Kazachstan - Polska 0:1. Dobry wynik do złej gry

Tak wyglądał mecz Polaków w Kazachstanie. Gol Smolarka dał drużynie Leo Beenhakkera pierwsze zwycięstwo na drodze do Euro 2008. W środę w Chorzowie Polska gra z faworytem grupy Portugalią.
Relacja na żywo "Z czuba"

Jak na huśtawce czuje się pewnie kibic reprezentacji. Po katastrofalnym meczu z Finami (1:3) Polska zagrała dobrze z Serbią, tyle że pojedynek w Warszawie zakończył się złym wynikiem 1:1. Optymista mógł jednak wierzyć, że oto zespół narodowy odnalazł swój styl, który pozwoli mu osiągać z czasem lepsze rezultaty. Nic z tego. W sobotę wszystko się odwróciło. Drużyna Beenhakkera świętowała pierwsze zwycięstwo, ale po grze siermiężnej, nerwowej, rojącej się od błędów. Irytujących błędów. Niecelnych zagrań było być może więcej niż w pozostałych 20 sobotnich meczach eliminacji Euro 2008 razem wziętych.

Prawy obrońca Paweł Golański miał grać odważnie, ofensywnie, dużo dośrodkowywać. Wszystko byłoby dobrze, gdyby wiedział, do kogo, i przy kopaniu piłki choć z rzadka podnosił głowę. Wiele jego zagrań było tak niecelnych, że trudno było zgadnąć, kogo w ogóle miał na myśli.

Z lewej strony grał Grzegorz Bronowicki i choć można wziąć poprawkę na debiutancką tremę, to nie sposób zrozumieć, dlaczego mając naprzeciwko siebie rywali słabszych niż w polskiej lidze, gracz Legii nie potrafił opanować nerwów. Zostawmy jednak bocznych obrońców, oni dopiero wchodzą do drużyny i nie byli jedynymi, którzy razili niechlujstwem. Ten grzech był udziałem niemal wszystkich Polaków, toteż niełatwo było o akcję składającą się choć z trzech dobrych podań. Niewiarygodne, ale tego ogólnego chaosu w polskiej drużynie nie potrafił opanować nawet tak rutynowany piłkarz jak Maciej Żurawski. Zamiast zespół grać pod dyktando kapitana, kapitan grał tak samo nerwowo jak partnerzy.

Drugi napastnik Grzegorz Rasiak w II lidze angielskiej strzela gola za golem. W sobotę miał jedną świetną akcję, w której ograł obrońców w polu karnym, ale przegrał pojedynek z bramkarzem. Potem zmarnował wszystkie sytuacje pod bramką, włącznie z dwiema główkami, z których przecież słynie. A dostawał piłkę kilka metrów od bramki, kiedy nie był atakowany, i nie trafiał do siatki.

Jak na tak bezładną grę Polacy stworzyli bardzo dużo sytuacji, ale tylko raz Smolarek zachował zimną krew. W 52. min Kazimierczak odebrał piłkę w środku boiska, a napastnik Borussii kiwnął i strzelił. Było 1:0. Kaźmierczak mógł mieć jeszcze jedną asystę, ale w sytuacji, kiedy trzech Polaków było przed bramkarzem, strzelał, zamiast podać do Żurawskiego lub Rasiaka. Ci dwaj stali już przed pustą bramką i nie byli na spalonym.

Na pewno wyróżniał się Smolarek. Ma 25 lat, ale już dorósł do świadomości, że wyniki meczów kadry zależą od niego. Dlatego często zbiegał ze skrzydła do środka i próbował zdobywać bramki. Niestety, połowa graczy Beenhakkera tej świadomości nie ma, gra, ale czeka, aż mecz rozstrzygną za nich inni. Tak jak na drugim skrzydle Jakub Błaszczykowski, który biegał, walczył, ale był nieprzewidywalny - mniej dla rywali niż swoich kolegów.

Sporo błędów popełnili stoperzy. Szczególnie Jacek Bąk, którego każdy mecz w reprezentacji jest słabszy. Najbardziej kuriozalnie zachowywał się jednak defensywny pomocnik Sobolewski - wracał z piłką pod polskie pole karne, po czym ją tracił i faulował. Tak jak w 88. min, kiedy rywale źle wykonali wolnego.

I pomyśleć, że te całe nerwy i niepewność zdarzyły się na tle rywala zajmującego w rankingu FIFA 120. miejsce. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak gracze Beenhakkera będą spięci w środę, gdy do Chorzowa przyjedzie Portugalia - czwarty zespół ostatnich mistrzostw świata.

Kazachowie nie grali zbyt agresywnie - w pierwszej połowie popełnili zaledwie cztery faule. Ale do przerwy mogli prowadzić, bo sędzia nie dał im karnego po faulu Radomskiego, a w 45. min Dmitrij Biakow trafił piłką w poprzeczkę. Beenhakker dokonał pierwszej zmiany już po półgodzinie. Za Mariusza Lewandowskiego wszedł Przemysław Kazimierczak, bo zdaniem trenera gracz Szachtara był zbyt pasywny przy rozpoczynaniu ataków. Ten skomentował zmianę przekleństwem i wściekły poszedł do szatni. Po meczu przeprosił kibiców i trenera.

Nie ma dwóch zdań, że największy pozytyw soboty to trzy punkty, które nie tyle odbudowują szanse awansu Polski, ile ich nie przekreślają. Z Kazachami i Ormianami straty ponosili już Belgowie i Finowie, więc zwycięstwo drużyny Beenhakkera, nawet jeśli nieefektowne, jest ważne.

Skomentuj:
Kazachstan - Polska 0:1. Dobry wynik do złej gry
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje