Widzew: Degradacje klubów są nieważne!

Wydział Dyscypliny nie miał prawa degradować klubów - uważają w Widzewie. I zamierzają iść na prawną wojnę z PZPN
W styczniu łódzki klub został zdegradowany za korupcyjne działania byłego wiceprezesa Wojciecha Szymańskiego, który w sezonie 2004/2005 dawał pieniądze sędziom prowadzącym mecze jego drużyny. - Widzew nigdy nie przyznał się do kupowania meczów. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to kłamie - mówi Sylwester Cacek, właściciel spółki.

Wydział Dyscypliny ukarał jednak Widzew degradacją o jedną klasę, a na dodatek kolejny sezon zespół rozpocznie z sześcioma punktami ujemnymi. Musi zapłacić też 35 tys. zł. Dopiero w tym tygodniu do Widzewa dotarło uzasadnienie decyzji WD. - Przepisy mówią, że powinniśmy je dostać w ciągu siedmiu dni, a czekaliśmy ponad trzy tygodnie - mówi Bogusław Sosnowski, prezes łódzkiego klubu.

Teraz prawnicy Widzewa pracują nad odwołaniem, najpierw do Związkowego Trybunału Arbitrażowego, później, w razie niepowodzenia, do Trybunału Arbitrażowego przy Polskim Komitecie Olimpijskim. Właściciel klubu jest pewny wygranej. - Chcieliśmy dobrowolnie poddać się karze ujemnych punktów, by podkreślić naszą solidarność w walce z korupcją. To był i tak bardzo duży gest z naszej strony. Nie przyjęliśmy kary degradacji, bo Wydział Dyscypliny nie miał w ogóle prawa nas karać - twierdzi kategorycznie Cacek.

Wczoraj Widzew ujawnił swoje argumenty. Po pierwsze - Wydział Dyscypliny w ogóle nie ma prawa nakładać kar na kluby, bo zgodnie z regulaminem dyscyplinarnym PZPN (paragraf 12, ustęp 5) może on jedynie prowadzić postępowanie w stosunku do zawodników, sędziów, działaczy i kierowników klubów. O samych klubach w przepisach nie ma mowy. - Kiedy w styczniu powiedziałem o tym członkom WD usłyszałem, że stosuję szantaż - mówi Cacek.

Po drugie - według prawników Widzewa zarzuty wobec Wojciecha Szymańskiego uległy przedawnieniu 7 października 2007 roku. Dopiero wtedy zaczęła obowiązywać uchwała PZPN, mówiąca o tym, że czyny korupcyjne nigdy się nie przedawniają. Do tej pory obowiązywał dwuletni termin. Tymczasem ostatni zarzut postawiony przez prokuraturę Wojciechowi Szymańskiemu dotyczy maja 2005 roku. Zdążył się więc przedawnić. - Michał Tomczak [przewodniczący WD - przyp. red.] doskonale o tym wiedział. Mówił o tym w marcu w rozmowie z dziennikarzem PAP - przypomina Marcin Animucki, wiceprezes Widzewa. - Nie można nas ukarać, bo jak wiadomo, prawo nie działa wstecz.

Po trzecie - według widzewskich prawników członkowie WD nigdy nie zostali formalnie powołani na swoje stanowiska. - Wyjątkiem jest Tomczak, którego ustanowił kurator w PZPN. Mało tego, do tej pory nie zostali odwołani nawet poprzedni członkowie wydziału - twierdzi Animucki, powołując się na artykuł 48, paragraf 3 statutu PZPN.

Po czwarte - Widzew zarzuca członkom Wydział Dyscypliny mnóstwo błędów proceduralnych. - Wydział nigdy nie przeprowadził postępowania dowodowego nie tylko zresztą w sprawie Widzewa - uważa Marek Kopczyński, prawnik i wiceprzewodniczący rady nadzorczej KS Widzew Łódź SA. - Mógłby się oczywiście oprzeć o postępowanie prokuratury, ale wszyscy wiemy, że ono się jeszcze nie zakończyło. A przecież może być tak, że sąd powszechny uniewinni Wojciecha Szymańskiego - dodaje. Cacek przypomniał, że wydział dyscypliny w ogóle nie przesłuchał Szymańskiego, który sam chciał zeznawać.

Właściciel Widzewa opowiadał, że członkowie Wydziału Dyscypliny próbowali zniechęcić go do inwestowania w klub. - Nie udało się im. Mało tego, przekonało mnie to do jeszcze większego zaangażowania się w Widzew - zakończył.

Kto ma rację?
Zobacz także
  • Odwołania, zjazdy, abolicje - rusza I liga. Ale prawników

Najnowsze informacje