Sport.pl

Trzy Złote Korony

Dramatyczny finał olimpijskiego meczu dla Szwedów. Mats Sundin i spółka wygrali z Finlandią 3:2
Niepokonani we wcześniejszych siedmiu meczach Finowie wyszli na taflę pewnie siebie. Efektem takiej postawy był gol Kimmo Timonena, który zaskoczył Henrika Lundqvista strzałem między parkanami. Ale Finlandia to drużyna tyleż świetna, co potrafiąca wprawić w osłupienie swoich fanów. Tym razem nie było tak dramatycznie jak na mistrzostwach świata w 2003 roku, kiedy "Suomi" prowadzili ze Szwedami 5:1, a cały mecz przegrali 5:6. Efekt był jednak ten sam.

Szwedzi wzięli się do roboty i objęli prowadzenie 2:1. Wyrównująca bramka Ville Peltonena to było wszystko, na co stać było wczoraj Finów. Drużyna Trzech Koron mądrze się broniła, a pierwsze skrzypce grał Nicklas Lidstrom. Defensor Detroit Red Wings mądrze rozbijał ataki rywali, a na początku trzeciej tercji strzelił zwycięską bramkę. W końcówce fantastycznie spisywał się też Lundqvist. Bramkarz New York Rangers bronił jak natchniony strzały tria gwiazd NHL: Teemu Selaenne, Olli Jokinenena i Saku Koivu. Finom nie pomogło wycofanie bramkarza na półtorej minuty przed końcową syreną.

Pierwszy złoty medal odebrał kapitan zespołu Sundin, klubowy kolega i serdeczny przyjaciel naszego jedynaka w NHL - Mariusza Czerkawskiego z Toronto Maple Leafs.

W meczu o brązowy medal Czesi gładko wygrali z Rosją 3:0.