Sport.pl

Trappatoni, czyli Włoch został idolem Irlandii

- Życzę Włochom, żeby wygrali wszystkie mecze i zremisowali dwa z nami - mówi w wywiadzie dla ?La Gazzetta dello Sport" selekcjoner reprezentacji Irlandii, legendarny Giovanni Trapattoni
Gmoch: Leo powinien odejść »

- Dublin to fascynujące miasto. Podoba się także mojej żonie. Jedyny problem: ciągle pada deszcz. Ale z drugiej strony, gdyby nie padało Irlandia nie byłaby tak zielona, prawda? - zaczyna żartem Trapattoni, selekcjoner, który został idolem kibiców. I nie tylko w rodzimych Włoszech. Także w Irlandii, z której reprezentacją teraz pracuje, fani cenią go co najmniej na równi, jeśli nie wyżej od kapitana Robbiego Keane'a. "Giovanni, Giovanni" - ich chóralne śpiewy stały się swego rodzaju okrzykiem zagrzewającym do walki cały zespół. A biegi, jakie uskutecznia Trapattoni przed ławką rezerwowych, wywołują nie mniejszy entuzjazm niż dryblingi Aidena Mc'Geady'ego.

Trapattoni chętnie opowiada o włoskiej restauracji w centrum Dublinu i o godzinach spędzanych przed wideo w poszukiwaniu młodych piłkarzy. - Irlandia, to dobry wybór. Nie mamy Cristiano Ronaldo, nie dryblujemy jak Brazylijczycy czy Portugalczycy, problemem jest to, że nasza liga ma taką wartość jak włoska Serie B, ale poradzimy sobie z tym wszystkim - zapewnia szkoleniowiec.

Gazzetta dello Sport: Capello, nowy trener Anglii, kazał przejść swoim zawodnikom na dietę. A pan co zarządził dla Irlandczyków?

Zostawiam im wolną rękę. Nie chciałbym zmieniać przyzwyczajeń. Jednak...

Jednak?

- Widziałem, że zawodnicy jedli grzyby. Przez kilka sekund stałem jak wryty. Później wytłumaczyłem im, że jedzenie grzybów jest zabronione w dniu meczu, zarówno na obiad, jak i na kolację.

Co jeszcze pan zmienił?

- Wprowadziłem analizę gry przeciwników na DVD. Jest to dla moich piłkarzy całkowita nowość.

Jak radzi pan sobie z językiem angielskim?

- Zawodnicy nauczyli się kilku zwrotów po włosku, takich jak "dzień dobry" i "dziękuję". A ja staram się ulepszać swój angielski. Nawet jeśli niektóre słowa nie chcą mi wejść do głowy, pomagają mi gesty i tłumacz.

Robbie Keane jest liderem pańskiej drużyny?

Tak, ma osobowość i talent. Razem z Doylem tworzą parę godną mistrzostw świata.

Którego piłkarza poleciłby pan włoskim klubom?

- Kupiłbym Shaya Givena z Newcastle. Nie przesadzam: wydaje się, że może być drugim Buffonem.

Myśli pan już o meczu Irlandia - Włochy?

- Hmm, dla mnie będzie to dziwne spotkanie. Ujmijmy to tak: życzę Włochom, żeby wygrali wszystkie mecze i zremisowali dwa z Irlandią.

"Azzurri" ucierpieli trochę w meczu z Cypryjczykami (wygrali po golu w ostatniej chwili 2:1 - Sport.pl)...

- I nie wygraliby bez cudów Buffona.

Co powiedział pan swojej drużynie po pierwszym meczu (Irlandia pokonała 2:1 Gruzję)?

- Że nie możemy być zarozumiali, ale też nie możemy być zbyt skromni. Weźmiemy przykład z Austrii, która upokorzyła Francję.

Trudno jest szybko zmienić mentalność zawodników.

- To prawda. Ale już teraz z przyjemnością patrzyłem jak niektórzy z nich zarabiali po kilka sekund dla drużyny, dzięki rzutom z autu, gdy prowadziliśmy z Gruzją 1:0. To są szczegóły, które robią jednak ogromną różnicę.

Najbliższy mecz z Czarnogórą kryje wiele zasadzek.

- Niebezpieczeństwo numer jeden to Vucinić. Włoska piłka powoduje, że piłkarze "rosną". To stało się kiedyś z Platinim i Bońkiem. Teraz odnosi się do Vucinica i dotyczyć będzie też Joveticia, napastnika, obdarzonego ogromnym talentem. Fiorentina zrobiła dobry zakup.

W San Marino nie grają kelnerzy  »

Więcej o: