Sport.pl

Dyskobolia Grodzisk przegrała z Crveną Zvezdą

Pierwszy stracony gol przez grodziszczan w tej edycji Pucharu UEFA oznaczał jednocześnie porażkę Dyskobolii z Crveną Zvezdą Belgrad 0:1.
Na mecz do Grodziska przyjechało 300 fanów Crvenej Zvezdy, ale była to grupa głośna i świetnie zorganizowana. Piłkarze z Grodziska mogli się przekonać, co czeka ich za dwa tygodnie w rewanżu na belgradzkiej Marakanie, na którą potrafi przyjść nawet 50 tys. kibiców. Ruszyli więc do ataku i w cztery minuty aż trzy razy zagrozili bramce Ivana Randjelovicia. Dwa razy w roli głównej wystąpił Adrian Sikora, którego Serbowie najbardziej się obawiali. Raz swojego bramkarza omal nie pokonał samobójczym strzałem stoper Djordje Tutorić. Crvena Zvezda była w opałach!

Po starciu z Filipem Ivanovskim bramkarz Randjelović długo nie podnosił się z murawy, przez blisko dwie minuty lekarze stawiali go na nogi po urazie pleców. Ta przerwa wybiła Dyskobolię z rytmu. Przez kilkanaście minut żadna drużyna nie była w stanie narzucić rywalowi swojej gry. Podopieczni Jacka Zielińskiego atakowali, ale ich próby rozbijały się głównie o ogromnego stopera, Senegalczyka Ibrahima Gueye, który wygrywał wszystkie pojedynki główkowe. Jego popisy oglądał z trybun Henryk Kasperczak, trener Senegalu.

Gdy padała bramka, nie popisał się Sebastian Przyrowski. Grodziski bramkarz najpierw nie zapobiegł - choć mógł i powinien - rzutowi rożnemu, po którym Serbowie zdobyli gola. Ich jedyny przed przerwą celny strzał nie był nie do obrony. Mody gwiazdor serbskiej piłki Dušan Basta uderzył dobrze i technicznie, a Przyrowski spóźnił się z interwencją. Był zasłonięty, a na dodatek miał pecha, bo piłka przeleciała mu nad ręką.

Grodziszczanie przed przerwą oddali aż siedem celnych strzałów, ale żaden z nich nie dał wyrównującej bramki, bo też w większości nie były to jakieś zapierające dech w piersiach próby. No, może poza uderzeniem głową Ivanovskiego, po którym blisko dwumetrowy bramkarz Serbów musiał ratować drużynę efektowną robinsonadą. Randjelović obronił też groźny strzał Sikory z dystansu, a tuż przed przerwą zamykający akcję z prawej strony Piotr Piehcniak trafił piłką tylko w boczną siatkę.

Z czasem Serbom jakby przestało zależeć na kolejnych akcjach. Chcieli utrzymać korzystny wynik, do czego zachęcał ich trener. - Pass, pass, pass! - krzyczał po angielsku do swojego międzynarodowego składu (oprócz Senegalczyka grali, Argentyńczyk, Portugalczyk, dwóch Ekwadorczyków). Duża liczba podań i długie rozgrywanie akcji miało Serbom dać więcej korzyści niż próby ataków.

Grodziszczanie mieli jednak okazje do wyrównania - głównie za sprawą Sikory. To chyba jedyny piłkarz, którego mistrzowie Serbii zapamiętają przed rewanżem. Dwa strzały Sikory dobrze obronił jednak potężny, prawie dwumetrowy Ivan Randjelović. Z czasem mecz stał się bardzo chaotyczny - obrońcy Dyskobolii popełniali sporo prostych błędów, Serbowie zaś tracili piłki w środku pola. W 85. min Sikora powinien utonąć w objęciach kolegów - miał tylko 7 m do bramki, ale strzelił prosto w bramkarza Crvenej Zvezdy. To była ostatnia szansa gospodarzy na polepszenie swojej sytuacji przed rewanżem. Mecz w Belgradzie - za dwa tygodnie.



Dyskobolia Grodzisk - Crvena Zvezda Belgrad 0:1 (0:1)

Bramka: Basta (19. min, bez asysty)

Dyskobolia: Przyrowski - Sokołowski, Mynar, Jodłowiec, Telichowski - Piechniak Ż, Kozioł, Majewski (63. Muszalik), Lato (78. Babnić) - Ivanovski (67. Rocki), Sikora.

Crvena Zvezda: Randjelović - Bronowicki, Tutorić, Gueye, Andjelković (90. Bogdanović) - Basta, Lucas Ż, Castillo, Milijaš - Barcos (76. F. Djordjević), Salas (46. Bajalica).

Sędziował Lewan Paniaszwili z Gruzji

Widzów 4,5 tys.