Sport.pl

Kubica o walce o mistrzostwo: Czasami myślę, że jestem szaleńcem

- W drugiej części sezonu moje priorytety i cele zespołu nieco się różniły. Czasami myślę, że to ja jestem szaleńcem, skoro cały czas chcę walczyć o mistrzostwo - mówi przed wyścigiem o Grand Prix Włoch Robert Kubica
Kubica wraca do domu »

Polak, który dwa lata temu na torze Monza pod Mediolanem wywalczył swoje pierwsze podium w karierze, po 13 z 18 wyścigów obecnego sezonu zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Prowadzący Lewis Hamilton (McLaren) ma 76 punktów, drugi Felipe Massa (Ferrari) - 74. Kubica (BMW Sauber) zgromadził 58 punktów, a broniący tytułu Kimi Raikkonen (Ferrari) - 57.

Ma pan 18 punktów straty do Hamiltona. Nadal wierzy Pan, że może zdobyć tytuł?

- Jak długo będą szanse, tak długo będę walczył. Spójrzcie na zeszły sezon - Kimi miał wielką stratę na dwa wyścigi do końca [17 punktów], a jednak został mistrzem. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będę miał możliwość walki o mistrzostwo, więc daję z siebie wszystko.

Nie ma Pan wrażenia, że BMW Sauber nie pomaga Panu zbytnio w tej walce?

- Jeśli zdobędę osiem punktów - te osiem punktów zalicza się zarówno na moje konto, jak i na konto zespołu. Wygląda na to, że drugiej części sezonu moje priorytety i cele zespołu nieco się różniły i może stąd takie wrażenie. Choć jeśli mam być szczery to czasami myślę, że to ja jestem szaleńcem, skoro cały czas chcę walczyć. Ale dopóki tylko jest szansa, muszę próbować ją wykorzystać. Mam nadzieję, że mój zespół myśli podobnie i wierzę, że robi wszystko, co w ich mocy, żeby mi pomóc.

Nie sądzi Pan, że zespół za bardzo skoncentrował się na problemach Nicka Heidfelda i na tym, żeby to jemu pomóc?

- To żadna tajemnica, że Nick dostaje od zespołu duże wsparcie. Z punktu widzenia zespołu na to sens.

Na początku sezonu walczyliście z McLarenem i Ferrari jak równy z równym. Co się stało, że teraz tak nie jest?

- McLaren i Ferrari poszły do przodu dużo bardziej niż my. Jeśli spojrzeć na szczegóły, to widać, że na początku sezonu byliśmy na podobnym poziomie, ale potem rywale zaczęli nam odjeżdżać. Już w Barcelonie Ferrari było od nas dużo szybsze. Nawet w tych najlepszych wyścigach, w Monako gdzie byłem drugi czy w Kanadzie, gdzie wygrałem, strata była spora. W Montrealu wygraliśmy tylko dzięki zewnętrznym okolicznościom. A różnica się powiększa. W Walencji byłem trzeci, ale moja strata do zwycięzcy wynosiła prawie 40 s. To dużo.

Nie był Pan zadowolony po wyścigu w Belgii. Najpierw miał Pan problem z ciśnieniem w oponach, potem było to nieudane tankowanie.

- Na pierwszym zakręcie straciłem kilka pozycji, potem udało mi się wyprzedzić kilku rywali. Potem szło dobrze, ale nie fantastycznie, bo trudno mówić o fantastycznym wyścigu, kiedy widzi się przed sobą bolid Toro Rosso, które w dodatku z każdym okrążeniem powiększa przewagę. W końcówce wyścigu, kiedy ciśnienie w oponach było w porządku, jechało mi się dużo lepiej. Ale było już za późno, przez nieudany postój straciłem dwie pozycje.

A jak będzie na Monzy?

- Bez cudów. Testy, które mieliśmy tu dwa tygodnie temu pokazują, że nic się nie zmieniło i ponownie Ferrari i McLareny będą walczyć o zwycięstwo. Będziemy się starali jak najbardziej do nich zbliżyć, ale będzie nam bardzo ciężko.

Na tym torze zawsze radzicie sobie bardzo dobrze.

- Czy ja wiem? Rok temu pojechaliśmy na naszym normalnym poziomie [Heidfeld był czwarty, a Kubica piąty]. Bardzo udany był wyścig w 2006 roku [trzecie miejsce Polaka]. Za mało razy tu byliśmy, żeby mówić, że zawsze dobrze nam idzie.

Jakie znaczenie ma fakt, że w niedzielnym wyścigu wystartuje pan z nowym silnikiem?

- To ma znaczenie, ale nie jakieś wielkie. Czasami w drugim wyścigu silnik traci moc, czasami nie, to zależy od wielu różnych rzeczy.

Co pan sądzi o karze, którą Lewis Hamilton dostał w Belgii? [kierowca McLarena ściął szykanę i dzięki temu zyskał dystans. Po wyścigu dodano mu 25 sekund i stracił wygraną]

- Jeśli mam być szczery - nie widziałem zdarzenia. Ludzie mają na ten temat różne opinie, jak zawsze. Ja nie mam.

A Pan, jako kierowca, jak rozumie przepis, na podstawie, którego Hamilton został ukarany?

- Ja myślę w ten sposób: gdybym ściął szykanę lub wyjechał poza tor, a tam byłby mur - zakończyłbym wyścig. Dlatego cieszyłbym się, że mogę dalej jechać. Moim zdaniem lepiej być nawet za ostrożnym. Wolałbym odpuścić rywalowi nawet za bardzo, bo wiem, że z zewnątrz sytuacja może wyglądać bardzo różnie. Z punktu widzenia kierowcy najlepiej od razu pokazać, że nic się nie zyskało na niedozwolonym manewrze.

A nie sądzi Pan, że ta zasada powinna być bardziej konkretna?

- Nie, jak dla mnie jest całkowicie jasna. Nie da się zadowolić wszystkich, ludzie zawsze będą mieli różne opinie. Ja mogę się tylko cieszyć, że nie siedzę na miejscu sędziów i nie muszę w takich sytuacjach decydować.

Za dwa tygodnie pierwszy w historii wyścig nocny w Singapurze. Czeka Pan na związane z nim wyzwania? Jeśli będzie padać, mogą się pojawić problemy z widocznością. Nie obawia się Pan?

- Nie. Jestem przekonany, że FIA [Międzynarodowa Federacja Samochodowa] zadba o bezpieczeństwo i zrobi wszystko, żeby zminimalizować ryzyko. Z tego co wiem światła będą bardzo mocne, więc nie spodziewam się żadnych problemów. Ja czekam na ten wyścig z innych powodów. To jest tor uliczny, a ja przez całą karierę dobrze radziłem sobie na takich torach.

Ferrari zainteresowane Kubicą »

Hamilton: Ugodzę Ferrari w samo serce »

Więcej o: