Sport.pl

Pojechał na olimpiadę

Jeździectwo. Artur Społowicz, jeździec LKJ Moszna, wyleciał wczoraj do niemieckiego Aachen, skąd uda się na igrzyska olimpijskie. Dla 45-letniego zawodnika start w Hongkongu ma być ukoronowaniem kariery
W Aachen znajduje się jeden z trzech ośrodków, w którym badane są europejskie konie lecące na igrzyska. - W zasadzie nasz pobyt tam nie będzie się różnił od tego, co robimy tutaj. Będziemy trenować normalnie, z tą różnicą, że Wag będzie równocześnie przechodził kompleksowe badania - tłumaczy Społowicz.

Zgodnie z przepisami konie biorące udział w zawodach muszą być przebadane pod względem zdolności do startu, kontrolowane są ich paszporty oraz szczepienia.

Pierwszy w Azji

Po dziesięciu dniach spędzonych w Niemczech opolski duet uda się do Hongkongu, gdzie nazajutrz po oficjalnym otwarciu olimpiady zostaną rozegrane zawody jeździeckie. Społowicz i Paweł Spisak (JKS Dako-Galant Skibno), również startujący we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, będą jednymi z pierwszych Polaków, którzy pojawią się w Azji, żeby rywalizować o medale. - Na miejscu będziemy prawie dwa tygodnie wcześniej. Czeka nas aklimatyzacja, która zwłaszcza dla konia jest uciążliwa, musimy także przyzwyczaić się do zmiany strefy czasowej i przygotować do startu - opowiada Społowicz.

Druga olimpiada w życiu

Dla 45-letniego jeźdźca będą to drugie igrzyska olimpijskie w karierze. 16 lat temu miał szansę pojechać do Barcelony, ale się nie udało, cztery lata później w Atlancie nareszcie wystartował, ale - jak sam przyznaje - nie wspomina tego mile. - To był prawdziwy falstart. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia, logistyka zupełnie zawiodła, brakowało podstawowych rzeczy, np. kowala, przez co konie nie mogły być podkute w odpowiednim czasie. Najkrócej można powiedzieć, że choć na przygotowania w ciągu kilku lat wydano kilkaset tysięcy dolarów, tuż przed startem zabrakło kilkuset, aby występ był w pełni udany - wspomina z niechęcią. - Ale przynajmniej teraz wiem, czego się spodziewać - stwierdza.

Po 12 latach ponownie będzie miał okazję wystartować w konkursie olimpijskim, a ten start ma być ukoronowaniem jego długoletniej kariery.

Otwarcie zobaczy w telewizji

Do uroczystego otwarcia olimpiady podchodzi jednak z dystansem i... wcale nie ma zamiaru się na nie wybierać. - Nie ma sensu ryzykować i lecieć z Honkongu do Pekinu na dzień przed startem - przekonuje i od razu dodaje, że tak naprawdę nie ma czego żałować.- Jeśli mam być szczery, nie ma zbyt wielkiej różnicy pomiędzy telewizorem a byciem tam na żywo. Oczywiście sama defilada na stadionie wśród innych uczestników igrzysk to wielkie przeżycie i czuć atmosferę wielkiego sportowego święta, ale to w zasadzie tylko około pół godziny, a poza tym nie ma wielkiej różnicy. Sportowcy występy artystyczne oglądają bowiem na bocznym stadionie na telebimie, więc można powiedzieć, że różni się tylko rozmiar telewizora - śmieje się jeździec.