Sport.pl

Otylia kontra Jessicah - kto najszybszym motylkiem świata

Jessicah Schipper planuje o sekundę poprawić swój rekord świata na 200 m motylkiem i odebrać na tym dystansie tytuł najlepszej pływaczki globu Otylii Jędrzejczak. Dwa lata temu na poprzednich MŚ w Montrealu Polka pokonała Australijkę o mgnienie oka. W Melbourne będzie to jeden z najbardziej oczekiwanych pojedynków mistrzostw.
Karolina Kowalska: Miesiąc przed mistrzostwami świata w Melbourne mówi Pani, że nie jest pewna swojej formy i chodzi przygnębiona. Mówi się, że to dobry znak, bo jak Otylia Jędrzejczak się boi, że coś jej nie wyjdzie, potem wychodzi medal albo rekord świata.

Otylia Jędrzejczak: To zła interpretacja. Moja forma naprawdę jest nieprzewidywalna. Dzisiaj czuję się w wodzie beznadziejnie i nie mam żadnych planów ani oczekiwań w stosunku do siebie. W styczniu chorowałam, a mimo to przepłynęłam prawie 300 km i jestem zmęczona. Mam jednak miesiąc na odzyskanie formy, lekkości i czucia wody.

A rywalki? Nie mobilizują Pani ich wyniki?

Rywalki jak rywalki. Na 200 m kraulem mocne są Niemka Annika Lurz [niegdyś Liebs], Francuzki Laure Manaudou i Alexandra Popchanka. Moja koronna konkurencja na 200 m motylkiem też będzie mocna. Zmierzę się z Japonką Yuko Nakanishi i Australijką Jessicah Schipper, która popłynie przy dopingu własnej publiczności. Siedem lat temu na igrzyskach w Sydney doping tysięcy australijskich kibiców mnie zdeprymował, spalił. Teraz jestem starsza, bardziej doświadczona.

Jessicah pobiła Pani rekord świata na 200 m delfinem. Nie boi się Pani, że w Melbourne będzie lepsza?

Nie. Tak jak Laure Manaudou, Schipper nie jest maszyną do wygrywania, tylko człowiekiem, a człowiek nie jest niezawodny. Wygra ta, która w dniu wyścigu będzie w lepszej formie. Zresztą moja dojrzałość przekłada się też na stosunek do rywalek. A ten jest obojętny. Patrzę tylko na siebie. W startach chodzi przede wszystkim o to, by poprawiać własne wyniki.

Trener Paweł Słomiński mówi, że ma Pani najmniejszą od lat zawartość procentową tłuszczu w organizmie, ale po intensywnej pracy w siłowni na zgrupowaniu w USA przybyło Pani mięśni.

Naprawdę tak mało tłuszczu? Bo ja widzę u siebie brzuszek. Na pewno przed Melbourne go zrzucę, bo na zgrupowaniach mamy stałe pory posiłków. A na co dzień nie zawsze pamiętam o tym, by zjeść śniadanie, obywam się tylko obiadem, organizm nie wie, kiedy dostanie następny posiłek i zgodnie z zasadami fizjologii gromadzi zapasy. Już kilka lat temu odzwyczaiłam się od słodyczy - nie pamiętam, kiedy jadłam ulubione żelki Haribo czy ptasie mleczko. Zmieniłam się, dojrzałam.

Podobno stała się Pani bardzo poukładana, wręcz pedantyczna.

Lubię, kiedy wokół mnie jest porządek. Nauczyłam się tego od trenera Słomińskiego. Na wyjazdach nawet brudne rzeczy układam w kosteczkę. Nie mogę też znieść widoku nierówno ułożonych łyżeczek. Dziewczyny z reprezentacji śmieją się, że gdzie nie wejdę, tam sprzątam.

Pani rywalka Laure Manadou ma swoją stronę internetową, poprzez którą kontaktuje się z fanami. Poza biografią i wynikami umieściła tam m.in. zdjęcie kota i nowego chłopaka. Nie myślała Pani o swojej stronie albo prowadzeniu blogu?

Wydaje mi się, że nie ma na mnie aż takiego zapotrzebowania. Nie odczuwam też potrzeby dzielenia się swoimi przemyśleniami. Jestem raczej zamknięta w sobie.

Ale na takiej stronie można by prostować wszystkie niedorzeczne plotki.

Już się nauczyłam, że plotkom lepiej nie zaprzeczać, bo robi się wtedy jeszcze głośniej. Chociaż wszystkie serdecznie mnie śmieszą, np. ta, że jestem dziewczyną Sławka Kuczki. Dziennikarze okrzyknęli nas parą, bo robiliśmy razem zakupy w supermarkecie.

Plotkuje się też, że kupiła Pani mieszkanie na warszawskim Targówku.

Nie na Targówku, tylko na Bródnie, i nie kupiłam, ale dostanę. Ma być oddane w październiku 2007 r., a na dole będzie galeria handlowa Otylia.

Kupiła już Pani meble?

Nie, teraz myślę wyłącznie o Melbourne, a po mistrzostwach świata będę wreszcie chciała obronić pracę magisterską na warszawskiej AWF. Został mi tylko jeden egzamin - z higieny. Potem może zdecyduję się na kolejne studia - podyplomowe, a może nawet doktoranckie.

Nareszcie zainteresowały się Panią wielkie firmy pływackie - Arena i Speedo. Podpisała Pani kontrakt z tą pierwszą. Jak się pływa w ich kostiumach?

Na razie się docieramy. Przysłali mi pierwszy kostium próbny, który okazał się za duży, bo nie przylega idealnie do ciała. Przelewała mi się woda na plecach i muszę oddać go do poprawki. W Arenie będę pływała podczas startów w Polsce, bo zgodnie z umową sponsorem reprezentacji Polski nadal jest włoska firma Diana i to w jej strojach będę startowała na wszystkich zawodach międzynarodowych.

Interesują się Panią nie tylko sponsorzy, ale i zagraniczne kluby. Podobno niektóre propozycje były bardzo kuszące?

Owszem, po mistrzostwach Europy w Budapeszcie mieliśmy z trenerem Słomińskim propozycję przejścia do klubu francuskiego. Warunki finansowe miały być świetne, ale odrzuciliśmy tę ofertę. Nie wyobrażam sobie pływania w innych barwach niż polskie. Poza tym pieniądze szczęścia nie dają, choć trudno bez nich żyć. Podobnie jak bez mężczyzn.

Lubi się Pani dzielić pieniędzmi. Regularnie wspiera Pani dzieci z Kliniki Onkologii i Hematologii w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Przekazała Pani na ich rzecz olimpijski medal z Aten.

Teraz mam nowy pomysł na pomoc tamtejszym pacjentom. Stworzę specjalną książkę z autografami sławnych ludzi, a kiedy będzie gotowa, przekażę ją na licytację. Niedługo książka trafi do PKOl, gdzie wpiszą się do niej znani sportowcy. Myślę, że nikt nie odmówi złożenia autografu w tak szczytnym celu.

Znana jest Pani też z religijności. Przed igrzyskami w Atenach odbyła Pani nawet pielgrzymkę do sanktuarium w Licheniu. Czy teraz, przed startem w Melbourne, też się tam Pani wybiera?

Przed mistrzostwami świata nie mam nawet kiedy pojechać do domu, nie mówiąc już o wyprawach do Lichenia. Żeby się ze mną zobaczyć, rodzice przyjadą do Warszawy. Chciałabym, ale tym razem do Lichenia nie pojadę.

Przed każdym startem nie zapomina się Pani przeżegnać. To taka przedstartowa modlitwa o zwycięstwo?

Jestem osobą wierzącą, ale akurat bezpośrednio przed skokiem do wody się nie modlę. Czynię znak krzyża dla bezpieczeństwa. W końcu woda to żywioł. Wszystko się może wydarzyć...





Karolina Kowalska, Radosław Leniarski: Pani trener Ken Wood oświadczył ostatnio, że w Melbourne pobije Pani rekord świata na 200 m delfinem. Podał nawet dokładny czas, jaki ma Pani uzyskać na kolejnych długościach basenu. Wierzy Pani w równanie 28,5-32-32-32, w to, że popłynie Pani dokładnie 2.04,50?

Jessicah Schipper: Ufam trenerowi. Jeżeli jest o czymś przekonany, na pewno ma rację. Trener Wood ma własne, unikalne i nowatorskie metody trenerskie. Nie powiem jakie, bo to nasza tajemnica. Twierdzi, że mam szansę na rekord na obu dystansach, na jakich wystartuję, również na 100 m delfinem. Z drugiej strony niczego nie można przesądzać. Sport to przecież niewiadoma.

Na niedawnych mistrzostwach Nowej Południowej Walii popłynęła Pani na 200 m motylkiem 2.07,50. Polscy trenerzy uważają, że musi Pani być już w formie startowej, a nie pod koniec ciężkich przygotowań, jak nasi pływacy.

A jednak to nie jest szczyt formy. Przed mistrzostwami stanu miałam jeden z najcięższych tygodni w całych przygotowaniach do Melbourne, nie miałam ani chwili luzu i wynik zaskoczył mnie samą. Może to jednak najlepszy dowód, że teorie trenera Wooda są słuszne.

Zmęczona ciężkimi treningami Otylia na niedawnych zawodach w Ostrowcu Św. była od Pani o trzy sekundy wolniejsza.

2.11 to też niezły wynik. Naprawdę.

Jest Pani dyplomatką. Tak jak dwa lata temu na mistrzostwach świata w Montrealu. Część komentatorów sugerowała odebranie Otylii złotego medalu na 200 m delfinem, bo dotknęła ściany jedną ręką. Pani twierdziła, że złoto należy się Otylii, a Pani wystarczy srebro.

Naprawdę tak uważam. I jeżeli mój australijski wyścig z Otylią ktoś chce traktować jak rewanż za tamto, to się myli.

Jest Pani blisko 20 cm niższa od Otylii i węższa w ramionach, a mimo to pływa równie szybko.

Większość pływaczek przewyższa mnie o głowę. Już jako dziecko byłam najdrobniejsza w drużynie i dlatego przezwali mnie "Sparrow", czyli jaskółka. Dzisiaj nazywa mnie tak już tylko trener. Chyba że się zdenerwuje. Wtedy jestem dla niego "Jessicah".

W Australii pływanie jest sportem narodowym. Kiedy pobiła Pani rekord świata, nie mogła się pewnie opędzić od fanów?

Tak źle nie było. Nikt się na mnie nie rzucał, ale robi mi się miło, kiedy ludzie zaczepiają mnie w supermarkecie. Każdy się wita i mówi coś miłego. W Australii rzeczywiście lubimy pływanie i kibicujemy tej dyscyplinie. Do mistrzostw świata został miesiąc, ale już dzisiaj czuje się ich atmosferę. Przygotowania idą pełną parą, i to nie tylko wśród zawodników, ale i kibiców. Cieszę się, że będę pływać w domu, dla swoich fanów. To zawsze dodaje adrenaliny.

A przeciwniczka na torze obok?

Zawsze ścigam się z samą sobą i przed startem myślę, że mam wygrać w ogóle, a nie kogoś pokonać. Takie podejście pozwala się skoncentrować. Jeśli ktoś patrzy na rywali, napędza się nienawiścią, chęcią pokonania kogoś, to gubi koncentrację i naraża się na popełnienie błędu.

Nie powie nam Pani chyba, że w ogóle nie interesują jej wyniki rywalek?

Szczerze mówiąc, nie śledzę rankingów, a z wynikami konkurentek na bieżąco jest mój trener. Czasami napomknie, że Otylia albo Japonka Yuko Nakanishi poprawiły wynik, ale nie jest to dla nas najważniejsze. Nie czuję niechęci do żadnej z moich przeciwniczek.

Ale w szatni przed startem ze sobą nie rozmawiacie?

Jestem typem gaduły i nawet przed wyścigiem zagaduję dziewczyny o błahostki. Ale do Otylii nie podchodzę, bo wiem, że przed startem musi być maksymalnie skoncentrowana. Wchodzi ze słuchawkami na uszach, unika kontaktu wzrokowego. Nie wynika to u niej z poczucia wyższości czy chęci onieśmielenia kogokolwiek. Po prostu potrzebuje wyciszenia. Wszyscy o tym wiedzą i to rozumieją. Po wyścigu Polka jest bardzo otwarta.

Znacie się dobrze?

Rozmawiałyśmy tylko raz, w Montrealu. Nie pamiętam o czym, ale wiem, że było miło. Lubię myśleć o Otylii jako o dobrej znajomej. Przeciwniczkami jesteśmy tylko zawodowo.

Wypadek Jędrzejczaków, w którym zginął brat Otylii, bardzo Panią poruszył, wysłała Pani nawet list kondolencyjny. Kilka dni temu rozpoczął się proces i cztery tygodnie przed mistrzostwami Otylia na sali sądowej jeszcze raz przeżywa śmierć brata.

Nie wiedziałam. Mam nadzieję, że to jej nie załamie. Ja też chcę, żeby w Melbourne była w jak najlepszej formie. Wygrana z przeciwniczką, która nie płynie na maksimum swoich możliwości, to żadna satysfakcja.

Macie wiele wspólnego. Podobnie jak Otylia angażuje się Pani w pomoc dzieciom chorym na białaczkę.

Lubię udzielać się społecznie. Pomagam nie tylko chorym, ale i młodym pływakom zaczynającym karierę. Jeżdżę na spotkania do australijskich szkół i przekonuję dzieciaki, że warto trenować. Na początku wystąpienia publiczne mnie peszyły, byłam spięta, ledwo dukałam. Teraz już się przyzwyczaiłam i przemawianie idzie mi całkiem nieźle.

Ma Pani pływackiego idola?

W dzieciństwie marzyłam, żeby być taka jak Susie O'Neil [australijska delfinistka, olimpijka, równie drobna jak Schipper i też blondynka]. Chciałam pływać i wyglądać jak ona. Była dla mnie wzorem pływaczki i człowieka.

Na mistrzostwa świata dostanie Pani od Speedo ultralekki kostium zaprojektowany we współpracy z Pani trenerem. Rzeczywiście jest lepszy?

Ten model dostanie cała nasza reprezentacja. Na pewno jest świetny, ale dla mnie liczy się przede wszystkim to, że jest w moim ulubionym kolorze fioletowym. Wierzę, że przyniesie mi szczęście.

Ostatnio pływackim światem zatrzęsły rewelacje o dopingu Pani koleżanek z reprezentacji - Libby Lenton i Leisel Jones. Wierzy Pani w te zarzuty?

Ależ to kaczka dziennikarska! Ktoś chciał im zaszkodzić i rozpuścił głupią plotkę. Wiem, jak ciężko trenują dziewczyny, i wierzę, że są świetne bez dopingu. Jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym. Po tych oskarżeniach długo nie mogły się pozbierać.

Melbourne to ostatnie ważne zawody przez igrzyskami w Pekinie. Co chce Pani osiągnąć w Chinach?

Przede wszystkim najpierw dostać się do reprezentacji. A poważnie, liczę na co najmniej jeden indywidualny medal, a jak się uda, to nawet dwa. Zresztą mam apetyt na krążek w każdej z moich konkurencji.

W Polsce mamy dylemat, jak wymawiać Pani nazwisko. Z angielska przez "sk" czy przez "sz"?

Wymawia się z niemiecka, przez "sz". Moi dziadkowie Schipperowie przyjechali do Australii z Niemiec w czasie II wojny światowej. Między sobą rozmawiali po niemiecku, ale ani ja, ani moi rodzice nie mówimy w tym języku. Trochę szkoda.

Jak pobić rekord świata

Trener Ken Wood powiedział, że Jessicah Schipper pobije rekord świata na 200 m motylkiem mniej więcej tak - płynąc na kolejnych długościach basenu w czasie 28,5 s, 32 s, 32 s, 32 s. W sumie - 2.04,50.

Oto jak dotąd biły rekordy świata Jędrzejczak i Schipper.

1. rekord świata Otylii

4 sierpnia 2002

Berlin: 2.05,78

Czas na kolejnych długościach basenu: 28,79 / 32,00 / 32,35 / 32,64

2. rekord świata Otylii

28 lipca 2005

Montreal: 2.05,61

Czas na kolejnych długościach basenu: 28,90 / 32,29 / 31,88 / 32,54

Rekord świata Jessicah

17 sierpnia 2006

Victoria: 2.05,40

Czas na kolejnych długościach basenu: 28,35 / 31,76 / 32,35 / 31,94

Kto wygra rywalizację na 200 m motylkiem na MŚ w Melbourne