W marcu PZKosz dumnie ogłosił, że reprezentacja Polski zagra w lidze letniej NBA - wakacyjnych rozgrywkach, w których kluby najlepszej ligi świata wystawiają drużyny złożone z zawodników drugoplanowych lub kandydatów do podpisania kontraktu. - Większość zawodników z lig letnich mogłaby spokojnie grać w Eurolidze. Chcę, żeby zawodnicy nauczyli się przede wszystkim agresywności, szybkiej gry i walki na tablicach. Tak się gra w ligach letnich - mówił selekcjoner Andrej Urlep.
Sęk w tym, że Summer Pro League w Long Beach w Kaliforni (8-15 lipca), gdzie zagrają Polacy, nie ma nic wspólnego z NBA. W lipcu w USA odbędą się cztery ligi letnie - w Las Vegas zagra 21 drużyn wystawionych przez kluby NBA i reprezentacja Chin. W Orlando - sześć zespołów NBA. Listy zgłoszeń z Salt Lake City jeszcze nie ma, ale tam też gra NBA.
"Polska" liga letnia w Long Beach w tym sezonie jest natomiast nawet znacznie słabsza niż poprzednio. Brak drużyn tworzonych przez kluby NBA odstraszył zespoły narodowe Chin i Portoryko, które też grają w lipcu gościnnie w USA, ale zdecydowały się na występy w innych miejscach.
Reprezentacja Polski rozegra w Kaliforni maksymalnie siedem meczów. Większość składów spośród 15 zgłoszonych ekip już podano - w sumie jest w nich zaledwie sześciu graczy, którzy mieli jakąkolwiek styczność z NBA. Wśród zespołów, z którymi Polska zagra na pewno - trzech. Jerry Dupree trzy lata temu był na obozie z Los Angeles Lakers. Anfernee Hardaway to były gwiazdor, który od półtora roku nie gra w żadnym klubie. 36-letni Charles Outlaw w tym sezonie epizodycznie występował w Orlando Magic. Reszta zawodników to postaci anonimowe. Choć nie do końca - Kenny Walker grał ostatnio w Polonii Warszawa, a Ime Oduok w Śląsku Wrocław. Znane nazwisko ma też Kareem Abdul-Jabbar jr - syn znanego środkowego NBA. Jego osiągnięcia? Dość powiedzieć, że 31-letni rzucający (198 cm wzrostu) najczęściej w karierze grał dotychczas... właśnie w Summer Pro League.
Na wyjazd PZKosz wyda 250 tys. złotych. Do Kalifornii poleciało 14 zawodników, trzech trenerów, dwóch masażystów, lekarz, kierownik reprezentacji. W sumie 21 osób, każda za 12 tys. złotych. - Wyjechał też syn trenera Urlepa, ale to już na własny koszt - mówi prezes Roman Ludwiczuk. - Gdyby nas nie było stać, to byśmy nie pojechali. Przygotowujemy się najlepiej jak potrafimy w naszym zasięgu finansowym. Na wszystkie reprezentacje męskie i żeńskie wydamy w tym roku 4,5 mln złotych, z czego 2,5 mln to dotacje ministerstwa sportu. Na seniorów wydamy milion złotych - informuje prezes.
Warto było więc lecieć do USA? - Przyjęliśmy plan przygotować trenera Urlepa, a on twierdzi, że ten wyjazd mu pomoże. Mam do niego pełne zaufanie - mówi Ludwiczuk, który przyznaje, że Urlep sam układał plan przygotowań, choć propozycje trenera musiał zaakceptować PZKosz. - Czasem się jednak nie zgadzaliśmy, np. w kwestii wyboru sprzętu - zauważa prezes.
- Najlepsi polscy zawodnicy z Maciejem Lampem i Michałem Ignerskim na czele do USA lecieć chcieli. To dobry objaw - oni wiedzą, że mogą się pokazać oraz zobaczyć amerykańską koszykówkę. To pozytywnie wpływa na każdego, kto ma związek z koszykówką, wszelkie wzorce pochodzą przecież z USA - mówi Ludwiczuk. - Atmosfera w kadrze jest dobra, zawodnicy, o których kilka lat temu mówiło się, że się nie lubią, teraz są przyjaciółmi. Wyjazd dobrze im zrobi, zintegruje zespół jeszcze bardziej. W moim odczuciu 20-30 proc. wartości zespołu to właśnie ta tzw. "chemia" - uważa prezes.
Inne reprezentacje przygotowujące się do ME zaczynają przygotowania dopiero najwcześniej pod koniec lipca, dając zawodnikom więcej czasu na odpoczynek. Włosi wykorzystali czerwiec na tournee rezerw kadry po Chinach, a pierwszą reprezentację trener Carlo Recalcati powołał dopiero w ostatnim tygodniu.
Mistrzostwa Europy Polacy inaugurują 3 września meczem z Francją. W grupie są też Włochy i Słowenia.