Sport.pl

W Lechu Poznań nie ma paniki

Poznaniacy przegrali ostatni mecz na zgrupowaniu w Hiszpanii aż 0:3 i to z zespołem z tamtejszej drugiej ligi, który na dodatek nie grał w najsilniejszym składzie. - Przed startem ligi zdążymy wyeliminować błędy - zapewnia drugi trener Lecha Marek Bajor.
- Przed startem ligi zdążymy wyeliminować błędy - zapewnia drugi trener Lecha Marek Bajor.

"Kolejorz" wraca dziś do kraju po obozie, w trakcie którego w czterech meczach nie odniósł ani jednego zwycięstwa i strzelił tylko jedną bramkę. Mimo że rywale nie byli mocni, Lech zanotował trzy remisy. Wczoraj, na pożegnanie z Chiclaną, przegrał z piątą drużyną hiszpańskiej drugiej ligi - Cadiz CF. Spośród strzelców goli dla Kadyksu tylko Enrique znalazł się w kadrze na ostatni mecz z Almerią, wszedł zresztą na boisko w 90. min. Trener Hiszpanów przyznał, że wykorzystał sparing z Lechem do sprawdzenia piłkarzy, którzy w lidze rzadko dostają szansę gry.

Do wczoraj wydawało się, że dla Franciszka Smudy jedynym problemem na ostatnie dni przed startem ligi jest beznadziejna skuteczność. Kadyks obalił też mit, że z obroną Lecha jest już lepiej niż jesienią. - Straty dwóch bramek można było uniknąć, jeden gol padł po bardzo ładnej akcji i trudno byłoby mu zapobiec. W dwóch przypadkach to były błędy całych formacji, a w jednym błąd indywidualny. Trochę zabrakło komunikacji. Generalnie zagraliśmy słabsze spotkanie. W pierwszej połowie nasza gra jeszcze jakoś wyglądała, ale ekipa, która pojawiła się na placu w drugiej części, już nie podołała zadaniu. Wynik jest zasłużony, choć ciut za wysoki - uważa asystent Smudy Marek Bajor i dodaje: - Przeciwnicy byli od nas szybsi, bardziej wybiegani, w końcu są w pełni sezonu. Na dodatek nasi piłkarze byli już chyba myślami w domach.

Czy porażka 0:3, poniesiona na jedenaście dni przed rozpoczęciem rundy wiosennej ekstraklasy, wpłynie w jakiś sposób na ostatni etap przygotowań? - Do tej pory pracowaliśmy spokojnie, wydawało nam się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie sądzę, żeby ten mecz zmącił nasze plany - mówi Bajor. - Wiemy, nad czym musimy jeszcze pracować, bo do poprawienia jest szybkość i skuteczność. Rewolucji więc nie będzie, bo przez cały pobyt w Hiszpanii obserwowaliśmy piłkarzy, wyrabialiśmy sobie opinie na temat każdego z nich i skład wydaje się wykrystalizowany. Podstawowa jedenastka powinna zagrać już w sobotnim meczu Pucharu Ekstraklasy.

Czy półtora tygodnia to wystarczająco dużo czasu, by zawodnicy osiągnęli optymalną szybkość i znów zaczęli strzelać bramki? - Będziemy się starali. Liczę, że przed startem ligi zdążymy wyeliminować błędy. Sami zawodnicy też zdają sobie sprawę, że jest jeszcze trochę pracy przed nimi, ale nie panikujemy. Wierzę, że będzie dobrze - kończy drugi szkoleniowiec Lecha.

Lech Poznań - Cadiz CF 0:3 (0:1)

Bramki: de Paula (40.), Enrique (78.), Pinedo (89.)

Lech w I połowie: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Tanevski, Wojtkowiak - Zając, Injać, Murawski, Pitry - Reiss, Zakrzewski.

Lech w II połowie: Kotorowski - Wojtkowiak, Drzymont, Kucharski, Dobrew - Piesio, Bąk, Dembiński, Pitry - Micanski, Sobczak.

Tomasz Frankowski, były podopieczny Franciszka Smudy, gracz CD Tenerife w II lidze Hiszpanii: Po takiej porażce nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, choć kibiców wynik 0:3 na pewno boli i zastanawia. Można byłoby się martwić, gdyby taka porażka przyszła w lidze. A tak wcale nie musi być. Przeżyłem u trenera Smudy dwa okresy przygotowawcze. Raz wyniki sparingów były dobre i dobrze nam potem szło w lidze, bo przez całą rundę nie przegraliśmy meczu. W drugim przypadku po złych wynikach meczów kontrolnych przyszły słabe w lidze. Prezes Wisły nie wytrzymał ciśnienia, zwolnił Smudę, bo miał już na jego miejsce Kasperczaka.

Treningi u Smudy są ciężkie i zawodnicy mają jeszcze prawo odczuwać ich trudy. To potem widać na boisku w sparingach. O ile pod względem umiejętności technicznych i piłkarskich poznaniacy nie powinni odstawać od graczy Kadyksu, to mają prawo być od nich wolniejsi. Hiszpanie są w pełni sezonu, od trzech miesięcy bodaj nie przegrali meczu. Jak znam ich zwyczaje, to z Lechem pierwszy skład grał maksymalnie przez 45 min, a trener dał też pograć zawodnikom z szerszej kadry. Ci nie odstają za bardzo od piłkarzy z podstawowej jedenastki. Poziom drugiej ligi hiszpańskiej oceniam jako podobny do naszej ekstraklasy, ale mogę się mylić [uśmiech].