Sport.pl

Vettel: Garść rekordów F1 za jednym zamachem

Najmłodszy uczestnik Grand Prix, najmłodszy zdobywca punktu w wyścigu. Od soboty najmłodszy zwycięzca kwalifikacji, a od niedzieli - najmłodszy triumfator wyścigu. Sebastian Vettel ma 21 lat i 74 dni i przez najbliższe lata nie pozbędzie się łatki następcy Michaela Schumachera
Kubica trzeci, fenomenalny Vettel »

Kiedy wyszedł na podium, cieszył się jak dziecko. Nie tak jak etatowo wygrywający Raikkonen, Massa czy Hamilton, którzy owszem, uśmiechną się i triumfująco potrząsną pięścią. Nie, Vettel kipiał z radości. Radosne wygibasy, uśmiech, dla którego twarz była za mała, oczy, które mówiły wszystko. Nawet podczas niemieckiego hymnu Vettel nie potrafił powstrzymać się przed pozdrowieniem dla stojącego pod podium tłumu.

Nie wytrzymał też Gerhard Berger, który na przełomie lat 80. i 90. wygrał 10 wyścigów, a teraz jest współwłaścicielem i szefem Toro Rosso. Austriak wskoczył niemal na podium, aby uściskać swojego kierowcę. Zwycięstwo na Monzy to ogromny sukces zespołu zbudowanego na gruzach włoskiego Minardi, czyli symbolu niezależnych teamów. Niewielki budżet, słabe wyniki, ale duża rzesza fanów dawały temu zespołowi wyjątkowe miejsce w stawce.

W końcówce 2005 roku Minardi kupił właściciel Red Bulla Dietrich Mateschitz, który nazwał nową ekipę Toro Rosso (po włosku czerwony byk, czyli Red Bull). Zespół traktowany był jako druga drużyna Red Bulla, ale ostatnio, m.in. dzięki znakomitym osiągom silników Ferrari, Toro Rosso przegoniło starszego kolegę, który korzysta z maszyn Renault.

Vettel, który dołączył do ekipy w trakcie sezonu 2007, wniósł do zespołu nową jakość - do młodego teamu pasował i wiekiem, i wyluzowanym stylem bycia, i szybkim robieniem postępów. Wcześniej, kiedy w sierpniu 2006 roku po raz pierwszy uczestniczył w weekendzie Grand Prix, wyglądał raczej na 14 niż 19 lat. Drobny, niewysoki blondynek pasował raczej do grupy dzieciaków ścigających się na deskorolkach niż w bolidach F1.

Vettel debiutował w BMW Sauber. Miejsce trzeciego kierowcy zawdzięczał odejściu z zespołu Jacquesa Villeneuve'a. Miejsce w wyścigu - kraksie Roberta Kubicy w 2007 roku w Kanadzie. 20-letni wówczas Niemiec zdobył w GP USA w Indianapolis jeden punkt. "Dziecko Schumacher", "Schumi II" - pisały niemieckie gazety.

Co napiszą teraz? Może im zabraknąć określeń. Vettelowi po zejściu z podium momentami też brakowało słów, jednak mówił długo: - Niewiarygodne. Przez cały wyścig nie mieliśmy żadnych problemów. To najlepszy dzień w moim życiu i nigdy nie zapomnę tych emocji - mówił 21-letni kierowca.

- Dzięki temu, że jechałem pierwszy, nie miałem żadnych problemów z widocznością i to było kluczowe. Mogłem zbudować dużą przewagę - tłumaczył Niemiec, który dodał, że pewność w ekipie Toro Rosso czuć było już przed startem. - Atmosfera była świetna, a mentalność zespołu się zmieniła. Po wejściu do bolidu usłyszałem: "A teraz ich zniszcz".

Kilka tygodni temu Vettel podpisał kontrakt z Red Bullem, co może się okazać złym posunięciem. W ostatnich wyścigach Red Bull ma duże problemy ze zdobywaniem punktów, a Toro Rosso zadziwia. Alonso, który w niedzielę został zdetronizowany jako najmłodszy zwycięzca wyścigu, powiedział nawet, że jest trzecim zespołem w stawce. - W porównaniu do BMW Sauber, McLarena czy Ferrari nie mamy takiej siły ludzkiej w fabryce. Mamy 160 osób pracujących w Faenzie i wszyscy oni mogą czuć się dumni. Jestem jednym z nich, jesteśmy zespołem - dziękował drużynie Vettel.

Nic nie widziałem, kiedy wyprzedzałem Nicka »

Theissen: Czekamy na Alonso! »