Vettori: Można mnie nazwać wicemistrzem

- Rzeczywistość przerosła oczekiwania. W żadnym innym kraju czegoś takiego bym nie doświadczył - opowiada o powitaniu polskich siatkarzy na Okęciu Nicola Vettori. Mieszkający w Poznaniu Włoch był statystykiem kadry siatkarzy Raula Lozano. - To był dla mnie wielki honor - mówi Włoch
Kilka lat temu Włoch Nicola Vettori przyjechał do Poznania w ślad za swoją dziewczyną. Pochodził z Parmy, we Włoszech był trenerem siatkówki. Do naszej redakcji zwrócił się o pomoc w znalezieniu jakiegoś zajęcia związanego z siatkówką. Wkrótce rozpoczął pracę z grupami juniorek Energetyka Poznań w małej salce przy ul. Bukowskiej. Minęło kilka lat i dziś Nicola jako ceniony analityk reprezentacji Raula Lozano przyczynił się do jej sukcesów w Japonii. Jest naszym jedynym poznańskim wicemistrzem świata.

Radosław Nawrot: Kilka lat temu pewnie byś nie przypuszczał, że do tego dojdzie.

Nicola Vettori: Rzeczywiście, to wspaniałe. Powitanie na lotnisku Okęcie było spektakularne. Oczekiwaliśmy, że kibice do nas wyjdą, bo czytaliśmy w Japonii internetowe wydania gazet. Ale rzeczywistość przerosła oczekiwania. W żadnym innym kraju czegoś takiego bym nie doświadczył.

Nawet we Włoszech?

We Włoszech tak wita się piłkarzy, ale siatkarzy - na pewno nie.

Tyle że Wy pewnie byliście potwornie zmęczeni podróżą.

Tak, a jeszcze bardziej zmianą czasu. To druga strona medalu, ale entuzjazm tych ludzi na lotnisku pozwolił nam o tym zmęczeniu zapomnieć. Nie można narzekać, bo przecież dla takiego powitania właśnie pracowaliśmy.

Poczułeś się tam, na Okęciu, Polakiem?

Ja nie potrafię dobrze wyjaśnić tego uczucia. Jestem bowiem Włochem i nim pozostanę, więc nie mogłem do końca tego tak przeżywać jak Polacy. Czułem jednak, że jestem częścią tego wydarzenia i przepełniała mnie duma. Poczułem, że to był dla mnie wielki honor. Zwłaszcza że przyjął nas premier i prezydent.

Jaki był Twój wkład w ten sukces? Na czym polegała Twoja praca?

Mówią o mnie statystyk, ale bardziej pasuje angielskie określenie "scout". Po polsku chyba najlepiej powiedzieć "analityk". Zadaniem moim i drugiego analityka, Macieja Kosmola, było rozpoznać grę przeciwnika. Musiałem wiedzieć, jak rywale grają w jakiej sytuacji. To pozwalało nam lepiej bronić i blokować, ale też atakować. Pracy było sporo, bo siedzieliśmy nad tym najczęściej do nocy. Trzeba było przebrnąć przez masę materiału, nawet wtedy gdy niektórych rywali mieliśmy już rozpoznanych wcześniej, jak np. Serbię.

Cieszysz się, że nie musiałeś rozpracowywać drużyny Włoch?

W sumie trochę żałuję, że to nie Włochy doszły do finału. Gdyby tam byli, traktowałbym ich jak każdego rywala do rozpracowania. Nie znam włoskiej drużyny lepiej niż innych - po prostu wszystkie zespoły z czołówki znają się chyba jednakowo dobrze.

Język włoski stał się oficjalnym językiem kadry?

Częściowo tak, wszyscy nim władają. Jeśli ktoś nie rozumie, tłumaczy trener Alojzy Świderek.

Czy teraz wrócisz znów do Energetyka na Bukowską?

Będę pomagał klubowi, ale już nie jako trener. Dostałem bowiem propozycję z Bełchatowa i będę tam pracował jako analityk męskiej sekcji. W Poznaniu nie otrzymałem bowiem równie ciekawej oferty.

Czyli - wyjeżdżasz z Poznania?

Na razie do czerwca. Chciałbym osiąść w Poznaniu, bo stąd jest moja dziewczyna.

Dostałeś medal mistrzostw świata?

Nie, nawet trener nie dostał. Medali było tylko dwanaście. Ale robią chyba jakieś kopie, więc może dostanę.

Ale można Cię nazywać wicemistrzem świata?

(śmiech) Chyba tak. Byłoby mi miło, gdyby ktoś mnie tak nazywał, bo trochę się napracowałem.

Najnowsze informacje