Co robią teraz byli koszykarze Śląska?

Czy ktoś pamięta jeszcze takich graczy jak Jimmy Moore czy Niksa Tarle? Grali w Śląsku nie tak dawno, bo przed zaledwie dwoma laty. Zostali zwolnieni w trakcie sezonu, tak jak ostatnio Vladan Alanović i Fred Vinson. Jakie były wówczas powody? Co ci zawodnicy robią teraz?
Alanović i Vinson są 11. i 12. zawodnikami zwolnionymi ze Śląska w trakcie rozgrywek od sezonu 1998/99. W naszym zestawieniu wzięliśmy pod uwagę jedynie koszykarzy, którzy rozegrali w barwach wrocławskiego klubu przynajmniej jedno oficjalne spotkanie. Dlatego zabrakło tu tak znanych koszykarzy, jak Kelvin Upshaw czy Marijan Kraljević. Nie wymieniliśmy również zawodników, którzy zostali w trakcie sezonu wypożyczeni.

Większość tych zawodników słabo grała w Śląsku, a później kariery wielkiej nie zrobiło. Dotyczy to zwłaszcza koszykarzy, którzy do Wrocławia trafiali spoza polskiej ligi. Ale są wyjątki. Być może nawet niektórzy koszykarze w Śląsku jeszcze zagrają. Ciekawe też, jak dalej potoczą się losy Alanovicia i Vinsona.



SEZON 1998/99

JEFFREY STERN

Potężnie zbudowany i wiele potrafiący center trafił do Wrocławia po pobycie w Bobrach Bytom i Komforcie Forbo Stargard Szczeciński. Wszędzie były z nim problemy wychowawcze - obrażał się na sędziów, w jednego nawet rzucił piłką, pobił Pawła Wiekierę. Kto choć trochę znał trenera Śląska Andreja Urlepa, wiedział, jaki będzie finał pobytu Sterna we Wrocławiu. Amerykanin rozegrał tylko dwa mecze. - Nie potrafił zaakceptować swojej roli w zespole - twierdził Urlep. Stern z kolei zarzucił trenerowi rasizm.

Wrócił do Stargardu. W pierwszej rundzie play off niewiele brakowało, a wyeliminowałby Śląsk.

Poprzedni sezon rozpoczął w Słowenii (Krka Nowe Mesto), ale został zwolniony. Oczywiście z powodów dyscyplinarnych. Wrócił do Polski, bo tym razem zaufali mu działacze z Pruszkowa. Tam znów się ze wszystkimi kłócił, później przepraszał. Wylecieć miał kilka razy, ale za każdym razem działacze wierzyli, że już więcej incydenty z udziałem zawodnika się nie powtórzą. Nie wytrzymali jednak w kwietniu, gdy Stern najpierw chciał pobić Krzysztofa Dryję, a później nawet trenera, który próbował rozdzielić walczących zawodników.

Nie udało nam się ustalić, co robi teraz.



SLOBODAN SLJIVANCANIN

Mierzący 208 centymetrów Czarnogórzec w sezonie 1998/99 najpierw pojawił się w Śląsku na testach, później wyjechał (przebywał trochę w Pogoni Ruda Śląska i Komforcie Stargard) i wrócił. Rozegrał kilka spotkań, ale że niczym specjalnym się nie wyróżniał i nie mógł występować w Pucharze Saporty, szybko z niego zrezygnowano.

Później również krótko przebywał na Cyprze (Keravnos Nicosia), ale sezon zakończył w Uniksie Kazań. Został tam również na rozgrywki 1999-00, a poprzedni sezon rozpoczął w Crvenej Zvezdzie Belgrad. W lutym niespodziewanie podpisał kontrakt z francuskim Pau-Orthez, gdzie był zmiennikiem dla potęznego Rumuna George Muresana. Zdobył mistrzostwo Francji, a obecnie gra innym zespole tamtejszej ekstraklasy Elan Sportif Chalonnais.



NIKSA TARLE

Chorwat został polecony Śląskowi przez Bosko Bozicia, trenera reprezentacji Chorwacji. Zrobił piorunujące wrażenie, tyle że nie umiejętnościami koszykarskimi. Wysoki, przystojny, ze zgrabną kitką na głowie. Na parkiecie jednak walczył z życiem. We Wrocławiu zabawił krótko.

Jeszcze w tym samym sezonie trafił do Słowenii (KK Triglav). Później występował w Szwajcarii (sezon 1999-00 Olympique Lausanne), a od ponad roku występuje w węgierskim Falco. To chyba odpowiednia liga dla niego.


LABRADFORD SMITH

- O takim zawodniku zawsze marzyłem - mówił przy zatrudnianiu Amerykanina prezes Śląska Grzegorz Schetyna. Smith był bowiem wówczas jedną z większych gwiazd ligi, a za poprzedni sezon zarobił w Pekaesie Pruszków rekordowe na ówczesne warunki pieniądze - 200 tysięcy dolarów.

W Śląsku profesjonalista z NBA podchodził do zawodu mało profesjonalnie. Średnio rzucał jednak niewiele więcej punktów niż kilka lat wcześniej w Washington Bullets. Wyleciał w hukiem w styczniu po meczu 1/16 rozgrywek o Puchar Saporty z Pivovarną Lasko. Zagrał wówczas tragicznie głównie dlatego, że jeszcze w trakcie spotkania "męczył go kac".

Na początku sezonu 1999-2000 podpisał kontrakt z Baltimore Bay Runners, zespołem podrzędnej amerykańskiej ligi IBL. Później słuch o nim zaginął.



KRZYSZTOF WILANGOWSKI

Wyleciał w tym samym czasie, co Smith, ale wówczas nie grał już od ponad miesiąca. Z wyjazdowego spotkania w Jugosławii przywiózł bowiem wirusowe zapalenie opon mózgowych i trafił do szpitala. W zespole jego miejsce zajął Gruzin Kaha Szengelija. - Prezes dał mi do zrozumienia, że Szengelija jest lepszym centrem - wyjaśniał Wilangowski. Przyczyny rozstania ze "Smokiem" nie leżały jednak tylko na parkiecie. Wiele mówiło się także o mało sportowym trybie życia zawodnika.

Wilangowski znalazł zatrudnienie w Bobrach Bytom, a w sezonie 1999/2000 podpisał kontrakt z Czarnymi Słupsk, a trener reprezentacji Piotr Langosz widział w nim nawet pierwszego centra kadry. W poprzednich rozgrywkach jednak znów były z nim problemy. Zawodnik został nawet wyrzucony z klubu, na koniec rozgrywek wrócił. Teraz gra w Spójni Stargard Szczeciński i chyba wreszcie jest zadowolony.



KAHA SZENGELIJA

Gruzin co prawda nie do końca odpowiada kryteriom przez nas narzuconym, bo przecież wytrwał w Śląsku do końca sezonu, ale kontrakt miał podpisany jeszcze na kolejny! Poza tym nie sposób o nim nie wspomnieć, skoro wygryzł ze składu Wilangowskiego. A ile przy tym było śmiechu!

Do Wrocławia przyjechał z Przemyśla, gdzie w barwach Polonii rozegrał towarzyski mecz z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trener Jerzy Chudeusz powiedział po tym spotkaniu, że nie jest zainteresowany tak słabym graczem. Szengelija znalazł więc zatrudnienie w Śląsku. Co z tego, że poruszał się śmiesznie, z linii rzutów wolnych czasami nie potrafił dorzucić do obręczy, a do kosza trafiał wyłącznie z bliska, i tylko wtedy, gdy nikt mu nie przeszkadzał. Ale za to jak walczył! Kibice pokochali go od pierwszego wejrzenia. Trener też, ale zawodnik na kolejny sezon w Śląsku nie został. Ciekawe dlaczego?

Później występował w węgierskim Falco, gdzie został jednak zwolniony (zastąpił go Tarle), a sezon 2000-2001 spędził w Gruzji w dwóch klubach: Tbilisi i Azot Rustavi. Ponoć przed obecnymi rozgrywkami chciała go zatrudnić Pogoń Ruda Śląska, ale agent nie potrafił przedstawić ostatnich statystyk zawodnika, więc sprawa ucichła.



SEZON 1999/2000

JIMMY MOORE

Amerykanin miał być rewelacją polskiej ligi. Bardzo dobrze zbudowany, z niezłym rzutem, mógł występować na każdej pozycji z wyjątkiem rozgrywającego. Statystyk w Śląsku nie miał co prawda tak znakomitych jak kilka sezonów wcześniej w Luksemburgu (tam notował średnio ponad 40 punktów i ponad 20 zbiórek w meczu!), ale na pewno nie zawodził. Niestety, w meczu z Kinderem Bolonia doznał kontuzji, która na dłużej wyłączyła go z gry. A zawodnik niezdolny do gry oznacza niepotrzebny. Został zwolniony. Wrócił do Portugalii, gdzie wcześniej był nawet wybrany na MVP sezonu (Illiabum Clube Illhavo), ale z powodu problemów rodzinnych wrócił do Stanów Zjednoczonych. Grał później w Chinach (Zhejiang Horses), a obecnie występuje w Danii w zespole Vaerlose.



GORAN KARADZIĆ

Zaliczył w Śląsku kilka spotkań, gdy trenerem był Muli Katzurin, ale we wrocławskim klubie krótko przebywał rok wcześniej. Wtedy złapał kontuzję i się nie sprawdził. W sezonie 1999/2000 Śląsk ponownie po niego sięgnął, gdy kontuzji nabawił się Roberts Stemahers. Karadzić rozegrał kilka spotkań, ale nie był przygotowany do sezonu, więc niczym nie zachwycił. Mógł zostać w zespole dłużej, jednak chciał mieć zagwarantowany kontrakt do końca sezonu. Na to nie zgodził się klub.

Od dwóch sezonów zawodnik występuje w niemieckiej Bundeslidze w zespole TSK Bamberg.



SEZON 2000/2001

JACEK KRZYKAŁA

Odszedł z Wrocławia w atmosferze skandalu, ale bynajmniej nie przez niego wywołanego. W Śląsku występował pięć sezonów (krócej tylko od Macieja Zielińskiego), zdobył cztery tytuły mistrza Polski, popisał się fantastycznym rzutem, po którym trafił do historii polskiej koszykówki. Przed sezonem 2000/2001 długo wahał się, czy podpisać kontrakt ze Śląskiem na kolejny sezon. Podpisał. Później zapewne żałował. Po tym jednak, jak w spotkaniu reprezentacji Polski doznał poważnego urazu, klub po prostu postanowił rozwiązać z nim kontrakt. Tłumaczenia działaczy okazały się bardziej zabawne niż merytoryczne. Nikogo nie przekonały.

Krzykała, gdy odchodził do Ostrowa, nie zmieszał klubu z błotem, choć miał do tego prawo. Teraz gra dużo, nieźle i ma pewne miejsce w szerokiej kadrze reprezentacji Polski. Być może kiedyś wróci do Śląska, to przeciez jeden z lepszych rozgrywających w Polsce.



JAMES COTTON

W Śląsku był zaledwie chwilę, ale to chyba dobrze. Zagrał dwa oficjalne mecze, ale nie okazał się ani wybitnym specjalistą od rzutów z dystansu, ani od gry jeden na jeden.

Podobny los jak w Śląsku spotkał go w kolejnych klubach. Na jego umiejętnościach (chyba takowe miał, bo przecież grał w NBA) nie poznali się ani w lidze IBA (Siouxland Bombers), ani w Australii (West Sydney Razorbacks). W tym ostatnim klubie grał krótko z powodu kontuzji. Przed sezonem był nawet na campie w Treviso, ale nie udało nam się ustalić, czy znalazł gdzieś zatrudnienie.



SEAN MARKS

Największa, niewytłumaczalna zagadka. Dlaczego zawodnik, który w Śląsku grał fatalnie, teraz notuje bardzo dobre występy w NBA?

Nowozelandczyk żegnał się ze Śląskiem dwukrotnie. Najpierw w grudniu, gdy grał słabo, a do tego jeszcze wiecznie narzekał na kontuzje. Później był nawet przez moment w składzie Seattle Supersonics i wrócił. Wrocławski klub bowiem nie mógł odnaleźć Harolda Jamisona, a wysoki gracz był w drużynie niezbędny. Marks podpisał kontrakt na miesiąc. Grał jeszcze gorzej niż wcześniej. W Eurolidze średnio występował zaledwie około 11 minut w meczu.

Teraz gra dwa razy dłużej w Miami Heat, wychodzi nawet w pierwszej piątce, zdobywa punkty (średnio ponad 6 w meczu) i zbiera (średnio ponad 5 piłek). Jak tak dalej pójdzie, to może być jednym z kandydatów do nagrody zawodnika, który uczynił największy postęp.

Jak jednak to wszystko wytłumaczyć? Może Marks nie potrafił odnaleźć się w europejskiej koszykówce. Może był źle ustawiany, bo to przecież nie center, tylko silny skrzydłowy. Może w dobrych występach przeszkodziły mu kontuzje. Na to pytanie potrafi jednak odpowiedzieć chyba tylko sam zawodnik.

Skomentuj:
Co robią teraz byli koszykarze Śląska?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje