Początek tego spotkania był dość zaskakujący, bowiem Amerykanin objął prowadzenie 3:0, ale Robredo szybko odrobił straty i wyszedł na 4:3, zanim wygrał seta 6:4. Na początku drugiej partii Odesnik zrezygnował z dalszej gry z powodu kontuzji prawej nogi.
- Z jednej strony to był łatwy mecz, bo rozegraliśmy tylko jednego seta, więc zachowam więcej +paliwa+ na jutrzejszy ćwierćfinał. Ale z drugiej wcale nie był dla mnie łatwy, bo na początku nie mogłem złapać swojego rytmu gry. Później jednak wszystko było w porządku, choć trochę szkoda, ze Wayne nie mógł dokończyć spotkania. Mam nadzieję, że to nic poważnego i szybko wróci do zdrowia - powiedział 26-letni Hiszpan, sklasyfikowany na 19. miejscu w rankingu ATP.
Robredo w 2001 roku odniósł pierwsze zwycięstwo w cyklu ATP Tour właśnie w Orange Prokom Open, który do ubiegłego roku rozgrywano w Sopocie. Powtórzył ten wynik w ubiegłym sezonie, a i tym razem należy do najpoważniejszych kandydatów do wygranej.
- Właściwie trudno mi wskazać różnice między tymi miastami, bo w trakcie turniejów cała swoja uwagę poświęcam tenisowi i nie mam zwyczaju odwiedzać dyskotek, muzeów czy plaży. Na przykład w Sopocie wybrałem się na plażę, ale dopiero po wygranym finale. Tam o tyle było wygodniej, że z hotelu na korty szło się na nogach, a tylko rakiety wrzucało się do samochodu. Tu odległość jest większa, więc miasto widzę tylko przez szybę samochodu - dodał.
W piątek Robredo zagra o półfinał z innym Hiszpanem Oscarem
Hernandezem, który w drugiej rundzie wyeliminował rozstawionego z numerem ósmym rodaka Alberta Montanesa 6:3, 6:2.
Jako pierwszy w czwartek awans do ćwierćfinału wywalczył Włoch Fabio Fognini, a wszystko za sprawą kontuzji lewej nogi, jaka zmusiła Christophe'a Rochusa do poddania meczu pod koniec pierwszego seta, przy stanie 5:4 dla tenisisty z Półwyspu Apenińskiego. Był to piąty mecz blisko 30-letniego Belga w Warszawie, bowiem do turnieju głównego musiał przebijać się przez eliminacje.
Natomiast najbardziej w czwartek napracował się Argentyńczyk
Guillermo Canas (nr 5.), który po ponad dwugodzinnej walce ograł 6:2, 1:6, 6:3 Hiszpana Santiago Venturę.
Turnieje rozgrywane na nawierzchni ziemnej od lat zdominowane są przez tenisistów z Ameryki Południowej, Hiszpanii i Włoch, którzy masowo oblegają miejsca w drabinkach i licznie przechodzą kolejne rundy. Nie inaczej jest w Warszawie, a jedynym wyjątkiem jest rosyjski ćwierćfinał, w którym zmierzą się Jewgienij Koroliew i najwyżej rozstawiony w imprezie Nikołaj Dawidienko.
Pierwsze większe zwycięstwo w karierze Dawidienko odniósł w 2002 roku w szczecińskim challengerze Pekao Open, a później
czterokrotnie pojawiał się w Sopocie na turnieju rangi ATP Tour, gdzie najlepiej wypadł przed dwoma laty, gdy wygrał mecz finałowy.
- To ten sam turniej, ale zupełnie inne miasta. Sopot miał plażę, wiele dyskotek i piękne dziewczyny, które tam spędzały wakacje. Ale może o tym nie będe mówił, w końcu mam już żonę. Natomiast Warszawa to typowe biznesowe miasto, raczej poważne i to przekłada się na otoczkę turnieju - powiedział Dawidienko.
Zwycięzca rosyjskiego pojedynku zmierzy się z Fogninim lub
Canasem. Natomiast w dolnej połówce turniejowej drabinki na pewno w półfinale znajdzie się przynajmniej jeden Hiszpan -Robredo lub Hernandez.
Wyniki czwartkowych spotkań drugiej rundy gry pojedynczej:
Tommy Robredo (Hiszpania, 2) - Wayne Odesnik (USA) 6:4, 1:1 - krecz Odesnika Guillermo Canas (Argentyna, 5) - Santiago Ventura (Hiszpania) 6:2, 1:6, 6:3 Oscar Hernandez (Hiszpania) - Albert Montanes (Hiszpania, 8) 6:3, 6:2 Fabio Fognini (Włochy) - Christophe Rochus (Belgia) 5:4 - krecz Rochusa
Pary 1/4 finału: Nikołaj Dawidienko (Rosja, 1) - Jewgienij Koroliew (Rosja) Fabio Fognini (Włochy) - Guillermo Canas (Argentyna, 5) Marcel Granollers (Hiszpania) - Juan Monaco (Argentyna, 3) Oscar Hernandez (Hiszpania) - Tommy Robredo (Hiszpania, 2)