Sport.pl

Sędzia Trybunału Arbitrażowego: Nawet mąż miał do mnie pretensje

PRZEGLĄD PRASY. - To nie my zawiniliśmy, tylko PZPN. Był za bardzo opieszały i stąd cały ambaras - komentuje w ?Super Expressie? sprawę odwołania Zagłębia Lubin sędzia Trybunału Arbitrażowego PKOL, Romana Troicka-Sosińska.
Ekstraklasa się sypie, a Listkiewicz pije piwko »

Romana Toricka-Sosińska - sędzia Trybunału Arbitrażowego przy PKOL - była jedną z osób rozpatrujących odwołanie Zagłębia Lubin, które wcześniej Wydział Dscypliny zdegradował za korupcję. Decyzja o cofnięciu decyzji WD PZPN sparaliżowała start nowego sezonu ekstraklasy.

- Mnie też ta decyzja się bardzo nie podoba. Tamtego dnia nawet mój mąż, kibic piłkarski, miał do mnie pretensje. Od razu krzyknął: Co ty narobiłaś? Całą piłkę wywaliłaś do góry nogami! Rodzina na początku była przeciwko mnie, ale wszystko wyjaśniłam i zrozumieli - wspomina w "Super Expressie" Romana Troicka-Sosińska.

- Prawda jest taka, że ich (Zagłębia i Widzewa przyp. pk) przewinienia uległy przedawnieniu. W czasach, kiedy działo się całe zło, obowiązywał przepis, że aby przestępstwo się nie przedawniło, to postępowanie wyjaśniające musi być wszczęte najpóźniej dwa lata od popełnienia ostatniego czynu. Ostatni mecz Zagłębie kupiło 3 czerwca 2004 roku, a PZPN zaczął postępowanie 20 grudnia 2007 - tłumaczy sędzia.

Sędzia Sosińska wyjaśniła też sprawę Arki Gdynia i Zagłębia Sosnowiec, które składały odwołania wcześniej od Widzewa i Zagłębia. Gdynianie nie wnioskowali o cofnięcie degradacji, tylko o anulowanie kary minus pięciu punktów. Z kolei drużyna z Sosnowca nie wpłaciła 4 tys. złotych niezbędnych do rozpatrzenia ich wniosku.

Nomrlaność wróci, gdy ustąpi Listkiewicz »