Marika Popowicz: Teraz czas na Pekin

- Skoro byłam już na mistrzostwach świata, to teraz myślę o wyjeździe na olimpiadę - mówi Marika Popowicz, sprinterka Zawiszy.


Marika Popowicz była jedyną reprezentantką Bydgoszczy na zakończonych przed tygodniem w Osace lekkoatletycznych mistrzostwach świata seniorów. Niestety, nasza zawodniczka jako rezerwowa sztafety 4x100 m ani razu nie zaprezentowała się na bieżni w Japonii.



Waldemar Wojtkowiak: Jak wspomina pani Osakę?

Marika Popowicz: Osaka, podobnie zresztą jak cała Japonia, zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Nigdy jeszcze nie byłam w tak egzotycznym kraju. Szkoda tylko, że nie bardzo smakowało mi jedzenie, które zazwyczaj składało się z owoców morza, ale poza tym wszystko było wyjątkowe.

Nie żal pani, że nie miała okazji zaprezentować się na mistrzostwach?

- Na pewno szkoda, że nie pobiegłam, ale jestem jeszcze bardzo młoda i myślę, że przyjdzie czas na start w mistrzostwach świata. Kolejne już za dwa lata w Berlinie, tak więc kto wie. Może wtedy się uda.

Pani koleżanki nie były zadowolone z wyniku osiągniętego w Osace.

- Młode dziewczyny były chyba zadowolone. Zupełnie inaczej niż bardziej doświadczone zawodniczki. Dla nich ósme miejsce w finale sztafety 4x100 to porażka. Z jednej strony to sukces awansować do finału, ale z drugiej, zajęcie tam ostatniego miejsca nie jest miłe. Na pewno kilka dziewczyn liczyło na trochę więcej.

Przed mistrzostwami długo zwlekano z ogłaszaniem składu sztafet. Czy ta nerwowa atmosfera udzielała się także zawodniczkom?

- Na szczęście te nieprzyjemne sprawy zostawiłyśmy za sobą w Polsce. W Japonii już nikt do tego nie wracał i dzięki temu atmosfera była dobra.

A jak wspomina mistrzostwa Marika Popowicz?

- Przede wszystkim to niesamowita sprawa znaleźć się wśród tylu gwiazd lekkiej atletyki. Dla mnie dużym wydarzeniem była możliwość oglądania na żywo finałów 100 i 200 m kobiet i mężczyzn, a także oczywiście sztafet. Wszyscy w Japonii emocjonowali się rywalizacją Tysona Gaya i Asafy Powella. Duże wrażenie zrobił bieg finałowy kobiet, gdzie Veronica Campbell o jeden centymetr zwyciężyła Lauryn Williams.

A kiedy pani pobiegnie w finale setki?

- Oj, to bardzo odległe marzenia, ale jak już mówiłam, jestem dopiero na początku kariery i wierzę, że kiedyś taki moment nastąpi.

Jakie są pani najbliższe plany?

- W tym roku czekają mnie chyba jeszcze dwa starty, a potem chcę pojechać na wakacje, choć jeszcze nie mam pojęcia gdzie.

A w przyszłym roku walka o minimum olimpijskie?

- Skoro byłam już na mistrzostwach świata, to teraz czas na olimpiadę. Wyjazd do Pekinu byłby dużym sukcesem, ale najpierw trzeba uzyskać minimum. Myślę, że to cel na następny sezon. Będę starała się zrobić wszystko, by go osiągnąć.

Rozmawiał Waldemar Wojtkowiak

Najnowsze informacje