Bezzębni oldboje Beenhakkera

Reprezentacja Beenhakkera w ostatnich dziewięciu meczach wygrała raz, z Albanią. W pięciu meczach strzeliła dwa gole - pierwszego ze spalonego, drugiego z karnego. Zamiast rozsądnych ruchów trenera mamy chaotyczne odruchy, wysłuchujemy niespójnych tyrad, na boisku oglądamy kopaninę bez ładu i składu - pisze Rafał Stec, dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl.
Kadra wraca do Wronek - bez Pawła Brożka »

Nie ma mowy o odosobnionej wpadce, nie ma co porównywać remisu piłkarzy ze Słowenią do falstartu eliminacji Euro 2008, który został błyskawicznie unieważniony zwycięstwami. Wówczas Leo Beenhakker dopiero co wylądował w Polsce, nie zdążył się jeszcze rozejrzeć i pomyśleć, pozwolił na ostatnie podrygi wybrańcom swego poprzednika. Teraz reprezentacja jest jego (prawie) autorskim dziełem, a w ostatnich dziewięciu meczach wygrała raz, z Albanią. Przez ten okres tylko jeden jej występ - przeciw Niemcom w Klagenfurcie - dało się oglądać od pierwszej do ostatniej akcji bez bólu głowy.

Kadra rozpadła się wskutek kaskady nieszczęśliwych okoliczności (stąd owo "prawie"). Po pierwsze, wraz ze zbliżaniem się Euro 2008 w coraz głębszą depresję wywołaną kłopotami w klubach i/lub beznadziejną formę popadały gwiazdy - Krzynówek, Żurawski, Smolarek, Matusiak etc. Po drugie, zwartość grupy rozbijały nieprofesjonalne wybryki Kuszczaka, Boruca, Dudki, Majewskiego i Dziekanowskiego. Po trzecie, atmosferę wokół niej zatruwa polskie piekło. Kampanię wmawiania światu, że drużyną kieruje złodziej i oszust, który albo na niepowoływanych piłkarzy się obraża, albo ignoruje ich ze względu na proceder korupcyjny, napędzają - dzięki podstawionym im usłużnie mikrofonom - transferowi pośrednicy, czyli branża przeżarta przez patologię.

Po czwarte i wcale nie najmniej ważne, kontrolę nad sytuacją stracił selekcjoner. Dotąd wyrastał ponad hochsztaplerkę tandetnych geszefciarzy zaludniających naszą piłkę. Ostatnio jakby zmalał. Zamiast rozsądnych ruchów mamy chaotyczne, desperackie odruchy, wysłuchujemy niespójnych tyrad, na boisku oglądamy kopaninę bez ładu i składu.

Polska dwa punkty od mundialu »

Za fiasko operacji Euro 2008 Holender winy nie ponosił. Zbyt wiele zwaliło mu się na głowę kłopotów, by mógł się z nich wydobyć - wbrew jazgotowi podpowiadaczy na mistrzostwa nie wolno posłać zgrai nowicjuszy.

Latem też nie miał nadmiaru czasu, ale cóż, taki los selekcjonera pod każdą szerokością geograficzną. Trzeba sobie radzić. Tymczasem Beenhakker zdobył się tylko na dziwaczny eksperyment w sparingu z Ukrainą - próbował ustawienia z trzema obrońcami, taktyki niemal zarzuconej w świecie (wyjątek: prowadzeni przez Otto Rehhagela Grecy na ostatnich ME), do której w klubach nie mieli szans przywyknąć ani zawodnicy grający w lidze polskiej, ani zarabiający za granicą. Rzeczywistość natychmiast zweryfikowała sensowność pomysłu, bo selekcjoner się z niego wycofał. Nie zdołał natomiast przypomnieć swoim piłkarzom, że atak pozycyjny trzeba cierpliwie konstruować, a nie pozorować.

Jego reprezentacja wciąż pozostaje zwierzęciem bezzębnym. Kły straciła jeszcze przed Euro 2008. W ostatnich pięciu meczach strzeliła zaledwie dwa gole - pierwszego ze spalonego, drugiego z rzutu karnego. I problem nie wynika wyłącznie z braku klasowego napastnika (ten gatunek u nas wyginął), lecz tkwi głębiej - drużyna nie potrafiła w sobotę wymyślić nic zaskakującego, bazowała na zrywach Błaszczykowskiego. Drugiej linii nie sposób usprawiedliwić w żaden sposób, nie tworzyli jej debiutanci wzięci w zastępstwie. Błaszczykowskiego wspierać mieli Krzynówek, Lewandowski i Roger, czyli zaprawieni w bojach weterani oraz osobisty wynalazek Beenhakkera. Jak wytłumaczyć, że ten kwartet nie umie choćby incydentalnie skomponować przyzwoitej, płynnej akcji, skoro za kadencji tego selekcjonera potrafił? Dlaczego ci ludzie wykonali krok wstecz? Dlaczego wciąż nie potrafią jakkolwiek zagrozić przeciwnikowi po rzucie wolnym lub rożnym?

Wichniarek: Nie zagram u Beenhakkera »

Uwiąd ogarniętej paraliżem drugiej linii sprawia, że wpychani do kadry Wichniarek i Jeleń by jej nie zbawili. Mimo to szkoda, że stroją fochy i sami odbierają sobie szansę, żeby w reprezentacji jeszcze zagrać, choćby okazjonalnie. Dopóki selekcjoner wybierał między Matusiakiem, Żurawskim czy regularnie grającym Smolarkiem, ignorowanie obu rozgoryczonych napastników było całkiem zrozumiałe. Dziś mogliby się okazać przydatni, choćby, powtórzę, w trybie doraźnym. Wciąż nie nabraliśmy pewności, czy Paweł Brożek dojrzał do pułapów reprezentacyjnych. Jeśli nie dojrzał, kadra zostanie niemal bez napastników.

Niestety, Wichniarek z Jeleniem nie dojrzeli na pewno. Nie są zawodowcami formatu Tomasza Frankowskiego, który za czasów trenera Pawła Janasa również czekał na powołanie lub grę w pierwszym składzie przeraźliwie długo. Ale rozżalony czekał cierpliwie, nie strzeliło mu do głowy, by w efekciarskich gestach żegnać się z kadrą ostatecznie. Niesubordynacja jego młodszych kolegów boli, bo wśród zajadłych sporów o reprezentację co do jednego panuje chyba pełna zgoda. Wątły potencjał naszego futbolu nie pozwala na zaniedbywanie czegokolwiek. Potrzebujemy mobilizacji totalnej, znakomitej atmosfery i wysokiego morale, by wygrywać.

Sukces Beenhakkera polegał właśnie na tym, że trafiał do głów polskich piłkarzy. Nie nauczył ich świetnie grać (tego się na zgrupowaniach kadry zrobić nie da), ale wmówił im, że potrafią. Wprawiał w podniebny nastrój, napełniał wiarą w swoją sportową moc, leczył z kompleksów i podnosił samoocenę.

W sobotę jego ludzie nie wyglądali na natchnionych. Nie unosili się nad murawą, lecz z trudem odrywali od niej stopy. Z entuzjazmu wyzuł ich już początkowy kwadrans z niewielkim okładem, potem przypominali rozkojarzonych oldbojów, którzy jako wyczynowcy nie zdążyli się nauczyć kopania piłki, a dziś, gdy klepią sobie tylko towarzysko, nie mają ani siły, ani ochoty, by wypluć na boisku płuca. Dreptali niespiesznie; panicznie uciekali od odpowiedzialności i ryzyka, podawali niechlujnie, nawet nie będąc pod ścisłą presją rywala; przed Słoweńcami chwilami się rozstępowali, a ci hasali na polskim polu karnym, oddychając pełną piersią. Beznadzieja.

Szczęście w nieszczęściu, że rywale przyjechali do Wrocławia po remis. Gdyby ośmielili się grać o zwycięstwo, pewnie wytargaliby pełną pulę. Byli lepsi. Oni - 79. drużyna w światowym rankingu FIFA, plasująca się gdzieś między Gruzją i Katarem.

Oceny Polakow za mecz ze Słowenią: 1, 1, 1+... »

Wypada mieć pretensje do piłkarzy (Murawskiemu wystarczyło sił na 45 minut!?), ale trzeba i do trenera. Problem zaczyna wyglądać na przewlekły. Poprzednie eliminacje piłkarze również rozpoczęli od klęski (1:3 z Finlandią), by miesiąc później zafundować nam porywający spektakl z Portugalią. Teraz, przed październikowym meczem z Czechami, zaczarować będzie ich trudniej. Jako głosiciel dobrej nowiny - o rzekomym talencie polskich piłkarzy - Beenhakker stracił sporo wiarygodności. Ostatnio częściej wskazuje tych, którzy jego zdaniem wyzwaniom międzynarodowym nie podołają, niż tych, którym drzemiący talent pozwala konkurować z europejską czołówką.

Owszem, otoczenie - nasze środowisko piłkarsko-medialne - w istotnej części prowokuje nieszczęścia, jątrzy dla radości jątrzenia, modli się o klęski, by obcego przybłędę wypędzić. Ale i Holender się zmienił. Zupełnie jakby po niepowodzeniu na Euro 2008 przejrzał na oczy i porzucił sprzedawanie słodkich kłamstw dla uporczywego uświadamiania Polakom, że z naszym futbolem jest bardzo źle.

Tyle, panie trenerze, wiemy. Od selekcjonera, którego piłkarze z szacunkiem nazywają bossem i który poprowadził ich do historycznego awansu na ME, oczekujemy więcej. Inspiracji pozwalającej unikać widowisk tak przygnębiających jak sobotnie. Widzimy skalę problemów, zdajemy sobie sprawę z zacofania naszego futbolu i niedouczenia potencjalnych kadrowiczów, pamiętamy, z kim przegrywają polskie kluby. Ale na miesiąc przed bojami z Czechami i Słowacją, w których niepowodzenia grożą ostateczną eliminacyjną klęską, mam ochotę zaapelować: niech trener wreszcie nie pyta, co piłkarze mogą zrobić dla niego, niech znów pyta, co on może zrobić dla nich.

Jeszcze za wcześnie na rzucanie ręcznika »

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama

Zobacz także
  • Błaszczykowski daje przykład: Kadra to kadra
  • Czyżby Buffon był lepszy od Zoffa?
  • Prasa: Kadry Leo nie dało się oglądać

Najnowsze informacje