Sport.pl

Żewłakow: Zakręciło mi się w głowie

- W meczu z Realem zakręciło mi się w głowie. Parę razy nie wiedziałem, dokąd biec. Po meczu bardziej niż fizycznie byłem zmęczony psychicznie - opowiada Sport.pl Michał Żewłakow, obrońca Olympiakosu Pireus po meczu z Realem Madryt
Żewłakow przez 90 minut walczył i niemal bez przerwy biegał za piłką i graczami Realu Madryt. Opłaciło się, jego Olympiakos zremisował w Pireusie z "Królewskimi" 0:0. - W porównaniu z pierwszym meczem wykonaliśmy 400 proc. normy. Nie straciliśmy gola, a dwa tygodnie temu aż cztery - mówi polski obrońca, który z Cezarem wystąpił na środku obrony. Dwa tygodnie temu na Santiago Bernabeu Real wygrał 4:2, Polak był na boisku tylko ostatni kwadrans.

Kultura Realu

- Rewanż był słabszy niż mecz w Madrycie - ocenia Żewłakow. - Przed meczem "posypał" się nam skład. Do tego podczas gry dwóch kolegów doznało kontuzji i musiało zejść. Real też wyciągnął wnioski z tego, że stracił u siebie dwa gole, i w Pireusie nie grał już tak ofensywnie. Choć był lepszy, ale brak umiejętności takich jak oni nadrobiliśmy bieganiem.

W Pireusie inicjatywa należała do Realu, ale świetnie bronił Antonis Nikopolidis. - W zespole z Madrytu każdy zawodnik potrafi grać w piłkę, nie kopią jej na oślep, nie tracą głupio - opowiada Żewłakow, który po meczu wymienił się na koszulki z Mammadou Diarrą. - Bo nie jestem rasistą (śmiech). Zagrali tak, że parę razy zakręciło mi się w głowie, nie wiedziałem, dokąd biec. Po meczu bardziej niż fizycznie byłem zmęczony psychicznie, ani na moment nie można było się zdekoncentrować. Real zaimponował mi wielką kulturą sportową. To nie są zakapiory, które nie zważają na rywala. Pod koniec spotkania wybiłem piłkę spod nóg van Nistelrooya i złapały mnie skurcze. Holender bez słowa mi pomógł.

Awansują jako finaliści?

Dla Olympiakosu kluczowy będzie wyjazd do Rzymu, gdzie na Stadionie Olimpijskim zagra z Lazio. W ostatniej kolejce podejmują u siebie Werder, który w czterech meczach zdobył trzy punkty i teraz gra w Madrycie. - Hasło będzie jedno: nie przegrać w Rzymie - zapowiada Żewłakow, który wrócił do składu swojego zespołu. - I na dodatek na środek obrony, czyli tam, gdzie chcę grać. Mam nadzieję, że trener Lemonis nie będzie mnie rzucał z jednej strony na drugą. A jeśli już, to najpierw trzy razy zagram w środku i raz z boku.

Nim jednak Olympiakos zaprezentuje się w Rzymie, wszystkich kadrowiczów czekają mecze eliminacyjne z Belgią w Chorzowie i Serbią w Belgradzie. - Pojadę na Stadio Olimpico jako finalista Euro - Żewłakow nie ma wątpliwości. - W drodze do Rzymu będzie Chorzów. Słyszałem, ile ludzi chciałoby bilet na mecz z Belgami. Mecz w sobotę, będzie weekend - dobry moment, by poświętować. Wierzę, że będzie powód i dla nas, i dla tysięcy kibiców.