Legia pokonała Bełchatów 3:0

W Legii już nie żałują, że nie ma Marka Saganowskiego. Strzelając trzy gole, w ciągu sześciu minut, nowym bohaterem kibiców został Marcin Klatt. A Legia po dwóch bezbramkowych remisach wreszcie efektownie wygrała
Legia wygrała na wyjeździe po raz pierwszy od listopada. Szkoda tylko, że straciła Dicksona Choto. Gracz z Zimbabwe padł na trawę już w 18. minucie. Naderwał mięsień czworogłowy, być może znowu będzie musiał dłużej pauzować. W ostatnich miesiącach nie było od niego większego pechowca. Może oprócz Tomasza Jarzębowskiego, ale jego przypadek jest poza wszelką dyskusją.

Utrata Choto to dla defensywy Legii bardzo duży ubytek, jednak zanim Dickson kuśtykając, pomaszerował do szatni, i tak w polu karnym trzeciej drużyny kraju za sprawą ruchliwych piłkarzy beniaminka działy się rzeczy niepokojące. Tylko faktowi, że Radosław Matusiak to gracz nieskuteczny oraz niepospolitym umiejętnościom Łukasza Fabiańskiego, legioniści zawdzięczali, że w trzecim meczu sezonu nie stracili gola do przerwy. Młody bramkarz łapał wszystkie dośrodkowania i strzały (nie tylko z dystansu), a gdy już Łukasz Garguła uderzył mocno i precyzyjnie, Fabiańskiemu pomogła noga Tomasza Sokołowskiego (dzięki niej był tylko rzut rożny).

Legia grała wolno, ślamazarnie, a z przodu zagrożenia tradycyjnie nie sprawiała niemal żadnego. Trener Jacek Zieliński, widząc nieporadność pomocników, już w 26. minucie podziękował za grę Marcinowi Smolińskiemu (robiący grę w GKS Łukasz Garguła był szybszy i bardziej błyskotliwy od wszystkich pomocników Legii razem wziętych - dlaczego Legia latem go nie kupiła?), wprowadzając Marcina Klatta.

Po raz pierwszy w sezonie Legia miała grać nie jednym, a dwójką napastników. Piotr Włodarczyk, który po raz pierwszy zaczynał mecz jako wysunięty napastnik, ku swemu niezadowoleniu wrócił na skrzydło, a do przodu powędrowali Klatt i Sebastian Szałachowski. Ten drugi miał zresztą najlepszą przed przerwą okazję, kiedy stojąc kilka metrów od bramki, spudłował z woleja. I tak jednak w pierwszej połowie Legia najbliżej strzelenia gola była po główce obrońcy bełchatowian Edwarda Cecota.

Po przerwie wszystko się odmieniło. Zieliński znowu pomieszał napastnikami. Zaczęło się od przewrotki Bartosza Karwana, ale Legia jeszcze dobrze nie grała. Nagle do dalekiego podania Tomasza Sokołowskiego wystartował Klatt, najpierw przegrał pojedynek z bramkarzem, ale przepchnął obrońcę, uprzedził bramkarza i wepchnął piłkę do siatki. W 62. minucie, w sumie po 392 minutach Legii bez gola.

Dla Klatta moment w ogóle był to wyjątkowy. Do tej pory zawodził, mecz zaczynał z ławki, w dotychczasowych dziewięciu występach w ekstraklasie ani razu nie trafił do siatki i wreszcie - w 10. występie. Za chwilę, Klatt, o którym już zaczynało się mówić, że to transfer nietrafiony i po co Legii napastnik z drugiej ligi, głową przelobował bramkarza. I powtórzył to, tyle że nogą. 3:0 i wszystkie bramki Klatta! Obserwujący mecz ojciec niemal szalał na trybunach. A potem jeszcze poprzeczka po wolnym Aleksandara Vukovicia. A wolny po faulu na kim? Oczywiście, że na Klatcie.

- Chcemy nareszcie się przełamać - mówił trener Zieliński po dwóch bezbramkowych remisach, w przeddzień meczu w Bełchatowie. Czy Legia przełamała się na dobre. Z GKS Bełchatów grała w lidze po raz siódmy. I po raz siódmy wygrała.

GKS BEŁCHATÓW - LEGIA WARSZAWA 0:3 (0:0)

Strzelec bramek

Klatt (62., z podania Sokołowskiego, 65., z podania Karwana i 68., z podania Włodarczyka)

Składy

GKS: Banaszyński - Berliński, Cecot, Radulović, Górski - Chi-Fon (57. Kuranty), Garguła, Janković, Popek (62. Klepczarek) - Joldić (68. Dziedzic Ż), Matusiak

Legia: Fabiański - Sokołowski, Choto (20. Magiera), Rzeźniczak, Kiełbowicz - Szałachowski, Surma, Vuković, Smoliński (26. Klatt), Karwan - Włodarczyk (81. Janczyk)

Widzów: 7 tys.

Sędziował: Mariusz Podgórski z Wrocławia



Liczba meczu

6

w tyle minut Marcin Klatt strzelił trzy gole, tak samo jak przed laty Dariusz Dziekanowski w meczu z Olimpią





Powiedzieli po meczu

Marcin Klatt

napastnik Legii

Bardzo się cieszę. Wreszcie się przełamaliśmy, a ja strzeliłem moje pierwsze bramki w ekstraklasie i od razu trzy. Dostawałem bardzo dobre podania i dlatego strzelałem. To cała tajemnica. Trudno powiedzieć, która z bramek sprawiła mi najwięcej satysfakcji. Wszystkie cieszyły tak samo.

Wszedłem na boisko z ławki, bo dziś trener postawił na Piotrka Włodarczyka w ataku. Czy odpowiada mi ustawienie z jednym napastnikiem? Trzeba umieć się dostosować, a dziś ustawienie zmienialiśmy kilkakrotnie.



Jacek Zieliński

trener Legii

Powtarzałem to wielokrotnie, a wielu nie chciało mi wierzyć. Mamy młodą drużynę, której jeszcze brakuje wiary w umiejętności. Dlatego często bywa, jak dzisiaj. Zawodnicy są w stanie odblokować się dopiero wtedy, gdy strzelimy pierwszego gola. I dopiero wtedy zaczynamy grać naprawdę dobrze, z rozmachem.



Mariusz Kuras

trener GKS

Do 60. minuty byliśmy równorzędnym rywalem. Dlatego porażka, zwłaszcza tak wysoka, bardzo nas boli. Mimo wszystko nie mamy czego się wstydzić. Przegraliśmy w końcu z Legią, jedną z najlepszych polskich drużyn. W takim stosunku jak z Wisłą w Krakowie, ale dziś zagraliśmy znacznie lepiej. Inna sprawa, że nawet w takich meczach powinniśmy zdobywać punkty. W trzech meczach jeszcze nie strzeliliśmy gola. Będzie ciężko, ale liga przecież dopiero się rozpoczęła.



Łukasz Fabiański

bramkarz Legii

Kiedy w końcu puszczę bramkę w lidze? Najważniejsze, byśmy wygrywali i wreszcie się udało. Mimo że do przerwy znowu było tylko 0:0, tym razem nie miałem obaw. Nasza gra może nie była efektowna, ale wyglądała naprawdę pozytywnie. Ja robiłem, co mogłem i oby tak dalej. Z każdym tygodniem Legia powinna grać lepiej.

not. mac

Najnowsze informacje