Sport.pl

Koniec koszykówki w Pabianicach

Pabianickie Towarzystwo Koszykówki nie zagra w ekstraklasie - taką decyzję podjął wczoraj zarząd Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet
Aż trudno w to uwierzyć, że pabianickich koszykarek zabraknie w tym sezonie na boiskach ekstraklasy. Polska Liga Koszykówki Kobiet po długich naradach i analizie dokumentów złożonych przez Pabianickie Towarzystwo Koszykówki zadecydowała, że drużyna nie zostanie dopuszczona do rozgrywek. Głównym powodem było nieprzejęcie przez nowe stowarzyszenie zadłużeń Miejskiego Towarzystwa Koszykówki. - Byłoby to sprzeczne z duchem sportowej rywalizacji i dobrem dyscypliny - tłumaczą szefowie PLKK. Dodatkowy argument był taki, że nowy klub nie posiada tradycji koszykarskich, zwłaszcza w rozgrywkach szczebla centralnego. - To jakaś bzdura - denerwują się w Pabianicach.

- Dla nas jest to decyzja ostateczna - ucina dyskusję Grzegorz Ziemblicki, wiceprezes zarządu PLKK.

Upadek zasłużonego klubu rozpoczął się cztery lata temu. Po odejściu trenera Mirosława Trześniewskiego, którego zastąpił Ireneusz Ireneusz Taraszkiewicz, pabianiczanki zdobyły jeszcze brązowy medal. Wtedy jednak władze miasta praktycznie przestały się interesować losami zespołu. Działacze MTK próbowali odbudować świetność klubu, zatrudniając byłego trenera reprezentacji Polski Tomasza Herkta, ale - jak się później okazało - dwa lata jego pracy okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny pabianickiej koszykówki. Bardzo wysokie kontrakty sprowadzanych zawodniczek spowodowały, że wiosną tego roku MTK znalazł się na skraju bankructwa.

Powodem było wycofanie się sponsorów: najpierw PZU, a w poprzednim sezonie Polfy. Jakby tego było mało, pozostali reklamodawcy przestali wywiązywać się z wcześniejszych zobowiązań. W rezultacie latem zespół praktycznie przestał istnieć. Najpierw odszedł trener Herkt, a później - wszystkie podstawowe zawodniczki.

Działacze, na czele z Piotrem Zawirskim, próbowali ratować sytuację. Pusta kasa sprawiła, że do klubu trafiły wyłącznie koszykarki, których nikt inny nie chciał. Wymyślili, żeby założyć nowe stowarzyszenie - Pabianickie Towarzystwo Koszykówki. Rada Nadzorcza PLKK dała mu szansę - do końca poprzedniego tygodnia trzeba było wykupić za 50 tys. zł dziką kartę, przedstawić gwarancje finansowe oraz dogadać się z byłymi zawodniczkami w sprawie spłaty zadłużenia. Większość z nich zgodziła się na to. Wszystko wskazywało, że drużyna jednak wystartuje w ekstraklasie. Ale zarząd PLKK wczoraj niespodziewanie zmienił zdanie.

Działacze PTK starają się jeszcze, by drużyna mogła zagrać w I lidze. Wtedy byłaby szansa powrotu do ekstraklasy za rok. Problemem jest jednak to, że w niższych ligach rozgrywki już się rozpoczęły. Dlatego klub może przestać istnieć. - Próbujemy jeszcze ratować sytuację, ale wszystko będzie zależało od sponsorów i zawodniczek - tłumaczy Zawirski. - Jeżeli będzie zainteresowanie pierwszoligową drużyną, przystąpimy do rozgrywek. W innym przypadku koszykówka w Pabianicach przejdzie do historii.

Zespół z Pabianic, najpierw pod nazwą Włókniarza, a potem Polfa, na przełomie lat 80. i 90. należał do najlepszych w Polsce. W ostatnich 20 latach pabianiczanki zdobyły w sumie 16 medali: cztery razy (w latach 1989-1992) były mistrzyniami Polski, siedmiokrotnie zdobywały srebrny medal, a pięć razy - brązowy.

Rozmowa z Renatą Piestrzyńską

Jerzy Walczyk: Czy decyzja PLKK może oznaczać śmierć pabianickiej koszykówki?

Renata Piestrzyńska: Nie da się ukryć, że to najczarniejszy dzień w historii pabianickiego basketu. Próbujemy jeszcze coś załatwiać, ale nie wiem, czy przyniesie to jakiś skutek. Dla mnie to szok, z którego długo się nie podniosę. Myślę, że komuś bardzo zależało, aby skreślić Pabianice z koszykarskiej mapy Polski. Podczas 20 lat mojej kariery były różne momenty. Rozpadł się czterokrotny mistrz Polski Włókniarz, ale natychmiast powstało MTK. Nikt nie przeszkadzał, żeby nowy klub mógł kontynuować jego dorobek. Nagle okazuje się, że na naszej drodze staje duch sportu, który przekreśla wcześniejsze osiągnięcia klubu.

Pewnie nie tak planowała Pani zakończenie kariery?

- Oczywiście i ciągle nie mogę dojść do siebie po informacji PLKK, że nie zagramy w ekstraklasie. Niepotrzebnie organizator rozgrywek robił nam nadzieje, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Tym bardziej że nowe stowarzyszenie spełniło wszystkie warunki, których oczekiwano. Byliśmy w stanie zapłacić nawet za dziką kartę, żeby tylko zagrać.

No, ale PTK nie chciało przejąć zobowiązań byłego klubu...

- To kłamstwo. Udało nam się dojść do porozumienia z 13 zawodniczkami, z którymi podpisano ugodę. Niestety, dwie osoby przesądziły, że koszykówka w Pabianicach zginie.

Kto?

- Przeciwko była Beata Krupska-Tyszkiewicz i były asystent trenera Tomasza Herkta - Leszek Marzec. Pracowałam z obojgiem, dlatego nie chcę komentować ich zachowania.

Pani kariera jest dość nietypowa. Przez niemal 21 lat była Pani wierna Pabianicom.

- Dokładnie tak. Tylko przez rok występowałam w Meblotapie Chełm, ale pozostałe 20 lat życia sportowego poświęciłam swojemu macierzystemu klubowi. Dlatego zostałam wytypowana do roli mediatora z PLKK. Rozmawiałam z prezesem Wiesławem Zychem, ale żadne argumenty nie były w stanie zmienić jego decyzji. Nawet takie, że pozostajemy bez środków do życia. Prosiłam też w imieniu pabianickiej młodzieży, która nie będzie miała gdzie trenować, ale moje prośby pozostały bez echa. Nie wiem już, co jest ważniejsze: papierki czy idea sportu.

Co będzie dalej z drużyną?

- Myślę, że jeszcze za wcześnie, aby odpowiedzieć na to pytanie. Istnieje teoretycznie szansa, żeby jeszcze w tym sezonie zagrać w pierwszej lidze, ale nie wiem, czy znajdzie się sponsor, który będzie chciał reklamować się na zapleczu ekstraklasy. Na razie emocje biorą górę, a nie racjonalne myślenie.

Istnieje szansa, że koszykówka będzie jednak w Pabianicach?

- Malutka iskierka, która jutro może zgasnąć albo rozpalić się mocniej.