Sport.pl

GKS Tychy grał z Górnikiem Zabrze do końca! Wygrana wydarta w doliczonym czasie gry

GKS Tychy po raz pierwszy w historii ograł w ligowym meczu Górnika Zabrze. Okoliczności tego zwycięstwa były dramatyczne, bowiem gospodarze zadali decydujący cios w piątej minucie doliczonego czasu gry.


Kulisy sportowych wydarzeń na Śląsku. Dołącz do nas na Facebooku >>

Właśnie na takie mecze czekano w Tychach. Dla takich spotkań budowano nowy stadion. Górnik Zabrze przyjechał do Tychów po ligowe punkty po 37 latach przerwy.

W latach 90-tych zabrzanie grali co prawda w Tychach z Sokołem, ale akurat ten epizod nie cieszy się wielkim poważaniem fanów GKS-u...

Górnik przyjechał na Tyską Arenę opromieniony pucharową wygraną nad Legią Warszawa. Zwycięstwo nad mistrzem Polski musiało dodać piłkarzom śląskiej drużyny energii i wiary we własne siły.

Tyle, że zawodnikom GKS-u potrzeba było raptem 90 sekund, żeby wsadzić kij w zabrzańską machinę. Z wysokości trybun wydawało się, że faul Adama Dancha na Łukaszu Grzeszczyku był dyskusyjny. Sędzia Tomasz Wajda z Żywca nie miał jednak wątpliwości i ukarał zespół gości rzutem karnym.

Mecz trwał tak krótko, że trudno o stwierdzenie, że Górnik szybko otrząsnął się potem z przewagi gospodarzy. Faktem jest jednak, że w kolejnych minutach lepiej prezentował się spadkowicz z Ekstraklasy.

W grze Górnika brakowało jednak błysku, jakości lub chociażby zaskoczenia. Te atuty kryły się natomiast w nogach Grzeszczyka, który najmocniej dawał się we znaki defensywie Górnika.

Pomocnik GKS-u był najbliższy zdobycia bramki po szybkiej wymianie piłki ze Świerczokiem. Grzeszczyk strzelił wtedy tuż obok słupka.

Górnik odpowiedział groźną sytuacją dopiero w końcówce pierwszej połowy. Po rzucie rożnym Dawida Plizgi akcję zamknął Danch. Obrońca Górnika miał jednak pecha, gdyż mocno uderzona głową piłka trafiła w dobrze ustawionego Pawła Florka, bramkarza tyskiej drużyny.

Marcin Brosz, trener Górnika w poszukiwaniu piłkarza, który wpakuje piłkę do siatki rywala, sięgnął w końcu pod Igora Angulo. 32-letni Hiszpan - który ma za sobą sezon w greckiej ekstraklasie, a wcześniej także cztery mecze w Primera Division w barwach Atletic Bilbao - zadebiutował w ten sposób na polskich boiskach.

To nie on był jednak pierwszoplanową postacią śląskich derbów. W 65. minucie przed znakomitą okazją na podwyższenie prowadzenie stanął Świerczok. Po faulu Armina Cerimagicia na Jakubie Kowalskim sędzia Wajda podyktował bowiem kolejny rzut karny.

Przed oddaniem strzału do napastnika GKS-u podbiegł Maciej Mańka - kolega z obrony. Mańka, który grał wcześniej w Górniku szepnął Świerczokowi coś do ucha. Jeżeli podpowiadał koledze, jak ten ma wykonać rzut karny, to średnio to wyszło... Świerczok uderzył piłkę tak anemicznie, że Mateusz Kuchta pewnie ją złapał.

Niefrasobliwość Świerczoka okazała się dla GKS-u bardzo kosztowna. W odpowiedzi do wyrównania doprowadził bowiem Roman Gergel.

Kibice jęknęli z bólu, ale wiary nie stracili. Tak jak i tyski zespół, który w 95. minucie zadał zabójczy cios. Rzut wolny wykonał Grzeszczyk, a Mańka głową wpakował piłkę pod poprzeczkę.

GKS ograł Górnika w ligowym meczu po raz pierwszy w historii.



GKS Tychy - Górnik Zabrze 2:1 (1:0)

Bramka: 1:0 Świerczok (2.), 1:1 Gergel (86.), 2:1 Mańka (95.)

GKS Tychy: Florek - Górkiewicz, Boczek, Tanżyna, Mańka - Kowalski (72. Grzybek), Bukowiec, Hirskyj, Grzeszczyk, Radzewicz Ż - Świerczok (85. Varadi)

Górnik: Kuchta - Matuszek Kopacz, Danch, Kurzawa Ż - Gergel, Przybylski Ż, Nowak (53. Angulo), Cerimagić (66. Urynowicz), Grendel (62. Kwiek) - Plizga

Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec)

Widzów: 8 820



Więcej o: