W Anglii spokój od dawna

łj
2008-06-25 , aktualizacja: 25.06.2008 00:00
A A A Drukuj
Po wydarzeniach w latach 80. (m.in. 39 ofiar tragedii na stadionie Heysel w Brukseli podczas finału Pucharu Europy Liverpool - Juventus w 1985 roku), walkę ze stadionowymi bandytami rozpoczął rząd Margaret Thatcher. 
ZOBACZ TAKŻE
Na podstawie raportu na temat bezpieczeństwa na angielskich stadionach zmieniono prawo karne. Znalazły się w nim zapisy zezwalające na karanie kibiców tuż po złapaniu na chuligańskich wybrykach. Od tamtego czasu każdy, kto dopuści się wykroczenia, otrzymuje zakaz wstępu na wszystkie brytyjskie stadiony dożywotnio.

A przestępstwem jest już wtargnięcie na boisko. Kolejny rząd, Johna Majora, przekazał na przebudowę stadionów 100 mln funtów. Właściciele klubów musieli zapewnić każdemu kibicowi miejsce siedzące, zniknęły płoty, kraty. Na wszystkich stadionach i wokół nich zainstalowano kamery, dzięki którym na bieżąco można śledzić zachowanie kibiców. Policja dysponuje też specjalnymi urządzeniami komputerowymi do wykonywania zdjęć, które stają się później dowodami w sądzie.

Oczywiście wszystkie wymienione działania nie sprawiły, że na stadiony przychodzą wyjątkowo kulturalni kibice. Przekleństwa, agresja wymalowana na twarzy sympatyków poszczególnych klubów, niecenzuralne przyśpiewki to obrazki typowe dla ligi angielskiej, tak samo jak niemal nieistniejący dystans między boiskiem a trybunami i jak bezpieczeństwo mimo wszystko panujące na obiekcie. Problem z angielskimi chuliganami staje się palący dopiero wtedy, gdy wyjadą oni ze swego kraju. Organizatorzy kolejnych mistrzostw najbardziej boją się właśnie pseudokibiców z Wysp Brytyjskich.

Podziel się