Sport.pl

Monza w mieście, czyli szybki tor uliczny w Walencji

W niedzielę pierwszy w historii wyścig Formuły 1 w Walencji. Uliczna trasa bardziej przypomina jednak ultraszybką Monzę niż najwolniejsze w kalendarzu Monako
Tor uliczny w nadmorskim mieście, którego trasa przebiega tuż nad wodą i częściowo prowadzi przez port - skojarzenie Walencji z Monako wydaje się oczywiste. Wyścig w księstwie jest wyjątkowy, bo poza malowniczym otoczeniem oferuje także niebywałe zagęszczenie gwiazd, miliarderów i ociekających dolarami jachtów. I choć pod względem sportowym wielkie emocje w Monako zwykle się nie zdarzają - na ciasnym i krętym torze bolidy jadą stosunkowo wolno, a szans na wyprzedzanie praktycznie nie ma - to otoczka spod znaku glamour sprawia, że Grand Prix Monako jest najbardziej wyczekiwaną imprezą w kalendarzu F1.

Walencja w tym sezonie jest wyczekiwana z dwóch względów - po pierwsze kierowcy wracają do pasjonującej walki o mistrzostwo po trzech tygodniach przerwy. A po drugie nikt nie wie czego tak naprawdę spodziewać się po zupełnie nowym torze - żaden z zespołów nie miał okazji testowania bolidów na ulicach Walencji, więc wszyscy bazują na komputerowych symulacjach.

W laboratoriach BMW Sauber Roberta Kubicy bazując na danych toru, wytyczono linię jazdy i przeprowadzono symulacje czasów okrążeń. Określono ustawienia mechaniczne, rozkład masy oraz regulacje sprężyn i amortyzatorów. A opierając się na wyliczonych prędkościach, zostały również ustalone przełożenia skrzyni biegów. Zwracając uwagę na poziom docisku i charakterystykę toru, oszacowano zużycie hamulców. Na tej podstawie zostały określone wymagania dotyczące materiałów i chłodzenia hamulców. Z kolei, poziom przyczepności i zużycie ogumienia, zostaną zweryfikowane dopiero na miejscu.

Z symulacji wynika także, że uliczny tor w Walencji jest bardzo szybki. - Wygląda jak Silverstone lub Monza, tylko jest położony w mieście - twierdzi Norbert Haug, szef sportowej sekcji Mercedesa, który dostarcza silniki dla McLarena. - Średnia prędkość w Monako to zaledwie 156 km/h, a dystans wyścigu to 254 km. Tymczasem długość toru w Walencji to 310 km, a na każdym okrążeniu kierowcy aż pięciokrotnie będą mogli rozwijać prędkości wyższe niż 300 km/h - wylicza Haug. Z symulacji wynika, że średnia prędkość może osiągnąć 225 km/h - tylko w 7 z 18 wyścigów bolidy jeżdżą szybciej.

Walencję od Monako odróżnia także szerokość trasy i kilka stref bezpieczeństwa, czyli wyasfaltowanych poboczy na których kierowcy mogą bez szkód opanować bolid. - W Walencji jest wiele miejsc, gdzie można wypaść z toru bez większych konsekwencji. FIA kładzie duży nacisk na kwestie bezpieczeństwa i uważam, że to bardzo dobrze - stwierdził Kubica, który rok temu w Kanadzie rozbił swój bolid o betonową ścianę.

Grand Prix Europy, bo taką nazwę ma wyścig w Walencji (GP Hiszpanii zarezerwowane jest dla Barcelony) przypomina także obiekt w Montrealu - podobnie jak w Kanadzie bardzo będą zużywać się hamulce, bo bolidy trzykrotnie będą musiały hamować do zaledwie 80 km/h. Innym, choć już niepożądanym podobieństwem, mogą być kłopoty z asfaltem. Organizatorzy przyznali, że po próbie generalnej, czyli wyścigach Formuły 3 i serii GT, w niektórych miejscach toru nawierzchnia nie wygląda tak, jak powinna. - Są pewne problemy techniczne. Ale na wyścig wszystko będzie w porządku - zapewnia szef hiszpańskiego motosportu Carlos Garcia.