Sport.pl

GKS Tychy poznał się na włoskim "inwestorze". Lżony prezes

Grzegorz Bednarski, prezes GKS-u Tychy, dowiedział się ostatnio, że jest "palantem" i "złodziejem". Tak zakończyły się kuriozalne rozmowy z niedoszłym inwestorem śląskiego klubu.
GKS Tychy wydał w minionym tygodniu oświadczenie dotyczące rozmów z potencjalnym inwestorem. Przejęciem klubu byli zainteresowani Włosi, ale ich żądania - jak wynika z oświadczenia - były trudne do zaakceptowania.

"(...) Jeszcze przed finalizacją jakichkolwiek umów "inwestorzy" zażądali zatrudnienia wskazanych przez nich zagranicznych piłkarzy z kategorycznym zastrzeżeniem braku możliwości ich testowania, zmiany sztabu szkoleniowego oraz utworzenia minimum trzech nowych miejsc pracy w Klubie na eksponowanych stanowiskach, z oczekiwaniem bardzo wysokich apanaży, a także pokrycia kosztów ich pobytu w Tychach i obsługi tłumacza, jak i kancelarii prawnej. "Inwestorzy" zażądali oddania Klubu w natychmiastowe niepodzielne zarządzanie, z jednoczesnym zobowiązaniem się ze strony Gminy do ponoszenia ciężaru kosztów utrzymania sekcji piłkarskiej, gdzie ewentualny zakup akcji miałby być zrealizowany dopiero w okresie 4 lat. W tym miejscu raz jeszcze chciałbym podkreślić, że powyższe warunki miały zostać spełnione jeszcze przed zakończeniem negocjacji, a przed startem sezonu ligowego 2016/17, czyli z początkiem miesiąca lipca bieżącego roku (...)".

Zaskakujące było też zachowanie przedstawiciela inwestora, który na oficjalny fanpage'u GKS-u napisał m.in. tak... "Jesteś kłamca jak Pinocchio, prosiłeś tylko o kasę, zostawiłeś Nas 15 dni w hotelu Tychy nie przenosząc żadnego dokumentu. Chciałeś tylko kasę dla siebie i dla przyjaciół - wy myślicie tylko o swojej kieszeni, a nie o drużynie. Nabrałeś Nas ty pajacu. Teraz wyjdzie prawda na jaw ty złodzieju. Nabrałeś Włochów i kibiców. Samemu tworzysz drużynę, a my chcieliśmy dać 8 piłkarzy z Boca i z Penarol - oni już są po pucharze libertadores, oni nie zrobią testów u Ciebie - Bednarski, ale z Ciebie palant. Chciałeś 1 milion co roku przez 5 lat do podziału pomiędzy Tobą, a przyjaciółmi ty złodzieju i oszuście. Nawet nie zapłaciłeś ani centa za tłumaczenia, to my Włosi musieliśmy wszystko zapłacić. Bednarski jesteś kłamcą i jesteś niewiarygodny, kradniesz tylko pieniądze. Szkoda mi tylko kibiców, a Pan Bednarski itp są ruinami miasta Tychy.

Panie Prezesie, proszę już skończyć oszukiwać swoich kibiców bo kłamiesz, jesteś niekompetetny i jesteś złodziejem. Kradniesz, nie robisz nic dobrego dla swojej drużyny. Musisz im powiedzieć prawdę, bo nie chciałeś sprzedać drużyny Włochom ponieważ nie mogłeś na tym nic ukraść dla siebie. Wstydź się Bednarski" [tłumaczenie, które otrzymaliśmy od klubu, przyp.red.].

Rozmowa z Grzegorzem Bednarskim

Wojciech Todur: Dlaczego właściwie klub odniósł się do tej sprawy teraz? Czy to sam niedoszły "inwestor" ją nagłośnił?

Grzegorz Bednarski: - Nie możemy pozostać bierni na publiczne obrażanie spółki, klubu i władz miasta. Niedoszły "inwestor" wprowadza w błąd kibiców i opinię publiczną. Robi to w sposób wyrachowany i skandaliczny. W komentarzach na jednym z portali społecznościowych kilkukrotnie przekroczył wszelkie granice dobrego smaku. Wydaliśmy stosowne oświadczenie - chcieliśmy przede wszystkim wyjaśnić całą sprawę kibicom oraz ich uspokoić. Naszym fanom należą się wyjaśnienia, dlatego sam zaprosiłem ich na spotkanie. Przedstawiciele Stowarzyszenia Kibiców zapoznali się z całą sprawą.

Jak przebiegały rozmowy? Czy te osoby - Włosi - budziły zaufanie? W jaki sposób starały się uwiarygodnić? Czy w rozmowach uczestniczył też przedstawiciel miasta?

- "Inwestorzy" z Włoch w Tychach pojawili się w marcu. Zapewniali i deklarowali, że współpracują z dużym, międzynarodowym koncernem, który jest gotów wspierać GKS Tychy kwotą miliona euro rocznie przez okres minimum 5 lat. Spółka Tyski Sport ze swojej strony przekazała "inwestorom" wszelkie niezbędne dokumenty oraz odpowiadała na wszystkie pytania. Spółka, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom drugiej strony, przedstawiła także projekty umów organizacji eventów kulturalnych i sportowych, sprzedaży akcji nowej spółki oraz świadczenia usług sponsoringowych na rzecz podmiotu, na którego ofertę "inwestorzy" powoływali się od samego początku rozmów. Kilkukrotnie prosiliśmy "inwestora" o przedstawienie gwarancji bankowych czy pełnomocnictw. Najwidoczniej mieli coś do ukrycia, skoro do tej pory nie pokazali nam stosownych dokumentów. Trudno na takich fundamentach budować zaufanie.

Żądania potencjalnego inwestora dotyczące funkcjonowania klubu i budowy drużyny zakrawają na żart. Czy wytknął pan im ten fakt? Jak zareagowali?

- Podkreślę to raz jeszcze - my przede wszystkim oczekiwaliśmy od "inwestora" gwarancji bankowych i pełnomocnictw. Kiedy kilkukrotnie prosiłem Włochów o stosowne dokumenty, niemal za każdym razem się na mnie obrażali. Jeszcze przed finalizacją jakichkolwiek umów "inwestorzy" zażądali zatrudnienia wskazanych przez nich zagranicznych piłkarzy z kategorycznym zastrzeżeniem braku możliwości ich testowania, zmiany sztabu szkoleniowego oraz utworzenia minimum trzech nowych miejsc pracy w klubie na eksponowanych stanowiskach, z oczekiwaniem bardzo wysokich apanaży, a także pokrycia kosztów ich pobytu w Tychach i obsługi tłumacza, jak i kancelarii prawnej. "Inwestorzy" zażądali oddania klubu w natychmiastowe niepodzielne zarządzanie, z jednoczesnym zobowiązaniem się ze strony gminy do ponoszenia ciężaru kosztów utrzymania sekcji piłkarskiej. Za pierwszą z sześciu rat akcji chcieli zapłacić w lipcu, ale przyszłego roku. Cała transakcja miała być zakończona dopiero w grudniu 2019 roku.

Z mojej wiedzy wynika, że Włosi trafili też do Chorzowa. Czy miał pan możliwość rozmowy z osobą, która w tamtym mieście usiadła do rozmów? Czy warunki potencjalnej współpracy były takie same jak w Tychach?

- "Inwestorzy" równocześnie prowadzili rozmowy w Chorzowie i Bielsku-Białej. Zapoznałem się z opinią obydwu klubów. Wszyscy wyciągnęli takie same wnioski. Warunki zaproponowane przez "inwestorów" były wszędzie nie do przyjęcia. Nie dziwi mnie więc fakt, że w każdym mieście negocjacje zakończyły się fiaskiem. "Inwestorzy" postępowali według prostego mechanizmu. Obiecywane miliony miały ich uwiarygodnić oraz zbudować zaufanie. Jak się okazało, wszyscy byliśmy spójni w ocenie braku wiarygodności.

Czy prezydent Tychów Andrzej Dziuba znał przebieg rozmów?

- Prezydent jako gospodarz miasta spotkał się i kurtuazyjnie rozmawiał z "inwestorami". Zabiegali o to sami "inwestorzy". Dalszy ciężar rozmów i działań operacyjnych został - co przecież naturalne - w obszarze moich kompetencji. Na bieżąco jednakże o wszystkim prezydenta informowałem. Cały czas mogę liczyć na jego pełne poparcie, gdyż jest osobą, dla której ten klub ma szczególne znaczenie.

Jak pan skomentuje obraźliwie wpisy niedoszłego inwestora w mediach społecznościowych? Określenia "palant", "pajac", "kłamca", "złodziej" chyba podpadają pod sprawę w sądzie?

- Trudno to komentować i zniżać się do poziomu "inwestora". To tylko i wyłącznie świadczy o braku profesjonalizmu i krytycznie niskim poziomie kultury osobistej. Żaden poważny inwestor, chcąc zainwestować w klub, nie posunąłby się do tak brudnych praktyk. "Inwestor" pokazał swoją prawdziwą twarz, nasze wcześniejsze przypuszczenia tylko się potwierdziły.

Czy ktoś czyni panu zarzuty z tego, że jednak nie udało się doprowadzić do finalizacji umowy?

- Dla mnie przede wszystkim najważniejsze jest dobro klubu oraz jego kibiców. Ja zrobiłem tylko to, co do mnie należało. Każdy inwestor przed podpisaniem umowy musi być dokładnie zweryfikowany. Nie możemy sobie pozwolić na sytuację, że wierzymy komuś na słowo, bez dokładnego sprawdzenia wszelkich niezbędnych dokumentów. Po weryfikacji "inwestora" okazało się, że spółka, która chce nas kupić, zgromadziła za ubiegły rok zysk w wysokości 10 tys. euro, a jej zdolności debetowe są na poziomie 2 tys. euro. Ponadto jest z nią powiązanych mnóstwo innych spółek - ponad sto kilkadziesiąt, a kilka osób występuje w różnych konfiguracjach zarządczych. Gdybyśmy chcieli sprawdzać wszystkie firmy, koszty takiego działania byłyby bardzo wysokie. Sprawdziliśmy tylko te firmy, które mają 15 i więcej procent udziału w różnych spółkach tego holdingu. I okazało się, że są takie

43!

Czy takich rozmów z potencjalnymi inwestorami jest więcej? Czy ich przebieg bywa równie zaskakujący?

- Klub GKS Tychy jest uznaną marką. Mamy piękny stadion, fantastycznych kibiców, jesteśmy bardzo dobrze zorganizowani i w pełni wypłacalni. To oczywiste, że inwestorzy chcą z nami rozmawiać. Chciałbym zdecydowanie podkreślić, że jesteśmy otwarci na rozmowy z wiarygodnymi i posiadającymi stosowne kapitały inwestorami. Cały czas prowadzimy mnóstwo działań ukierunkowanych na zapewnienie finansowania działalności sekcji piłkarskiej celem nieustannego podnoszenia poziomu sportowego i organizacyjnego klubu m.in. w tym obszarze. Wszystko musi odbywać się jednak na normalnych i zdrowych zasadach. W przypadku "inwestorów" trudno o tym mówić.