Dlaczego mamy kibiców polskiej reprezentacji, a polskiej piłki już nie?
- Polskiej piłki nie ma po co oglądać. Przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z jednym słowem: afera. Reprezentacja to co innego. Mistrzostwa Europy to impreza dla kibiców na pewnym poziomie. Oni mają pieniądze, chcą je wydać na sportowe emocje. Ligowi pseudokibice często nawet nie docierają na stadion, dla nich emocje to starcia z policją czy zadyma z chuliganami przeciwnej drużyny. Euro jest drogie, szansa na zadymę minimalna, dlatego zostali w domu.
W Polskiej lidze zdarzają się dobre mecze.
- Naturalnie, ale kto o zdrowych zmysłach wybierze się na derby Łodzi czy Krakowa? Miasta sterroryzowane przez bandy wyrostków, strach wyjść z domu, a co dopiero wybrać się na mecz. Pójście z dziewczyną, dzieckiem? Tu już nawet nie chodzi o to, że na stadionie nie ma gdzie usiąść, tylko o to, jak cało i zdrowo wrócić z meczu. W Hiszpanii czy w Anglii pójście na mecz to niezapomniane przeżycie. Bo tam jest to rozrywka, taka jak dobry koncert czy przedstawienie w teatrze. Mecz w Polsce? To sport ekstremalny.
Legia walczy z chuliganami, a przy okazji obrywa się zwykłym kibicom. Wojna wymaga ofiar?
- To jedna z dróg, ale nie najlepsza. Problem bandytów na stadionach sprowadza się w sumie do egzekwowania kar. Jeśli np. w Anglii rozrabia 500 chuliganów, można mieć gwarancję, że 500 z nich nie uniknie kary. W Polsce ukarze się może pięciu i to w jakiś śmieszny sposób: trzy miesiące więzienia w zawieszeniu czy 3 tys. zł grzywny. Restrykcyjne prawo wcale nie musi być lepsze, ważne, by za jego łamanie kara była nieunikniona.
Jako kibic wierzy pan, że będzie lepiej.
- Dopóki odpowiedzialni za polską piłkę ludzie nie wezmą się do roboty, nie wierzę. A czy się wezmą? PZPN do niedawna uparcie twierdził, że nie ma problemu korupcji...