Świr Roku to zapalony kibic Ruchu Chorzów

Gra od lat w katowickim teatrze Korez, w filmach, serialach "Ranczo" i "Święta wojna". Niedawno został laureatem studenckiego plebiscytu na "Świra 2008". Od kilku lat mieszka w Warszawie, ale jeśli tylko czas pozwala wpada do rodzinnego Chorzowa. Jest zapalonym kibicem niebieskich.
Ostatni wtorek zaplanował sobie tak, by na stadionie Ruchu obejrzeć pucharowy mecz z Groclinem.

Piotr Zawadzki: Co się dzieje z Ruchem?

Bogdan Kalus, aktor i kibic: Tak słabego Ruchu dawno nie widziałem. Coś siadło w grze, piłkarze puchli w oczach. Nie mam pojęcia, gdzie tkwi przyczyna kryzysu formy. Może głowy im się zagotowały po początkowych sukcesach? Przed sezonem liczyłem tylko na spokojne utrzymanie. Będzie jednak nerwowo. To trudny moment dla Ruchu. Jeśli nie wygra z Odrą, to różnie może być.

Docenia Pan robotę trenera Duszana Radolskiego?

- Nie jestem jego entuzjastą. Ja w ogóle nigdy nie byłem zwolennikiem angażowania zagranicznych trenerów, wyjątkiem jest Leo Beenhakker. W Polsce pracuje wielu dobrych szkoleniowców, którzy potrafią osiągać wyniki bez pomocy łapówek wkładanych ukradkiem do kieszeni marynarki.

To może zmienić Radolskiego?

- Zacznę od tego, że do tej pory nie rozumiem przyczyn odejścia Marka Wleciałowskiego. Awansował z Ruchem do ekstraklasy. Uczciwie awansował! I nagle się go zmienia. Oczywiście daleki jestem od tego, żeby teraz - po kilku porażkach - domagać się dymisji Radolskiego. Słowak świetnie zaczął ligę - od 4:1 w Grodzisku, ale potem nadzieje gasły i gasły... Szczęśliwej ręki do zmian to on nie ma. Piotrek Ćwielong we wtorkowym meczu do zmiany nadawał się już w 20. minucie, a nie w 66. Przecież Wojciech Grzyb już w pierwszej minucie zrobił na boisku więcej szumu, niż Piotrek w ciągu godziny.

Szansa na awans do półfinału PP uciekła dopiero w doliczonym czasie gry.

- Nie mam zamiaru zwalać wszystkiego na sędziego. Dlaczego jednak z przedłużonych trzech minut meczu zrobiło się pięć? Niby Nykiel popełnił głupi faul na Telichowskim, ale przecież trzy to trzy. Bez wyjątków. A tak, to mi wyglądało jak czekanie, aż Groclin strzeli gola.

Od kiedy jest Pan kibicem Ruchu?

- Od zawsze. Urodziłem się w Chorzowie. Oglądanie meczów Ruchu to był obowiązek, a i jedna z niewielu przyjemności. Pierwszy mecz, na jaki zostałem zabrany, to były europejskie puchary. Ruch przegrał w 1969 roku z Ajaksem Amsterdam. Miałem wtedy cztery lata, więc słabo pamiętam. W lidze niebieskich po raz pierwszy zobaczyłem w meczu przeciwko Górnikowi. Pełne trybuny, Lubański i Szołtysik wśród rywali. Zapamiętałem, że Górnik z wyrachowaniem ubrał się na Cichej w niebieskie stroje. Potem robił to jeszcze wielokrotnie...

Najsmutniejsze kibicowskie przeżycie?

- Spadek Ruchu z ekstraklasy w 1987 roku i ta samobójcza bramka Janusza Jojki... Nawet teraz, kiedy gram w Korezie w "Kwartecie dla czterech aktorów", opowiadam o tym golu. To wciąż we mnie żyje. Dobrze, że Ruch dostał wtedy zakaz transferów. Drużyna po spadku się nie rozleciała, szybko wróciła do ligi i zdobyła mistrzostwo.

A najpiękniejsze?

- Ruch to utytułowany klub, więc takich chwil było wiele: cztery tytuły mistrza kraju, dwa Puchary Polski. Zachwycił mnie też mecz Ruchu z Honvedem Budapeszt w Pucharze UEFA. To była połowa grudnia 1973 roku, mecz toczył się na śniegu. Wygraliśmy 5:0.

Przeżyciem okazały się również spotkania Ruchu na Stadionie Śląskim z Interem Mediolan w 2000 roku i tegoroczny z Górnikiem, bo byłem na nich spikerem.

Być spikerem na takich meczach to duże wyzwanie?

- Pewnie! I powód do dumy. Najważniejsze, że udało mi się utemperować kibiców Górnika, obyło się bez zadym. Szkoda tylko, że nie utrzymał się klimat Wielkich Derbów Śląska. Przecież 15 tysięcy widzów na trybunach Śląskiego podczas meczu Ruchu z Widzewem to żenada. Zaprzyjaźnione kluby, Ruch po dwóch wygranych i nie udało się zapełnić stadionu? Podobnie zmartwiły mnie te dwa tysiące widzów na pucharowym meczu z Groclinem. Gdyby sprzedawano bilety po 5 złotych, stadion byłby pełny. Ja tego nie rozumiem.

Kto jest dla Pana symbolem Ruchu wszech czasów?

- Wiem, wiem, powinienem odpowiedzieć - Gerard Cieślik. Problem w tym, że nigdy nie widziałem go w akcji. Mogę tylko podejrzewać, że był świetny. Wymienię więc dwa inne nazwiska: Krzysztof Warzycha i Mariusz Śrutwa. Pod wieloma względami nietuzinkowe postacie, i na boisku i poza nim. W obecnym Ruchu najbardziej cenię Wojtka Grzyba. Facet na boisku zawsze daje z siebie wszystko. Nawet kiedy był jeszcze piłkarzem Odry Wodzisław, demonstrował swoje pozytywne uczucia wobec Ruchu. Spotkaliśmy się raz w Katowicach i już wtedy namawiałem go na zmianę barw. Dopiero po mnie zrobili to Bizacki czy Śrutwa.

Którego piłkarza podebrałby Pan dla Ruchu innym pierwszoligowcom?

- O Jezu, wielu jest takich, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Przydałby się Ruchowi ktoś taki jak Tomek Hajto. Potrafi krzyknąć na kolegów z zespołu, zmobilizować ich, a przy tym sprawia kłopoty rywalom. Kto jeszcze? Paweł Brożek umie wygrać mecz w pojedynkę, taki Tomek Frankowski na pewno by się u nas nie zmarnował.

A najbardziej nielubiany piłkarz?

- Znowu wymienię Hajtę, potrafi wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Ale przy tym jest szczery. O karnym w jesiennym meczu z Ruchem powiedział, że Górnik takich prezentów nie potrzebuje. I to mi się spodobało. Kiedyś nie lubiłem Piotra Gierczaka z Górnika. Złamał nogi Piotrkowi Mosórowi i Marcinowi Molkowi, choć słyszałem, że prywatnie fajny z niego koleś. Nie przepadałem za Marcinem Kuźbą i Robertem Dymkowskim, bo zawsze potrafili Ruchowi strzelić gola.

Są kluby, za którymi Pan nie przepada?

- Teraz takich nie ma. Przed laty nie podobało mi się, że Legia podbierała klubom piłkarzy do wojska. Jako Ślązak nie przepadałem za Zagłębiem Sosnowiec, choć zdaję sobie sprawę, że te animozje to bzdura. Niespecjalnie podobały mi się pozasportowe wydarzenia w Arce Gdynia. Tam rządzili kibice o rozmiarze szyi 56. Tak nie powinno być.

Czy w Warszawie też dyskutuje Pan o piłce?

- Jest paru kolegów, którzy tak samo pasjonują się futbolem, ale kibicują Legii. Do niedawna kibicowałem w Warszawie Polonii, bo tradycję i atmosferę ma podobną do Ruchu. Na dodatek grają tam moi koledzy: Radek Majdan i Radek Gilewicz. Po tym zatrzymaniu Dariusza Wdowczyka odpuściłem sobie Polonię. A jeszcze się dowiedziałem, że ten trener miał niedawno na jakichś zajęciach wykład o etyce zawodowej. To bez sensu.

Doczeka się Pan mistrzostwa Polski dla Ruchu?

- Dziś artystów w Ruchu nie ma. Są tylko rzemieślnicy. Jest nadzieja, że ci młodzi, zdolni: Sobczak, Feruga, Siedlarz ograją się i za jakiś czas będą rządzili w lidze. Nie wierzę, abyśmy zostali mistrzem w ciągu najbliższych pięciu lat. Ale bardzo bym chciał.



























Skomentuj:
Świr Roku to zapalony kibic Ruchu Chorzów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje