Sport.pl

Drzymała pozywa Wrocław o wielomilionowe odszkodowanie?

Po nieudanym połączeniu ze Śląskiem prezes Groclinu Grodzisk Wlkp. Zbigniew Drzymała chce odszkodowania od władz Wrocławia i wraca do rozmów z władzami Szczecina w sprawie fuzji z Pogonią. Ale szanse na skuteczne przeprowadzenie operacji jeszcze przed początkiem nowego sezonu są znikome.
Drzymała chce się wynieść z Grodziska, bo finansowanie drużyny kosztuje zbyt dużo spółkę Inter Groclin Auto, która przeżywa poważne kłopoty. Cena jednej jej akcji na warszawskiej GPW wynosi dziś ok. 11 zł - to ponad trzynaście razy mniej niż jeszcze cztery lata temu. Ponieważ w drastyczny sposób spadło też zainteresowanie zespołem w wielkopolskim miasteczku, Drzymała ogłosił tam koniec piłki. Chciał się przenieść do Wrocławia, a kiedy się nie udało, niemal natychmiast wrócił do negocjacji z władzami Szczecina. O inwestycji w tamtejszą Pogoń rozmawiał już wiosną 2007 r., ale do przenosin nie doszło, bo ciekawszą propozycję złożył Drzymale Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.

Zresztą przygoda Groclinu ze stolicą Dolnego Śląska jeszcze się nie skończyła, mimo że Dutkiewicz zerwał rozmowy, gdy fuzja była już bliska finalizacji. Teraz obie strony prawdopodobnie spotkają się w sądzie, bo prezes grodziskiego klubu zamierza domagać się odszkodowania za to, że połączenie ze Śląskiem nie stało się faktem. Drzymała zabezpieczył się na taką ewentualność i w jednej z umów z Wrocławiem zawarł klauzulę, która przewiduje wysoką karę. W grę wchodzi wielomilionowe odszkodowanie.

By prezes Groclinu mógł domagać się tych pieniędzy, jego klub musi istnieć. Dlatego nierealny jest scenariusz, który chodził Drzymale po głowie po wycofaniu się Dutkiewicza z fuzji - rozwiązanie klubu i rzucenie futbolu. Teraz znów chce przenieść drużynę, i to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Ponieważ rozgrywki startują za niewiele ponad miesiąc, nadzieje, że mu się uda, są marne. Głównym problemem jest licencja na grę w ekstraklasie. - Według informacji, które ma związek, Groclin ma grać w Grodzisku, choć była jeszcze opcja gry we Wrocławiu. Ale nigdzie indziej - mówi przewodniczący komisji licencyjnej PZPN Eugeniusz Kolator. Czy da się to jeszcze zmienić w ciągu kilku tygodni? - Licencja została wydana i nie ma możliwości, by coś zmienić - odpowiada.

W zespole, który wczoraj wznowił treningi przed nowym sezonem, panuje chaos. - Nikt nie wie ani gdzie, ani w jakim składzie będziemy grali - mówią anonimowo piłkarze. Bardzo możliwa jest dalsza wyprzedaż składu (już odeszli Adrian Sikora, Piotr Rocki, Pance Kumbev, Mariusz Muszalik, Sergio Batata, mało możliwe jest zatrzymanie reprezentanta Radosława Majewskiego) i gra w ekstraklasie piłkarzami niedoświadczonymi. Trener Jacek Zieliński robi dobrą minę do złej gry. - Nam plan przygotowań się nie zmienił. Wiem, że trwają jakieś rozmowy, ale ja przygotowuję zespół tak, jakby miał grać w Grodzisku - mówi.

Z Kolatorem zamierza się spotkać sam Drzymała i namawiać go na zmianę decyzji i zgodę na grę w Szczecinie. - Nie ma przepisów, które by na to pozwalały. Nie przewidują one też wyjątków. Z panem Drzymałą mogę się spotkać, bo nigdy nikomu nie odmówiłem, ale do takiego pomysłu jestem nastawiony sceptycznie - mówi wiceprezes PZPN. Sam Drzymała, choć we wtorek był w Szczecinie, wczoraj w Grodzisku nie chciał komentować sprawy.

Pewnie wie, że PZPN to niejedyna przeszkoda, którą musiałby pokonać szef grodziskiego klubu. Kolejną są kibice w Szczecinie, którzy mają przykre doświadczenia z dotychczasowymi inwestorami. Pamiętają, że Antoni Ptak zrobił z ich klubu pośmiewisko. Dlatego założyli swoją Pogoń, która z roku na rok awansowała do wyższej ligi. W statucie tego klubu zapisano jednak, że nie ma możliwości, by drużyna znalazła się np. w ekstraklasie w wyniku fuzji. Nawet gdyby władze miasta zmusiły szefów klubu do przyjęcia Drzymały, to taka Pogoń miałaby ogromne problemy z akceptacją wśród kibiców.