Sport.pl

Upał i żałoba, czyli czwartek w Walencji

Duchota i upał przywitały w Walencji wracających po dwutygodniowych urlopach kierowców Formuły 1. - Naładowaliśmy baterie - mówili w czwartek lider klasyfikacji generalnej Lewis Hamilton i tracący do niego 13 punktów Robert Kubica. O minutę ciszy upamiętniającą pamięć 153 ofiar środowej katastrofy lotniczej w Madrycie, chce wystąpić Fernando Alonso.
Kubica: to nie jest wyścig uliczny »

Hiszpan chodził w czwartek po padoku z czarną opaską na ramieniu. - W piątek porozmawiam z kierowcami. Może uda nam się zrobić coś przed startem treningu - np. minutę ciszy w alei serwisowej - mówił Alonso.

- Dla mnie z pewnością odmieni to cały weekend w Walencji. To wielka tragedia. Wszyscy Hiszpanie są w szoku i ja też. To prawdopodobnie najbardziej smutne nastawienie, z jakim kiedykolwiek startowałem - przyznał kierowca Renault. Hiszpański rząd zarządził trzydniową żałobę narodową.

- Życie toczy się dalej i powoli wejdę w rytm startowy. Ale ten weekend będzie wyglądał zupełnie inaczej niż powinien - dodał Alonso, który wcześniej z radością wypowiadał się o swoim drugim "domowym" wyścigu. - W Barcelonie wszystko szło dobrze, ale miałem awarię. Mam nadzieję, że w Walencji będzie lepiej.

Na razie w Walencji jest upalnie. Wychodząc z klimatyzowanych pomieszczeń do ociekających żarem części portu, gdzie ulokowane zostały siedziby zespołów, aż trudno uwierzyć, że temperatura powietrza to tylko 29 stopni Celsjusza. Takie dane podawali po południu organizatorzy, którzy na specjalnych monitorach w biurze prasowym wyświetlają szczegółowe dane o warunkach atmosferycznych. Temperatura toru - 45 stopni Celsjusza. Wilgotność - 67 proc. Wychodząc z budynku można zderzyć się z masą gorącego powietrza.

W takiej temperaturze lepiej nie wyobrażać sobie nawet, jak będą czuć się kierowcy, którzy od piątku spędzą w bolidach po kilka godzin dziennie. Temperatura w kokpicie podczas najgorętszych wyścigów sezonu może przekraczać nawet 50 stopni!

Na razie kierowcy wyglądają jednak na zadowolonych. No, może poza Rubensem Barrichello z Hondy, który pytany na konferencji prasowej o pierwsze wrażenia z Walencji, narzekał na długą drogę z hotelu na tor. - Mieszkam pięć minut drogi piechotą stąd, a samochodem jadę pół godziny - mówił Brazylijczyk. - Są takie objazdy, że musimy się cofać prawie do Barcelony. Mam nadzieję, że w niedzielę podróż zajmie mi tylko 20 minut - dodał Barrichello.

Mówiąc o torze w Walencji można używać różnych terminów. - To z pewnością tor uliczny - twierdzi Jarno Trulli z Toyoty. - Poza częścią prostej to normalny tor wyścigowy - jest wiele szerokich poboczy, barierki nie są blisko trasy - uważa z kolei Kubica. Wcześniej Norbert Haug z Mercedesa, który dostarcza silniki McLarenowi, powiedział, że obiekt w Walencji to taka Monza w mieście.

Każdy ma trochę racji, a w całym tym terminologicznym zamieszaniu najlepszy wydaje się termin: tor miejski. Nie uliczny, bo - jak mówi Kubica - z ulicami ma niewiele wspólnego, a trasę pokrywa asfalt, po którym nie jeżdżą zwykłe samochody. Ale miejski tak - leży w mieście, a konkretnie w jego portowej części. Mimo, że tor jest szeroki, a przy zakrętach są szerokie strefy bezpieczeństwa, co przypomina np. nowoczesne tory położone na wschód od Europy, to jednak czuć, że wszystko odbywa się w mieście. Czują to także jego mieszkańcy - objazdy i zamknięte na czas weekendu ulice są dla nich pewnym utrudnieniem. Jeśli chodzi jednak o atmosferę, to obiekt w Walencji nie ma dużo wspólnego z położonym na pustyni w Bahrajnie torem Sakhir czy leżącym na wzgórach po wschodniej stronie Cieśniny Bosfor Istanbul Park.

Szukanie faworytów nie jest łatwe, bo nikt nie wie komu (i czy w ogóle) będzie sprzyjać konfiguracja toru. Żadnym ryzykiem nie będzie jednak typowanie do zwycięstwa kogoś z wielkiej trójki: Hamilton (McLaren), Felipe Massa i Kimi Raikkonen (Ferrari). Choć nieprzewidziane, ale bardzo możliwe kraksy i wiążące się z tym okresy neutralizacji, mogą doprowadzić do sytuacji, w której na podium znajdą się zawodnicy z końca stawki.

Sytuacja w wielkiej trójce jest ciekawa. Hamilton (62 punkty) był bliski trzech zwycięstw z rzędu, ale na Węgrzech wspaniałą jazdą przyćmił go Massa (54 pkt.). Brazylijczyk świetnie wystartował i pewnie jechał do wygraną, ale awaria silnika zabrała mu zwycięstwo trzy okrążenia przed końcem. Z kolei broniący tytułu Raikkonen (57 pkt.) od jakiegoś czasu ma problemy w kwalifikacjach - podobnie jak w przypadku Nicka Heidfelda z BMW Sauber chodzi o zbyt wolne rozgrzewanie opon. Fin przed każdym wyścigiem mówi wprost: - Jeśli będzie gorąco, to pomoże to Ferrari.

Gorąco jest, ale i McLaren jest ostatnio mocniejszy - w Budapeszcie zwyciężył Heikki Kovalainen, co było trzecim kolejnym triumfem "Srebrnych Strzał". Gdzie tkwi sekret McLarena, który po niezłym początku sezonu miał załamanie formy? Niemiecki "Auto Moto und Sport" napisał, że zespół Hamiltona, po ostatnich udoskonaleniach zawieszenia oraz wprowadzeniu nowych owiewek na nosie bolidu, lepiej wykorzystuje przepływ powietrza, co pozwala mu na szybszą jazdę. - Przed wyścigiem na Silverstone zastosowaliśmy w naszych samochodach nowy olej. Kolejne GP były bardzo udane - chyba coś znaleźliśmy - stwierdził z kolei Mark Humphries z Mobil 1, która zaopatruje McLarena w paliwo i olej.

Konkurencji nie mają jednak złudzeń - ich zdaniem silniki Mercedesa, których używa zespół Lewisa Hamiltona, wytwarzają ok. 25 koni mechanicznych więcej niż jednostki napędowe rywali. - Jeśli te dane są prawdziwe, to taka różnica może dawać korzyść rzędu 0,4 sekundy na okrążeniu - stwierdził inżynier BMW Sauber Willy Rampf. Zgodnie z przepisami, silniki zostały poddane homologacji i są "zamrożone", jeśli chodzi o poważne modyfikacje. Kierowcy McLarena zwyciężyli w trzech ostatnich wyścigach i zdobyli w nich 42 punkty - zaledwie o 16 mniej niż w ośmiu poprzednich GP.

BMW Sauber Kubicy w ostatnich startach popełniało błędy, które Polak określił mianem "operacyjnych". Przed Grand Prix Europy w Walencji w niemiecko-szwajcarskim zespole jest oczywiście urzędowy optymizm, szef Mario Theissen mówi, że jego team "ma jeszcze kilka strzał w kołczanie", ale nie wiadomo na na ile jest to prawda, a na ile robienie dobrej miny do złej gry. Wszystkie zespoły już od kilku miesięcy pracują nad budową bolidów na rok 2009 (zmienia się wiele przepisów), a w BMW Sauber oficjalnie przyznają, że cele na obecny sezon osiągnęli już w Kanadzie, gdzie wygrał Kubica, a Heidfeld był drugi. Zespół ma już praktycznie zapewnione trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Czy to oznacza koncentrację na przyszłym sezonie?

Ciekawą walkę o czwarte miejsce toczą Toyota (35 punktów, w ostatnich czterech wyścigach na podium stawali i Trulli, i Timo Glock) i Renault (31, punktować zaczął Nelson Piquet jr, a na Węgrzech tuż za podium był Alonso). Do walki może się jeszcze włączyć Red Bull (24). Dwa pierwsze zespoły w ostatnich wyścigach spisywały się lepiej niż BMW Sauber, ale Trulli nie ma zludzeń: - Oni mają już trzecie miejsce. My walczymy najwyżej o czwarte - stwierdził.

Pierwsze odpowiedzi na pytania o formę zespołów i kierowców poznamy być może już w piątek. Kierowcy mówią, że zapoznanie się z torem zajmie im do 10 okrążeń. Ale to dopiero początek pracy nad ustawieniem bolidu. Inżynierowie powtarzają, że uwagi zawodników i dane telemetryczne tym razem będą bardzo ważne. Tor może się zmieniać - na początku będzie zakurzony, z czasem zaadaptuje gumę, którą pozostawią na asfalcie bolidy. - Trzeba być spokojnym i powstrzymać chęć szybkiego dostosowania się do warunków. To tor przyjdzie do nas - mówią inżynierowie.

Zagadki Grand Prix Europy »

Więcej o: