Sport.pl

Wawrzyniak: powietrze w Warszawie takie jak w Łodzi

Legia będzie dla mnie idealnym miejscem by się rozwijać. Pewnie dla wielu sympatyków Widzewa stanę się wrogiem, a inni po prostu nie będą mnie lubić. Ale takie jest życie profesjonalnego sportowca - mówi piłkarz
Wawrzyniak jako ostatni z widzewiaków skończył urlop, bo był powołany na mecze reprezentacji z Azerbejdżanem i Armenią. Po powrocie nie dołączył jednak do trenujących w Dębicy piłkarzy łódzkiej drużyny. Od nowego sezonu będzie grał w Legii Warszawa. W Widzewie Wawrzyniaka zastąpić ma Tomasz Lisowski z Górnika Łęczna.

Bartłomiej Derdzikowski: Z Legią wszystko już ustalone?

Jakub Wawrzyniak*: Tak. Z klubem z Warszawy wiążę się na cztery lata. Trochę to wszystko trwało, bo mój menedżer musiał dokładnie przeanalizować kontrakt. Nie było to takie proste, bo Martin Wiesner mieszka za granicą. Ale ja wszystkie warunki omówiłem już wcześniej.

O Pana odejściu mówiło się od roku przy okazji przerw w rozgrywkach, ale wtedy decydował się Pan zostać w Widzewie. Dlaczego odchodzi Pan teraz?

- Spędziłem w Łodzi dwa i pół roku. To wystarczająco dużo czasu dla piłkarza, który cały czas chce się rozwijać. Teraz nadszedł czas na zmiany. Legia jest w tej chwili klubem silniejszym od Widzewa, gra o wyższe cele, więc poziom zawodników jest wyższy. To dla mnie dobre miejsce, by robić dalsze postępy.

Legia jako jedyna złożyła Panu propozycję?

- Miałem też inne oferty, ale wybrałem Legię. Już dawno dałem działaczom z Warszawy słowo, że Legia będzie miała pierwszeństwo. Dopiero gdybyśmy nie doszli do porozumienia, to rozmawiałbym z innymi klubami.

Warszawski klub nie tylko sportowo jest w tej chwili lepszy od Widzewa, ale też płaci piłkarzom więcej.

- To oczywiste. W każdym zawodzie, gdy zmienia się pracodawcę, to także po to, by więcej zarabiać.

Kibice Widzewa nie lubią, gdy piłkarze odchodzą akurat do Legii...

- Wiem o złych stosunkach fanów obu drużyn, ale nic na to nie poradzę. Będę grał w Warszawie, to moja przemyślana decyzja. Na całym świecie dochodzi do transferów między klubami, których kibice się nienawidzą. Zresztą tak jest nie tylko w piłce nożnej. Jeśli pracownik Coca Coli chce podjąć nowe wyzwania i zarabiać więcej, to też odchodzi pracować dla Pepsi. Ja chcę się rozwijać jako piłkarz. Mam 24 lata i zdecydowałem, że Legia będzie dla mnie idealnym miejscem, by ten cel realizować. Pewnie dla wielu sympatyków Widzewa stanę się wrogiem, inni po prostu nie będą mnie lubić. Ale takie jest życie profesjonalnego sportowca. Kibice mają prawo do własnego zdania, ale chyba dla wszystkich podstawą powinno być to, by piłkarz ich drużyny grał jak najlepiej i zostawił serce na boisku. Jeśli tak jest, to przecież nikt nie wypomina zawodnikowi, z jakiego klubu przyszedł. Ja w Widzewie zawsze starałem się dawać z siebie wszystko. Teraz zaczynam nowy etap gdzieś indziej.

Ten widzewski był udany?

- Jestem przekonany, że tak. Przyszedłem grać do Łodzi jako nieznany, drugoligowy piłkarz, w którego uwierzył Wojciech Szymański (współwłaściciel Widzewa - przyp. red). Spędziłem tutaj dwa i pół roku, awansowaliśmy do pierwszej ligi, jako zawodnik łódzkiego klubu zadebiutowałem w reprezentacji. Było naprawdę dobrze, więc wspomnienia z Widzewa zawsze będą miłe.

Klub z każdym rokiem się rozwijał. Widział Pan te zmiany?

- Widzew jest prowadzony mądrze i spokojnie. Działacze bez rozgłosu robią swoje. Na pewno jeszcze jakiś czas nie uda im się nawiązać do dawnych sukcesów, choćby do gry w Lidze Mistrzów, ale jestem przekonany, że za dwa, trzy lata Widzew będzie walczył o najwyższe cele w lidze. A kto wie, może już teraz. Z trenerem Michałem Probierzem może dużo osiągnąć. Na pewno już jednak beze mnie.

Łódzki klub ma nowego właściciela, więc i nowe, lepsze perspektywy. Nie kusiło Pana, by jednak zostać?

- Jak już mówiłem, dwa i pół roku w jednym klubie to dla mnie wystarczająco dużo czasu. Idę dalej, do przodu. Nie ma na co czekać.

W Legii gra inny były widzewiak Bartłomiej Grzelak. Miał wpływ na Pana przejście do warszawskiego klubu?

- Zmiana pracy to zbyt poważna sprawa, by zdanie kolegi miało duże znaczenie. Lubię Bartka, jest moim dobrym kolegą, ale on nie miał z moim transferem nic wspólnego. Na pewno pomoże mi w aklimatyzacji w Warszawie, na początku będzie mi łatwiej.

W aklimatyzacji? Przed laty Dariusz Dziekanowski mówił, że powietrze w Warszawie i Łodzi jest inne. W stolicy lepiej mu się oddycha.

- (śmiech) Nie zauważyłem. Ale jeśli widzewiak idzie do Legii, to zawsze się wraca do tamtych słów, a także do rzekomej klątwy, że piłkarze Widzewa nie radzą sobie w Warszawie. Traktuję to jako dobry żart, nic więcej.

* Jakub Wawrzyniak trafił do Widzewa w marcu 2005 roku ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. W drugiej lidze wystąpił w 47 meczach łódzkiej drużyny i w 21 w ekstraklasie.