Sport.pl

Rok w narciarstwie alpejskim: Tak rodzą się legendy?

Aksel Lund Svindal najpierw wygrał Puchar Świata w najbardziej dramatycznych zawodach od 21 lat, a potem o mało się nie zabił
Tak niesamowitej końcówki sezonu nie było od czasów, gdy Marc Girardelli rywalizował z Pirminem Zurbriggenem. W marcowym finale PŚ w szwajcarskim Lenzerheide Svindal, 24-letni kolos z Norwegii, zdobył pierwszą w karierze Kryształową Kulę różnicą zaledwie 0,07 s. Tyle bowiem dzieliło go w slalomie od 16. lokaty. Norweg zajął 15. miejsce, ostatnie premiowane punktami. Gdyby był o jedno tylko oczko niżej, Puchar Świata powędrowałby do prowadzącego w klasyfikacji generalnej przez większość sezonu Austriaka Benjamina Raicha. Różnica wyniosła 13 punktów, najmniej w PŚ od 21 lat! Raich pokpił sprawę dzień wcześniej w gigancie, którego w ogóle nie ukończył. A przed zawodami w Lenzerheide wydawało się, że tytuł ma już zapewniony - wyprzedzał Svindala o ponad 100 pkt.

Norweg był gwiazdą roku 2007 także dzięki mistrzostwom świata w Are, gdzie we wspaniałym stylu zdobył dwa złote medale - w gigancie i zjeździe. Szczególnie cenny był ten drugi krążek - to pierwsze w historii złoto dla Norwegii w tej konkurencji. Ani Lasse Kjus, ani Kjetil Andre Aamodt, czyli legendarni rodacy Svindala, którzy zakończyli już kariery, nigdy nie wygrali w zjeździe, choć wspólnie z igrzysk i MŚ przywieźli przez kilkanaście lat 36 medali!

Svindal tchnął w narciarstwo trochę świeżego powietrza. Jego niezwykła siła fizyczna w połączeniu z bajeczną techniką robiła wrażenie na kibicach. Na stoku - ze swoim wzrostem 195 cm i wagą 100 kg - Norweg przypomina bowiem rozpędzony czołg, ale jednocześnie mija tyczki z gracją, jakiej nie powstydziłaby się najlepsza baletnica. Na dodatek to zupełnie normalny facet, nie ma w sobie nic z dzikiego zwierza, jak Hermann Maier, czy szaleńca, jak Bode Miller. W młodości nie dorabiał jako murarz, nie wychowali go rodzice hipisi w domu bez elektryczności. Sportowa rodzina, góry, śnieg i tyle - to cała historia młodości Svindala.

Gdy rozpoczął się nowy sezon, wydawało się, że sielanka będzie trwała - znów wygrywał, objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej PŚ. Fachowcy wróżyli mu długą i wspaniałą karierę. Los chciał inaczej. Pod koniec listopada, na treningu do zjazdu w amerykańskim Beaver Creek, Svindal przewrócił się przy prędkości ok. 115 km na godz. i o mało nie stracił życia. Tragiczny bilans upadku to wybite zęby, złamane kości twarzy i nosa, wstrząśnienie mózgu oraz 15-centymetrowa rana cięta w nodze. Operacja twarzy Svindala w klinice w Vail trwała cztery godziny. Lekarze orzekli, że nie wystartuje już do końca sezonu. Nie jest nawet jasne, czy jego udo wróci do pełnej sprawności.

Minęło 11 dni. Svindal wyszedł ze szpitala i na początku grudnia wrócił do Oslo. Już na lotnisku dopadli go dziennikarze. - Niech nikt nie ma wątpliwości. Wrócę i znów będę wygrywał - powiedział im Svindal. - Trochę to potrwa, ale wiem, że za pół roku, może za rok znów będę na szczycie. Nie wyobrażam sobie innego scenariusza - dodał Norweg.

Narciarstwo to sport dla twardzieli. Tu nie ma miejsca na łzy czy miękkie lądowania. Legendy wielu alpejczyków, m.in. Luca Alphanda czy Hermanna Maiera, powstały nie tylko dzięki zwycięstwom, ale też makabrycznym upadkom i powrotom do życia.

Czyżby wypadek Svindala w Beaver Creek był przeznaczeniem - bez niego nie mógłby zostać prawdziwą legendą? Przekonamy się o tym być może już w 2008 r.

Liczby alpejskie

1 - tylu narciarzy zdobyło złoty medal mistrzostw świata w każdej z pięciu konkurencji. Udało się to jedynie Anji Paerson, która w 2007 r. na MŚ w Are triumfowała w zjeździe, kombinacji i supergigancie, a w poprzednich latach wygrywała w slalomie i gigancie

13 - O tyle punktów Aksel Lund Svindal wyprzedził Benjamina Raicha w Pucharze Świata. To najmniejsza różnica od 21 lat. W 1986 r. Marc Girardelli wygrał z Pirminem Zurbriggenem o 10 pkt

22. - miejsce w klasyfikacji slalomu PŚ zajęła Katarzyna Karasińska. Od czasów sióstr Tlałek startujących w latach 80. nie mieliśmy tak dobrej alpejki

Cytat roku

"W Polsce na nartach jeżdżą 3 mln ludzi, zawodników razem z juniorami jest 300. Ta przepaść jest tragiczna" - Andrzej Karasiński, menedżer kadry alpejek i ojciec Katarzyny Karasińskiej