Sport.pl

Polonia może stracić czołowego piłkarza

Działacze z Bytomia twierdzą, że Rafał Grzyb jest zawodnikiem ich klubu. Podobnego zdania jest jednak także prezes... Wiernej Małogoszcz! - Sam nie wiem, na czym stoję - rozkłada ręce zawodnik.
Grzyb występuje w Polonii od roku. Defensywny pomocnik był kluczowym piłkarzem drużyny Dariusza Fornalaka. Dzięki udanym występom w lidze wpadł w oko samemu Leo Beenhakkerowi, który umieścił go na liście rezerwowej zawodników powołanych na zimowe zgrupowanie kadry.

Nic dziwnego, że piłkarz zaczął wzbudzać zainteresowanie innych klubów ekstraklasy. Dopytywały o niego ŁKS Łódź, Lech Poznań i Ruch Chorzów. Grzyb wydawał się łatwym celem transferowym, bo został do Polonii wypożyczony z III-ligowej Wiernej Małogoszcz (świętokrzyskie) tylko do końca roku. Szefowie bytomskiego klubu zarzekali się, że nie dopuszczą do tego, by Grzyb opuścił ich zespół, i dlatego - jak mówili - dokonali transferu definitywnego piłkarza.

- Działacze Polonii nie do końca mówią to, co powinni. Polonia miała prawo pierwokupu piłkarza, ale obowiązuje ono wtedy, gdy nikt inny się po niego nie zgłosi. Pieniądze z Bytomia rzeczywiście do nas trafiły 31 grudnia [chodzi o około 40 tys. zł - przyp. red.], ale już po tym, jak poinformowaliśmy Polonię, że lepszą ofertę złożył ŁKS. Klub z Bytomia nie zapłacił nam tyle pieniędzy, ile oferowali inni kontrahenci. Dlatego Grzyb nie jest już zawodnikiem Polonii, ale Wiernej - informuje Sławomir Trybek, prezes klubu z Małogoszczy.

Szef III-ligowca podkreśla, że działacze Polonii sami są sobie winni. - Skoro mieli kurę znoszącą złote jajka, to nie powinni czekać do ostatniego dnia z jej wykupem - mówi.

Prezes Polonii Damian Bartyla dementuje słowa Trybka. - Nie ma żadnego konfliktu, sprawa jest zupełnie oczywista. W naszej umowie z Wierną był zapis, że do końca grudnia mamy wpłacić określoną kwotę za piłkarza, i tak się stało. Podobny zapis był zresztą także w indywidualnym kontrakcie zawodnika. Zapisano tam, że w przypadku zapłacenia za niego, umowa indywidualna ulega przedłużeniu. Grzyb jest naszym zawodnikiem - podkreśla.

Tymczasem Trybek chce dziś wystosować pismo do piłkarza z nakazem stawienia się 7 stycznia na pierwszym treningu Wiernej! Być może Grzyb będzie się musiał rozdwoić, bo już trzy dni wcześniej zajęcia wznawia Polonia. - Kariera Grzyba to dla nas wielka rzecz. Przecież to nasz chłopak i byłoby mi bardzo przykro, gdyby nie mógł grać w piłkę. Budżet mamy jednak niewielki i każdy grosz się dla nas liczy. ŁKS proponuje po prostu kilka razy więcej pieniędzy niż Polonia i podejrzewam, że tego klubu nie stać na taki wydatek - mówi prezes Wiernej.

Główny zainteresowany przyznaje, że nie wie, jaki jest obecnie jego status. - Wróciłem właśnie z zagranicy i będę musiał podzwonić, by dowiedzieć się, co dalej ze mną będzie. Sam nie wiem, na czym stoję. Na pewno nie wykluczam dalszej gry w Polonii - mówi Grzyb.

Prezes Wiernej zapowiada, że chce, by sprawę wyjaśnił PZPN. - Nie mogę przesądzić na 100 procent, że to my wygramy - kończy.

Komentarz

Prezes Wiernej Małogoszcz tak naprawdę jest pionkiem w tej grze. Sprawa Rafała Grzyba jest elementem bardzo ostrej rywalizacji między Polonią a jej bezpośrednim i najważniejszym rywalem do utrzymania w ekstraklasie - Łódzkim Klubem Sportowym. Jaki jest najprostszy sposób na osłabienie konkurenta? Zabranie mu najlepszego piłkarza to przecież korzyść podwójna! To dlatego łodzianie, kiedy dowiedzieli się o sytuacji Grzyba, napuścili na Polonię prezesa Trybka. To dlatego w rewanżu Polonia deklaruje, że interesuje się znanymi piłkarzami ŁKS-u - Ensarem Arifoviciem i Robertem Szczotem.

Ze słów prezesa Bartyli wynika, że bytomski klub dopełnił wobec drużyny z Małogoszczy wszystkich formalności, i nie jest ważne, że stało się to w ostatniej chwili. Wierzymy, że racja jest po stronie Polonii. Ale nawet jeśli Grzyb nadal będzie grać w Bytomiu, to pozostaną zszargane nerwy działaczy i kibiców Polonii. Dlatego jest pewne: po tej awanturze łódzko-bytomska rywalizacja o utrzymanie będzie walką na śmierć i życie!

Paweł Czado