Lidia Chojecka wstępnie stabloidyzowana >>- Czy ja prawidłowo odżywiam się, skoro jem wszystko na co mam ochotę - zastanawia się Chojecka. - Nie ukrywam, że jem dużo.
Dużo, to znaczy na przykład cztery obiady? - pytali dziennikarze podczas konferencji w poniedziałek.
- No może nie cztery, ale dwa spokojnie. Najbardziej lubię różne pierogi, najchętniej ruskie, schabowy i kopytka.
- I nic po pani talii nie widać... - padło z sali.
- Bo chyba mam tak dobrą i szybką przemianę materii. W mojej rodzinie wszyscy są szczupli. Poza tym ciężkimi treningami też sporo spalam.
Na pytanie, co to znaczą w jej przypadku ciężkie treningi, Chojecka odpowiada: - Na przykład w grudniu, styczniu i lutym pokonywałam po 450 km każdego miesiąca, o ponad 50 km więcej niż przed laty, i to w dość szybkim tempie.
Jak dodała, ma już wieloletnie doświadczenie, poparte nie tylko "papierem" (15 lutego 2006 roku zdała egzamin na trenera II klasy). Zna na tyle swój organizm, że wie jak się ma przygotowywać do zawodów. - Do tego mam znakomitego trenera, Zbigniewa Króla, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje i jemu sporo zawdzięczam. Mimo że mieszka w Krakowie, kontaktujemy się codziennie. W Birmingham płakał... Chyba ze szczęścia...
- Sukces ma wielu ojców, więc chcę jeszcze podziękować panu Konstantemu Strusowi, właścicielowi firmy budowlanej, który wspiera finansowo moje szkolenie. Mam oczywiście pieniądze z PZLA, ale za dodatkowe mogę lepiej i w korzystniejszych warunkach przygotowywać się do najważniejszych imprez. W grudniu i styczniu trenowałam na przykład w RPA - dodała Chojecka, której partnerem życiowym jest od niedawna urodzony w Gabonie Jean-Marc Leandro.
- Nie myślałam o tym, żeby pojechać do Gabonu, ale jakbym dostała taką propozycję ... Na razie bliższa jest mi Francja. Jean-Marc, jak i jego rodzina mieszkają między Cannes a Niceą - wyjawiła rekordzistka Polski na 1500, 3000 i 5000 m, a w hali na 800, 1000, 1500, milę i 3000 m.