Sport.pl

Łukasz Piszczek: szczęście w roli głębokiego zmiennika

rozmawiał: Paweł Czado
06.06.2008 , aktualizacja: 06.06.2008 00:00
A A A Drukuj
Łukasz Piszczek, snajper Herthy Berlin w ostatniej chwili wskoczył do kadry Leo Beenhakkera. Zastąpił kontuzjowanego Kubę Błaszczykowskiego. Dzięki temu w drużynie biało-czerwonych zagra przynajmniej jeden Ślązak.
W kadrze jest co prawda dwóch zawodników Górnika Zabrze, ale Tomasz Zahorski pochodzi z Warmii, a Michał Pazdan - z Krakowa. 23-letni Piszczek urodził się w Czechowicach-Dziedzicach, ale tylko dlatego, że, jak mówi jego ojciec Kazimierz, w szpitalu w Pszczynie nie było miejsca. Rodzina Piszczków mieszka w Goczałkowicach, Piszczek - senior też związany jest z piłką od najmłodszych lat. - Tato był trenerem w LKS-ie Goczałkowice (klub A-klasy, przyp.red.) i to jemu zawdzięczam, że trafiłem do piłki - opowiadał piłkarz "Gazecie".

Przed siedmioma laty zawodnik trafił do Gwarka Zabrze. Szybko stał się jednym z najlepszych graczy, w 2003 roku drużyna zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Łukasz trafił do reprezentacji Under-19. - Chłopak ma świetny zmysł taktyczny, dysponuje dobrą techniką, jest szybki i nieźle gra głową - mówił trener Gwarka Janusz Kowalski o uczniu Technikum Gazowniczego w Zabrzu. 

Paweł Czado: - Gratulacje. Zaskoczenie pewnie duże.

Kazimierz Piszczek, ojciec Łukasza, wiceprezes LKS Goczałkowice: - Ogromne. Jednocześnie bardzo mi przykro, że taki pech dopadł Kubę Błaszczykowskiego. Także jako kibicowi, bo to świetny piłkarz, wojownik, wielkie wzmocnienie polskiego zespołu. A syn? Zdaję sobie sprawę, że pojechał na Euro w roli głębokiego zmiennika. Nie jest przecież przygotowany do imprezy, nie trenował z drużyną, powołanie zastało go na wczasach na Rodos.

Pan był jego pierwszym trenerem. Od razu było widać, że to talent?

- Wziąłem go na trening jak miał 7-8 lat. Bez fałszywej skromności przyznam, że się wybijał. Jako dziecko wyprzedzał równolatków o 2-3 lata. Kiedy przeszedł z Goczałkowic do Gwarka, strzelał mnóstwo goli. W meczu na Stadionem Śląskim zdobył ich osiem, wypracował dwa karne. Gwarek wygrał bodaj 11:0.

Wybiera się Pan na Euro?

- Nie, skąd nagle wziąć bilety... Mecze wspólnie z żoną Haliną będziemy oglądać w telewizji. Żona jest wielką fanką Łukasza. W tym roku dwa razy byliśmy razem na meczach syna w Berlinie.

Mają Państwo jeszcze jednego syna, który też gra w piłkę.

- Tomek przez wiele lat był obrońcą w GKS-ie Tychy. Niedawno wyjechał do Anglii i piłkę kopie tylko amatorsko.

Pański syn zastąpił prawego pomocnika. W meczu z USA też był próbowany na tej właśnie pozycji. A przecież to urodzony napastnik.

- Wie pan, ani on ani jak nie narzekamy. Pozycji na boisku się nie wybiera. Najważniejsze, że w ogóle ma szanse zagrać na mistrzostwach Europy