Sport.pl

Pogrzeb Gołasia. Wspomnienie Ignaczaka

W czwartek w Ostrołęce odbył się pogrzeb reprezentanta Polski w siatkówce, olimpijczyka z Aten Arkadiusza Gołasia, który 16 września zginął w Austrii w wypadku samochodowym. Poprzedziła go msza w kościele pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu, na którą przybyło tysiące mieszkańców Ostrołęki oraz osób z całej Polski.
- Arkadiusz Gołaś awansował z kadry Polski do kadry niebiańskiej - mówił w czasie mszy proboszcz miejscowej parafii Witold Kamiński. - Przyszliśmy do Ciebie, bo Ty musiałeś pochylić się nad wszystkimi. Teraz my pochylamy się nad Tobą i przyrzekamy, że będziemy o Tobie pamiętali.

Trenerzy, działacze i koledzy z reprezentacji podkreślali ogromną pracowitość i dobry charakter byłego reprezentanta Polski.

- Spotkaliśmy się przed 11 laty - powiedział pierwszy trener Arkadiusza Gołasia Renisław Dmochowski nad trumną w kościele. - Cechowała go ogromna pracowitość, miłość do siatkówki i silny charakter. Nigdy nie zapomniał skąd wyszedł. Znajdował czas żeby spotkać się z nami, uczniami miejscowych szkół. Pokazał nam tutaj wszystkim, że dzięki ogromniej pracowitości możliwy jest sukces, który nie przesłonił mu miłości do jego małej ojczyzny. Los za wcześnie przerwał wartościowe życie.

Przyjechała m.in. dwustuosobowa delegacja z Częstochowy - władz miasta, działaczy, trenerów, zawodników i kibiców. W częstochowskim klubie Arkadiusz Gołaś grał przez cztery lata.

- Przyszedł do nas przed kilku laty wesoły i sympatyczny chłopak - powiedział były reprezentant Polski i kolega Arkadiusza Gołasia z AZS-u Częstochowa Andrzej Szewiński. - Od razu zobaczyłem w nim wielki siatkarski diament, który wymagał tylko oszlifowania. Szybko się uczył i pokonywał kolejne szczeble sportowej kariery. Byliśmy dumni gdy trafił do dobrego klubu w najlepszej lidze świata, włoskiej Serie A. Mamy teraz rozdarte serca. Cała Częstochowa płacze.

Obecni byli m.in. obecni i byli trenerzy Raul Lozano, Edward Skorek, Ryszard Bosek, Ireneusz Mazur, Grzegorz Ryś, Krzysztof Felczak, sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu Jerzy Ciszewski, koledzy z drużyny narodowej i klubu, przedstawiciele Polskiego Związku Piłki Siatkowej i Klubów Kibica. Byli też wybitni przed laty sportowcy Wiesław Rudkowski, Jan Szczepański i Zygmunt Smalcerz.

Z Włoch i Turcji przylecieli Dawid Murek, Sebastian Świderski i Łukasz Żygadło, którzy przygotowują się w swoich zagranicznych klubach do nowego sezonu. Po mszy kondukt z trumną Arkadiusza Gołasia przeszedł ulicami miasta na miejscowy cmentarz.

Prawie wszyscy żałobnicy zadawali pytanie: dlaczego tak się stało? dlaczego młode życie zostało tak wcześnie przerwane?

Krzysztof Ignaczak wspomina Gołasia

Przez te wszystkie lata pokłóciliśmy się dwa razy. W obu przypadkach cisza trwała 20 minut. Później jak na komendę podnosiliśmy się z łóżek, ubieraliśmy i wychodziliśmy na kolację. Obaj wiedzieliśmy, o co chodzi. Słowa były niepotrzebne.

Poznaliśmy się w Rzeszowie. Pojechałem tam jako reprezentant Polski juniorów, on - uczeń Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Nawet nie przypuszczałem, że nasze drogi ponownie zejdą się w AZS Częstochowa. Wchodził do naszego zespołu z charakterystyczną dla niego nieśmiałością. Miał się od kogo uczyć, bo byli u nas tacy gracze jak Siergiej Orlenko czy Dawid Murek. W klubie była jednak taka atmosfera, że od razu przyjęliśmy go jak swojego. No i się zaczęło. Na zgrupowaniach w pokoju, na zabawach w dyskotece, na piwie, praktycznie non stop razem. Niepostrzeżenie Arek stał się członkiem mojej rodziny. Nawet kiedy zacząłem grać w Bełchatowie, mieszkałem ciągle w Częstochowie. I tam gościliśmy się niemal codziennie - on u mnie na obiedzie, ja u niego. Poznałem też jego rodziców i dziś mogę powiedzieć, że mogą być dumni, że wychowali takiego syna. Człowieka, któremu nigdy nie przewróciło się w głowie. Potrafił pochylić się nad innymi.

Wielką rolę w jego życiu odegrała Agnieszka. Od momentu, kiedy się poznali, była dla niego oparciem, pomagała podnosić się w najgorszych chwilach. Arek potrafił mówić o niej bez przerwy. Byli idealnie dobraną parą. Cieszyliśmy się z żoną, że tak się dobrali.

Połączyły nas z Arkiem także wspólne pasje - komputery i fotografia. Był w tym niedościgniony wśród kolegów z klubu i reprezentacji. Ostatnio nawet żartował, że jak przestanie grać, to zostanie albo hakerem, albo fotoreporterem. Komputer wciągnął nas na tyle, że potrafiliśmy siedzieć przed nim godzinami. Zamawialiśmy pizzę, ewentualnie Arek robił kanapki z serem i baleronem, i bez przerwy graliśmy w "Heroes Of Might And Magic III".

Nie opuszczaliśmy także nowości kinowych. Jak nie było czegoś ciekawego w Częstochowie, to wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy do Zabrza albo jeszcze dalej. Kiedy brakowało czasu, zostawało nam DVD. Dzień przed jego śmiercią też oglądaliśmy film. Ubawiliśmy się do łez, bo to była komedia.

Arkowi, bardzo skromnemu chłopakowi, trudno było się przestawić, odnaleźć w świecie popularności. Gdziekolwiek się ruszyliśmy, dziewczyny wzdychały na jego widok. Kiedyś szliśmy ulicą, spotykają nas kibice i proszą o zdjęcie. Ponieważ grałem od Arka trochę dłużej, myślałem, że to do mnie. Odparłem, że nie ma sprawy, i istotnie, chodziło o mnie - tyle że ja miałem fotografować, a nie pozować.

"Goły", choć był nieśmiały, miał idealny kontakt z dziećmi. Czy to z moim Sebastianem, czy też z córkami Grześka Szymańskiego i Krzyśka Gierczyńskiego. Nasze rodziny spędzały ze sobą mnóstwo czasu. Arek i żona Agnieszka byli z nami nawet w chwili, kiedy moja żona robiła test ciążowy.

Ostatnie nasze zgrupowanie to Spała. Tam Arek dostał od Raula Lozano pseudonim "Bestia". Choć był wielkim łasuchem, potrafił zjeść dwie tabliczki czekolady od razu, nigdy nie przytył. W ogóle był wzorem, jeśli chodzi o profesjonalne podejście do sportu. Przedkładał naukę nad pieniądze. W kraju mógł dostać o wiele większy kontrakt, a mimo to pojechał do Włoch, by się rozwijać. Czwartek wieczorem wyruszył na prezentację w nowym klubie Lube Banca Maccerata. Niestety, była to jego ostatnia podróż...

*Krzysztof Ignaczak, libero Skry Bełchatów i reprezentacji Polski

Zastrzeżona 16

Kibice reprezentacji Polski zaproponowali PZPS, by numer 16, z jakim grał w kadrze Arkadiusz Gołaś, został zastrzeżony. Zarząd związku zamierza przyjąć taką uchwałę na najbliższym posiedzeniu. Pogrzeb siatkarza rozpocznie się dziś o godz. 14 w kościele pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu w Ostrołęce.