną. Za to cały świat pasjonuje się rozgrywkami w Anglii, co sprawia, że tamtejsza piłka staje się produktem coraz lepszym i lepszym.

Czyli Ligę Mistrzów wygra ktoś z czwórki: Arsenal, Liverpool, Chelsea, MU?

- Arsenal może nie, bo dzieciaki Wengera choć zachwycają swoją grą, to zawsze spotkają na drodze kogoś, kto pokona ich doświadczeniem i wyrachowaniem. Liverpool jest w sytuacji odwrotnej do nas. Czyli bardziej wygłodniali są sukcesu w Premier League niż w Lidze Mistrzów. Ale Chelsea i Manchester to dwaj najwięksi faworyci tej edycji. Mają najszersze kadry.

Najszerszą kadrę to ma Inter Mediolan. W dodatku z nowym trenerem José Mourinho. Sprowadzono go po to, by przełamać wieloletni impas w rozgrywkach pucharowych.

- Inter od lat ma gwiazdozbiór i zawsze wychodzi z tego klapa. Nie bardzo rozumiem, na czym to polega, ale nie umieją tam stworzyć drużyny zdolnej podbijać Europę. Teraz zatrudnili Mourinho - mistrza od tworzenia atmosfery. Wiem, że dziennikarze i kibice uważają go za gbura i bufona. Ale piłkarze z Porto i Chelsea, którzy z nim pracowali, uznają, że to gość potrafiący godzić interesy wszystkich ze wszystkimi, byle tylko razem przeć do sukcesu. Jeśli Mourinho nie poprowadzi Interu na szczyty, to chyba nikt. Póki co jednak wielkie nazwiska w Interze nie dają podstaw, by uznawać go za faworyta. Wystarczy przypomnieć sobie, jak dwa lata temu ulegli Valencii czy przed rokiem Liverpoolowi.

A Real Madryt?

- Wszyscy w Madrycie marzą, by zła passa została przerwana. Jeśli taki klub jak Real nie wygrywa Ligi Mistrzów przez 6 lat, to jest źle. Ale jeśli w czterech ostatnich sezonach odpada w 1/8 finału, to już niemal katastrofa. Dlatego Liga Mistrzów jest dla nas w tym sezonie priorytetem. Mamy ciężką grupę. Juventus to wielka firma, która do Champions League wraca. Nikt nie wie do końca, z jakim potencjałem. Zenitu wypada się obawiać, bo jeśli wygrał Puchar UEFA, a ostatnio rozbił Manchester w pojedynku o Superpuchar Europy, to znaczy, że zdolny jest do wszystkiego. Gramy pierwszy mecz z Bate Borysów. A debiutant zawsze jest najgroźniejszy na początku, gdy rzuca na szalę wszystkie siły. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że jesteśmy faworytem grupy. A potem? Wszystko będzie zależało od losowania i formy, w jakiej drużyna przystąpi do decydujących meczów.

Jak wpłynęła na was strata Robinho?

- Źle, bo to osłabienie. Kiedy dowiedział się, że Real chciał go wymienić na Cristiano Ronaldo, jego duma została urażona. I to bardzo. Widzieliśmy, że nie trenuje jak kiedyś, że nie walczy jak kiedyś, że chodzi struty. Doszło do tego, że chciał uciec z Madrytu za wszelką cenę. Żeby odchodzić do drużyny, która nie gra nawet w Champions League, trzeba być zdesperowanym. Albo żeby zwoływać prywatne konferencje prasowe. Tego nikt tu nie robi. Real dostał za Robinho wielkie pieniądze, a jeszcze naszemu prezesowi udało się nie wzmocnić konkurencji. Bo gdyby odszedł do Chelsea, to przed meczami z nimi w Lidze Mistrzów musielibyśmy się go obawiać.

Barcelona? Czy w okresie przebudowy jest faworytem Ligi Mistrzów, czy nie?

- Jest. Skoro w tak słabym sezonie jak poprzedni grała w półfinale, a jeszcze odpadła z Manchesterem różnicą zaledwie jednego gola, to znaczy, że ma ogromny potencjał. Widzieliśmy jej porażkę z Numancią na inaugurację ligi i chcieliśmy dać im jasny sygnał, kto jest lepszy, wygrywając w La Corunii. Ale tradycyjnie na Riazor przegraliśmy. Ten stadion to kompleks Realu. Bo sama drużyna Deportivo nie jest przecież jakaś nadzwyczajna.

Real jest największym przegranym letniego okna transferowego. Zgadza się pan?

- Kibice tak to widzą, bo są przyzwyczajeni, że wielkie kluby biją transferowe rekordy, są królami polowania. I że Real jest zawsze w czołówce. W tym sezonie przeciwnie. Ze znanych graczy doszedł do nas tylko van der Vaart. A jeszcze straciliśmy Robinho, więc fani uważają, że w Realu stało się coś złego. Ale być może to, że więcej okazji do gry dostanie Higuain, wcale nam nie zaszkodzi. Przeciwnie, bo to materiał na wielkiego gracza. A jeśli Robben będzie zdrowy, to on może być naszym wielkim atutem, bo cały ubiegły sezon się leczył. Cannavaro jest już zdrowy, Sneijder już truchta. Ale do rozstrzygających gier w LM jeszcze pół roku.

Podobno za triumf w Lidze Mistrzów i w Primera Division Ramon Calderon obiecał wam po milionie euro na głowę? Tak doniosła "Marca".

- Nie wiem, czy to prawda, ale ja przyzwyczaiłem się, że najpierw trzeba coś wygrać, by zarobić. Fajnie byłoby dostać taką premię, ale dla wielu graczy Realu Madryt pieniądze nie są największą motywacją. Gdybyśmy mieli wygrać Ligę Mistrzów za darmo, to też zrobilibyśmy wszystko co w naszej mocy.

Pana czeka kolejny sezon na ławce...

- Tak. Zagrałem parę sparingów i koledzy wiedzą, że w razie kontuzji Ikera jego zastępca to dobrej klasy fachowiec. Poza tym mogę mieć cień satysfakcji, że forma, którą Casillas osiągnął ostatnio, to także efekt pracy i rywalizacji ze mną. Ale jego pozycja nigdy nie była tak mocna jak dziś. To kandydat do Złotej Piłki "France Football". I myślę, że może ją wygrać jako pierwszy bramkarz od czasów Jaszyna. A jego największym rywalem wcale nie będzie najlepszy piłkarz Euro 2008 Xavi, tylko Fernando Torres. Tak mi się wydaje.

Mówiliśmy o dominacji Premier League, która odebrała lidze hiszpańskiej miejsce na szczycie europejskiego rankingu. Ale Primera Division nie powinna mieć aż takich kompleksów, bo to od niedawna liga mistrzów Europy.

- W Hiszpanii triumf reprezentacji na Euro 2008 wywołał gigantyczną euforię. Całe lata Hiszpanie zachodzili w głowę, jak to jest, że stworzyli dobry system szkolenia, ich młodzież uprawia piłkę w idealnych warunkach, w kategoriach juniorskich wygrywa ze wszystkimi. A w seniorach klops. Latami szukano, gdzie tkwi błąd, tymczasem ostatni sukces drużyny narodowej udowodnił, że ten cały wysiłek i inwestycja w młodych to jednak właściwa droga. Można się spodziewać, że dla hiszpańskich piłkarzy triumf na Euro 2008 to impuls, który zaowocuje także w klubach. W tej edycji Ligi Mistrzów powinniśmy to dostrzec.

Kuszczak w Manchesterze do 2012 »

Stwórz własną drużynę w Lidze Mistrzów - zagraj i Wygraj Ligę Mistrzów»