Sport.pl

Liga Światowa: historyczna misja siatkarzy

Meczem z nieobliczalną Francją polscy siatkarze rozpoczynają dziś turniej finałowy Ligi Światowej. Mierzą w pierwsze w historii podium, a marzą o finałowym rewanżu z Brazylią
Co wiesz o Lidze Światowej - sprawdź swoją wiedzę w quizie

Inna, a zarazem zupełnie ta sama. Przez pół roku męska reprezentacja przeszła rewolucję - zaimponowała niewiarygodną serią 22 zwycięstw w 23 meczach, zawodnicy wreszcie zaczęli śmiało przyznawać się do aspiracji sięgających światowego szczytu. Równocześnie trener Raul Lozano, który martwił się, czy srebro mundialu ich nie zdemoralizuje, nie musiał wicemistrzowskiej kadry korygować w żadnym szczególe. Wczoraj w katowickim hotelu Qubus wymienił 12 dobrze znanych nazwisk.

To oznacza jedno - notorycznych kiedyś przypadków niesubordynacji w drużynie nie ma, profesjonalizm zatriumfował na stałe, wszyscy pracowali uczciwie i z pokorą, najlepsi pozostali najlepsi, bo wylali na treningach sporo potu. Selekcjoner udowodnił już, że nie uznaje instytucji świętych krów i nawet przed arcyważną imprezą potrafi oczyścić reprezentację z pseudozawodowców. Dlatego mamy powody wierzyć, że z nałogu wygrywania siatkarze się nie wyleczyli.

Niech nie zgubi nas pycha

Lozano irytuje się, wyczuwając euforyczny nastrój w Polsce, który właściwie wykatapultował już jego siatkarzy do ścisłego finału, jak gdyby wcześniej nie trzeba było grać z Francją i USA, a potem, w półfinale, z Brazylią, Rosją lub Bułgarią. Jego argument niełatwo obalić - owszem, kadra zdobyła srebro MŚ, ale to jedyny jak dotąd medalowy sukces, w naszej siatkówce niespotykany od blisko ćwierć wieku. Rywale mają dorobek porównywalny lub okazalszy.

Wystarczy spojrzeć na Francuzów, z którymi gospodarze zmierzą się na inaugurację. W poprzedniej LŚ zajęli drugie miejsce (Polaków nie było nigdy na podium), a cztery lata temu zostali wicemistrzami Europy. Na japońskim mundialu do strefy medalowej się nie przedarli, lecz trafili do mocniejszej "połówki" imprezy, a jako jedyni zdołali pokonać Brazylię. Ten ostatni wynik - sensacyjny - w połączeniu z późniejszymi porażkami dobrze oddaje charakter zespołu, który potrafi wprawić w zachwyt, by w następnym meczu rozczarować. Francuzi muszą bowiem niesamowicie harować na zwycięstwa, czasem wręcz zdaje się, że osiągając niezłe wyniki, przezwyciężają samych siebie. Naturalnym siatkarskim talentem ustępują Polakom, swój styl opierają na świetnej obronie i taktycznej elastyczności. Polubi ich każdy, kto docenia w sporcie ducha drużyny, bo jak mało kto potrafią się na boisku wspierać.

Ze wspomnianych wyżej wyników nie warto wyciągać pochopnych wniosków, bo francuska kadra istotnie się zmieniła. Począwszy od newralgicznej pozycji rozgrywającego, którym został 23-letni Pierre Pujol (obok bułgarskiego rezerwowego najmłodszy w tej roli w katowickim finale), a skończywszy na libero, którym jest najlepiej przyjmujący i broniący w polu siatkarz rozgrywek Jean Francois Exiga. Filozofii gry jednak Francuzi nie zrewidowali, bo mimo niewątpliwej klasy brakuje im bezlitośnie regularnych w ataku skrzydłowych jak Winiarski, Wlazły czy Gruszka.

Lozano obawia się polskiej arogancji ludzi przeświadczonych o własnej wyższości, ale siatkarzom grozić ona nie powinna. Choć Trójkolorowi zagrają w Spodku dzięki "dzikiej karcie", bo w grupie eliminacyjnej zajęli drugie miejsce, to ich wyczyny trudno porównywać z passą biało-czerwonych - za przeciwników mieli bardzo mocnych Włochów i USA. Zresztą o umiejętnościach Stephane'a Antigi (ostatnio nie grał, odpoczywał przed finałem) przekonali się zawodnicy Skry Bełchatów, kiedy wyeliminowywał ich, wraz z kolegami z Portolu Majorka, z Ligi Mistrzów.

Koniec z zarywaniem nocy

Do półfinału wychodzą dwie drużyny z grupy, ale najlepiej pokonać i Francję, i USA, by na Brazylię - zakładając oczywiście jej zwycięstwa nad Rosją i Bułgarią - wpaść możliwie najpóźniej, czyli w finale. Polacy chcą rewanżu za przegrany mecz o złoto finału, chcą się z "Canarinhos" ścigać, ale rywale od kilku lat zdają się zespołem, jakiego ta dyscyplina jeszcze nie widziała - poza zasięgiem reszty świata, olśniewającą każdą akcją.

Dlatego niewykluczone, że przebojem w Spodku będzie inny rewanż za MŚ, o którym nikt nie wspomina - bój z Rosją. Pamiętamy, z jaką megalomanią i lekceważeniem rywale gotowali się do spotkania w Japonii (wzorcowo samobójczej arogancji Lozano mógłby szukać chyba tam...), i pamiętamy, w jak dramatycznych okolicznościach Polacy ich pobili. Dziś Rosjanie przywożą nowego trenera Władimira Alekno i starego nowego rozgrywającego Wadima Chamuckiego - niespełna 38-letniego, co oznacza, że i rosyjski potencjał ma granice. Ich tamta porażka boli pewnie jeszcze bardziej niż Polaków klęska w finale, więc na parkiecie zapomną, że impreza roku, czyli mistrzostwa Europy w Moskwie, czeka ich dopiero we wrześniu.

Polacy hierarchię celów mają podobną, ale w rozszalałym Spodku wszelkie kalkulacje zginą w kibicowskim tumulcie. LŚ, choć pozostaje imprezą towarzyską, oferuje milion dolarów dla zwycięzców, a u nas zyskała szczególną rangę. To od niej rozpoczął się kiedyś boom na siatkówkę, to ona wypracowała powszechnie chwalony, bo wyzbyty z agresji, model kibicowania, to ona jest dzisiaj w Polsce wzorcem idealnie zorganizowanej, pasjonującej miliony imprezy sportowej. Brakuje tylko sukcesu, który odpowiadałby natężeniu kibicowskiego, medialnego i marketingowego harmidru.

I to jest dziś misja dla siatkarzy najważniejsza. By oglądać japońskie triumfy, fani zrywali się czasem w środku nocy, a czasem bladym świtem. Co jest wieloletnią siatkarską tradycją, bo i legendy Huberta Wagnera podbijały świat na drugim końcu świata - w Meksyku i Montrealu. Czas, by kibice zobaczyli wielki triumf z bliska.

Nagrody pieniężne

Dla federacji: I miejsce - 1 000 000 dolarów; II miejsce - 500 000; III miejsce - 300 000; IV miejsce - 200 000; V miejsce - 100 000; VI - 50 000. PZPS 70 procent wygranej sumy odda do podziału siatkarzom.

Indywidualne: najlepiej punktujący - 40 000 dolarów; najlepszy siatkarz - 35 000; atakujący, blokujący, serwujący, rozgrywający i libero - 14 720.

Bukmacherzy BWIN typują zwycięzcę

1. Brazylia - 1,65 za każdą postawioną złotówkę
2. Polska - 3,10
3. Rosja - 9
4. USA - 12
5. Bułgaria - 15
6. Francja - 26