Sport.pl

Mister Hitchcock pokonany przez walec

Krzysztof Bieryt płynął po raz ostatni w życiu i właśnie w takim momencie zaprzepaścił największą szansę na olimpijski medal
Polek z Japonkami mały finał »

W półfinale kanadyjek Bieryt był trzeci. Słynni w kajakarskim światku przeciwnicy kończyli trasę z gorszymi czasami, popełniając błędy, przewracając się lub gubiąc jedyną właściwą linię wiosłowania. Ale w finale to Bieryt popełniał błędy i omal się nie przewrócił.

Mister Hitchcockiem nazywa Bieryta szef związku kajakowego Ryszard Seruga. Według niego kanadyjkarz miał wyjątkowo denerwującą cechę - zapewniał duże emocje do ostatniej chwili. Rzutem na taśmę wstrzelił się do reprezentacji Polski na igrzyska, stając w Augsburgu na podium zawodów Pucharu Świata. Tak samo zakwalifikował się do wczorajszego półfinału - w ostatnim przejeździe, w którym zajął ostatnie zapewniające awans.

W związku z tym ruszył do półfinału jako pierwszy z 12 rywali.

Niespieszno płynął w dół najtrudniejszym torem świata. Tor w Shanyun ma 10 m przewyższenia, w Krakowie - jedyny sztuczny tor w Polsce - 5 m. W Shanyuon woda pędzi w dół 20 m sześc. na sekundę, w Krakowie 7. O torze Shanyun kajakarze mówią z dużym szacunkiem, na tor w Krakowie zbudowany kosztem 40 mln zł Bieryt macha ręką i pyta z uśmiechem politowania: - A widział go pan?

Polak najpierw zjechał pasażem. Mijał pierwsze bramki z nurtem. Potem skoczył w dół na dropie, czyli stopniu wodnym i zwężeniu, które przyspiesza wodę. Dzięki szybkości, odchylając się w kanadyjce, do której był przywiązany pasami, musiał wyrwać się walcowi. Woda kotłuje się w tym miejscu, tylko w odwrotną stronę do nurtu. - Nazywamy to walec, bo potrafi wciągnąć pod siebie zawodnika z kilku metrów - mówił Bieryt za metą. - Jak złapie, trudno się wyrwać.

Za walcem były dwie bramki, i ten trudny technicznie układ zdecydował o kolejności na mecie. - W tym miejscu trzeba umiejętnie krawędziować kanadyjką, minąć jedną bramkę pod prąd, odbić się od głównego nurtu, aby przeskoczyć na drugą stronę strumienia, gdzie jest druga bramka. Można stracić lub zyskać dwie, trzy sekundy - mówił przed startem trener Bieryta i całej polskiej reprezentacji Niemiec Andreas Ehrenberg, były wicemistrz świata i brązowy medalista igrzysk w Atlancie. Tam też tor był trudny - wody było 30 m sześc. na sekundę, przy identycznym przewyższeniu.

Kiedy kolejno spływali w dół zawodnicy, okazywało się, że Ehrenberg miał rację. Walec tak przytrzymał dwukrotnego mistrza olimpijskiego Tony'ego Estangueta, że Francuz nie wszedł do finałowej ósemki. Dwukrotny wicemistrz olimpijski i późniejszy zwycięzca Słowak Michal Martikan zarobił przez walec dwie karne sekundy za dotknięcie bramki, zaś Grek Cristos Tzakamkis bronił się eskimoską, czyli po przewróceniu się głową w dół wstał, odpychając się wiosłem od wody. W tym miejscu był główny posterunek ratowniczy z Chińczykami gotowymi w każdym momencie do skoku w nurt.

Bieryt minął te wszystkie rafy bez szwanku, jako jeden z trzech zawodników.

Polak debiutował na igrzyskach w Barcelonie w 1992 roku. Dziś ma 34 lata i nie można powiedzieć, że pęka w trudnych momentach. A jednak coś takiego stało się między metą półfinału, a startem finału, że Bieryt ruszył do niego, jakby przestraszył się sukcesu. Zakończyło się katastrofą. Polak minął walec i zniosło go w dół. Próbował nadrobić, popełnił następny błąd, fala zniosła go na ścianę, przycisnęła do niej cofka - miejsce, gdzie nurt zawija przy brzegu, napotykając przeszkodę. Bieryt przestał płynąć. - Miałem szansę na medal, a tak to co za różnica, czy szóste miejsce czy ósme. Ale psychicznie to się nie przestraszyłem. Chciałem popłynąć tak jak przedtem.

Godzinę później w konkurencji kajaków jedynek wystartował Benjamin Boukpeti z Togo. Nigdy nie startował w Pucharze Świata, nie ma go na listach światowej federacji kajakowej. Jeśli wygrywał, to w Kenii mistrzostwa Afryki. W Kenii, dodajmy, torów sztucznych nie ma. Togijczyk trenuje we Francji, gdzie się urodził, ale okazał się dla reprezentacji za stary i za słaby, więc zdobył togijskie obywatelstwo - ojciec jest emigrantem.

Szokująco dla siebie i innych znalazł się na drugim miejscu po półfinale. Co ważniejsze, nie przestraszył się otwierającej się możliwości sukcesu. W finale pojechał równie szybko i zdobył pierwszy olimpijski medal dla Togo. Jak podkreśliła agencja AP "pierwszy dla Togo w letnich igrzyskach", co mówi o potężnym zaskoczeniu. Chyba AP uważa, że miał takie same szanse na medal co w zimowych igrzyskach. To on był wczoraj prawdziwym Mister Hitchcockiem.

Ktoś teraz musi tylko powiedzieć prezesowi Serudze, że przezwisko Mister Hitchcock już nie pasuje do Bieryta. Niestety, po dwóch ostatnich igrzyskach, w jakich brał udział, już wiadomo, że jego scenariusze rażą przewidywalnością zakończenia. W 2000 roku na igrzyskach w Sydney Bieryt też był w półfinale trzeci. I też skończył na ostatnim miejscu. Hitchcock by tego nie wymyślił.

Pekin w pigułce: dzień 4. bez sukcesów »

Więcej o: