Sport.pl

Punkty dla Ruchu, bo sport jest okrutny

Co łączy mecz na Cichej i Igrzyska w Pekinie? W sobotę okazało się, że szybkość! W dalekiej Azji kibiców wprawił w osłupienie najszybszy człowiek świata, a w Chorzowie najszybszy piłkarz ligi.

Polecamy: Były piłkarz Ruchu musiał uciekać z domu



Gdyby Marcin Zając stanął do rywalizacji z Jamajczykiem Usainem Boltem prezentowałby się pewnie niczym poczciwy maluch przy bolidzie Formuły1. Na ligowych boiskach to jednak Zając uchodzi za odrzutowiec!

Akcja dzięki, której Ruch wyszedł na prowadzenie to był niezwykły pokaz dynamiki, dryblingu i zdecydowania. Zając odważnie wbiegł między trzech obrońców Lechii. Balans w lewo, piłka lekko trącona mija rywala z prawej strony. Balans w prawo, a piłka w lewo. Gdy Zając był już oko w oko z bramkarzem spokojnie podniósł głowę i przymierzył tuż przy słupku. - Szybkość fajna rzecz. Z tym się człowiek rodzi, tego się nie da wytrenować, ale można i trzeba nad tym pracować - tłumaczył.

Jacek Zieliński, szkoleniowiec drużyny gości nie dostrzegał kunsztu napastnika niebieskich. - To był nasz prezent. Jak mógł ograć za jednym zamachem aż trzech obrońców? - pytał rozżalony.

Równie poirytowani byli i piłkarze z Gdańska, którzy mieli świadomość, że zaprzepaścili niepowtarzalną szansę by wywieźć punkty z Cichej (mogli się pokusić nawet o trzy). - Proszę mi wytłumaczyć jak to jest. My jesteśmy beniaminkiem, prawda? I co, i możemy grać ładną piłkę? A Ruch? A Ruch kopał byle do przodu. Sport jest bardzo okrutny - kręcił głową Andrzej Rybski, który sprytnym strzałem doprowadził do remisu.

Pomocnik Lechii uderzył sprzed pola karnego, a zrobił to tak szybko i precyzyjnie, że Krzysztof Pilarz niemal nie drgnął. - Strzał jak strzał. Szybki, spod kolana. Zresztą cała akcja była szybka. Może dlatego bramkarz Ruchu nie zareagował? - zastanawiał się Rybski.

Niebiescy nie zachwycili, ale posiedli ważną cechę - za każdym razem, gdy rywal podnosił głowę zadawali kolejny cios. Tak było w pierwszej połowie, gdy Zając urwał się obrońcom w chwili, gdy goście już niemal widzieli piłkę w siatce Pilarza. Sytuacja powtórzyła się po przerwie i tak zaraz po zdobyciu wyrównującej bramki, gdańszczanie znowu mieli co odrabiać. - Strasznie żal, bo byłem pewien, że zaraz zdobędziemy drugą bramkę. Przecież mieliśmy przewagę - przypominał Łukasz Trałka.

Martin Fabusz, napastnik Ruchu też ma przewagę tyle, że w grze z głową. W trudnych chwilach ta słowacka głowa jest dla chorzowskiej drużyny bezcenna! Duszan Radolsky już podjął decyzję, że jego rodaka zmieni Piotr Ćwielong, gdy sędzia zadecydował, że gospodarze wykonają rzut rożny. Radolsky zaraz krzyknął na Ćwielonga by ten wrócił na ławkę. Pewnie wyobraził sobie wtedy, jak Marcin Zając dokładnie dogrywa piłkę z rzutu rożnego, a Fabusz z trzech metrów pakuje ją głową do siatki.

- Miałem dużo szczęścia, że ta piłka minęła tylu obrońców i akurat spadła mi na głowę - mówił Fabusz. - To jednak nie był przypadek, takie zagrania ćwiczymy na treningach - dodał.

Po tym ciosie Lechia chwiała się kilka minut. Gości mógł dobić Ćwielong, ale piłkę po jego pięknym, mierzonym uderzeniu w wielkim stylu obronił Paweł Kapsa. Już w doliczonym czasie gry sprytem i refleksem błysnął Pilarz. Po uderzeniu z dystansu goście widzieli już piłkę w siatce, ale bramkarz Ruchu nie dał się zaskoczyć. - Droga do domu będzie długa i nieprzyjemna - podsumował Trałka.

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 2:1 (1:0)

Bramki: Zając (21.), Fabusz (66., asysta: Zając) - dla Ruchu; Rybski (61., asysta: Kowalczyk) dla Lechii.

Ruch: Pilarz - Jakubowski, Grodzicki Ż, Baran, Brzyski Ż - Grzyb Ż (73. Ćwielong), Straka, Scherfchen, Balaz Ż (65. Pulkowski) - Fabusz, Zając, (88. Adamski).

Lechia: Kapsa - Piątek, Wołąkiewicz, Midzierski, Kosznik Ż - Trałka, Kaczmarek Ż, Rogalski, 69. Kalkowski ) Kasperkiewicz (84. Miklosik) - Rybski, (79. Cetnarowicz), Kowalczyk.

Sędziował: Piotr Pielak (Warszawa). Widzów: 5500

Rozmowy pod szatnią

Andrzej Rybski (pomocnik Lechii)

Jestem smutny. Zagraliśmy dobry mecz i zostajemy z niczym. Dziwnie i nie dobrze dla nas ułożył się ten mecz. Byliśmy lepszą drużyną, graliśmy ładniejszą piłkę, a na koniec zostaliśmy z niczym.

Marcin Zając (napastnik Ruchu)

Cieszę się, że pierwszy mecz na Cichej zakończyliśmy z kompletem punktów. Nie było łatwo, rywal był bardzo wymagający, a my graliśmy zbyt nerwowo. Czy nie pomogłem sobie ręką w akcji po której wpadł pierwszy gol? Wszystko działo się bardzo szybko, ale piłkę przyjąłem na ciało.

Łukasz Trałka (pomocnik Lechii)

Ciężko się pozbierać po takim meczu. Byliśmy lepsi, stworzyliśmy sobie więcej okazji do zdobycia gola. Tymczasem sami rozdawaliśmy prezenty. Przy pierwszym golu Marcin jechał z piłką kilkadziesiąt metrów i nikt nie potrafił go zatrzymać. Przy drugim trener uczula nas na Fabusza, a potem Słowak jest lepszy od trzech naszych obrońców.

Martin Fabusz (napastnik Ruchu)

Najważniejsze są trzy punkty. Lechia pokazała, że potrafi grać w piłkę. Sprawili nam wiele problemów. Nie wiedziałem, że tuż przed tym jak strzeliłem gola Piotrek Ćwielong był już gotowy do zmiany. Skupiam się tylko na tym co dzieje się na boisku.

Ariel Jakubowski (obrońca Ruchu)

W naszej grze na pewno było wiele mankamentów. Najważniejsze jednak, że przetrwaliśmy ciężkie chwilę i teraz schodzimy do szatni z podniesionymi głowami. Lechia naprawdę mi się podobała. Grali z polotem, bardzo groźnie było też po stałych fragmentach gry.

Not.tod

Zdaniem trenerów

Jacek Zieliński (Lechia)

Jestem poirytowany faktem, że wracamy do Gdańska bez punktów. Nie można rozdawać takich prezentów jak przy obu bramkach dla Ruchu. Widać płacimy frycowe. Mam nadzieję, że w następnych meczach już takich błędów popełniać nie będziemy.

Duszan Radolsky (Ruch)

To był naprawdę ciężki mecz, cieszę się, że wygrany. Spodziewaliśmy się, że tak to może wyglądać. Przy drugiej bramce w ostatniej chwili podjąłem decyzję by jednak poczekać ze zmianą Fabusza, no i się udało.

Not.tod

Polecamy: Pamiętacie samobója, który wstrząsnął Cichą?



Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek » - reklama