PZPN: Z ekstraklasy nikt nie spadnie. Ekstraklasa: To skandal!

PZPN zdegradował w czwartek za korupcję Arkę i Górnika Łęczna i zmienił regulamin w trakcie sezonu - najsłabsze zespoły nie spadną z I ligi. Podobno stoją za tą decyzją Zbigniew Boniek, wiceprezes słabego Widzewa, i Krzysztof Dmoszyński, prezes ostatniej w tabeli Wisły Płock.
Kosmetyczne zmiany w statucie umożliwiające jego zarejestrowanie przez sąd - taki miał być jedyny punkt czwartkowego walnego zgromadzenia PZPN, i przeszedł łatwo. Ale delegaci uchwalili też przepis, który po pierwsze - zmienia zasady rozgrywek w ich trakcie, a po drugie - powoduje, że w dole tabeli prawie nikt już nie ma o co walczyć. Wyrzucone przez Wydział Dyscypliny Arka i Górnik zostaną bowiem na mecie sezonu przesunięte na ostatnie miejsca (niezależnie od decyzji WD), stając się automatycznie jedynymi spadkowiczami z ekstraklasy. Ocalał na szczęście punkt mówiący o tym, że 14. zespół w klasyfikacji czekają baraże z trzecim zespołem drugiej ligi.

- To skandal. Zamiast walczyć jak sportowcy, kluby dotychczas zagrożone spadkiem mogą w spokoju myśleć już o następnym sezonie w I lidze - mówi "Gazecie" Leszek Miklas, wiceprezes zrzeszającej 16 klubów Orange Ekstraklasy. W kuluarach mówiono jednak, że inicjatorami tych zmian są członkowie OE - na spółkę Zbigniew Boniek, wiceprezes 11. w tabeli Widzewa, i Krzysztof Dmoszyński, prezes ostatniej Wisły Płock.

Boniek nie zgadza się, że nowy przepis zabija rywalizację w dole tabeli. - Przecież wszystkie kluby muszą grać o jak najwyższą pozycję i w każdym meczu o zwycięstwo, bo to się wiąże z premiami. Im lepsze wyniki, tym większe pieniądze - przekonywał.

Podobnie jak Boniek myślała większość delegatów, bo wniosek przeszedł niemal jednogłośnie. Poparli go nawet przedstawiciele czołowych klubów drugiej ligi, którzy w ten sposób... zmniejszyli swoje szanse awansu, bo promocja nadal przysługuje tylko dwóm pierwszym drużynom na mecie (plus trzecia w barażu), a przecież gdyby Arka i Górnik Łęczna nie zajęły na koniec sezonu miejsc spadkowych (a z ligi i tak poleciały) - do ekstraklasy mogłoby wejść nawet pięciu drugoligowców.

Niespodziewana decyzja władz PZPN spowodowała poruszenie w Canal+, który transmituje mecze ekstraklasy. Już wcześniej przedstawiciele stacji zapowiadali, że nie zgadzają się ze zmianami w regulaminie rozgrywek. - Bardzo szanuję Zbigniewa Bońka [który zgłaszał propozycję, by ekstraklasę powiększyć do 18 drużyn i też nikt by nie spadał], ale na to naszej zgody absolutnie nie ma. Po pierwsze, nie chcemy rezygnować z walki klubów o utrzymanie się w lidze, a po drugie, nie należy zmieniać reguł w trakcie rywalizacji - mówił niedawno w wywiadzie dla "Gazety" Arnaud de Villeneuve, szef Canal+ w Polsce.

- Fanom piłki nożnej mogę tylko współczuć - powiedział nam Jacek Okieńczyc, szef sportu w Canal+. - Przeprowadzimy wszystkie zaplanowane transmisje, bo wiąże nas umowa. Ale dziwię się, bo po kilku krokach w przód w uzdrawianiu sytuacji w Ekstraklasie robimy krok w tył, odbierając kibicom emocje związane z rywalizacją o utrzymanie się w lidze. To dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Właściwy powód zwołania walnego zgromadzenia, czyli korekta statutu związku, nie wywołał żadnych emocji. Poprawiony statut powinien być bez zastrzeżeń zarejestrowany, co umożliwi zwołanie zjazdu i wybór nowego prezesa PZPN. Jednak według najbardziej optymistycznych prognoz Michał Listkiewicz straci stołek najwcześniej we wrześniu, a najprawdopodobniej w październiku lub listopadzie. I wcale nie jest powiedziane, że jego następca będzie lepszym szefem polskiej piłki...

Najnowsze informacje