Sport.pl

Premier League. Juergen Klopp wyprowadził Liverpool z ciemnego lasu

Po sobotniej wygranej z Manchesterem City (4-1) już nikt nie mówi o tym, co Juergen Klopp ma zrobić, by odmienić losy Liverpoolu, ale jak tego dokonał. Sobotnie zwycięstwo w hicie ligi angielskiej zostało osiągnięte w stylu przypominającym prowadzoną przez niego Borussię Dortmund i tę z najlepszych lat.
Już w pierwszych minutach sobotniego spotkania na Etihad Joe Hart bezradnie rozkładał ręce. Chociaż miał piłkę przy nodze, to żaden z kolegów nie pokazywał mu się do zagrania. Bramkarz Manchesteru City najczęściej po prostu musiał wykopywać ją na połowe przeciwnika, gdzie Jesus Navas, Kevin De Bruyne, Raheem Sterling i Sergio Aguero mieli nikłe szanse na wygranie pojedynku głowkowego z obrońcami Liverpoolu.

A to był tylko jeden z przykładów skuteczności wysokiego pressingu drużyny Juergena Kloppa. - Grali jak Borussia Dortmund za jego najlepszych czasów - chwalił Liverpool były piłkarz tego klubu, Mark Lawrenson. Miał rację, bo w grze "The Reds" był i legendarny "gegenpressing", i zabójcze kontry. Po pół godzinie gry gospodarze przegrywali trzema bramkami, pomimo naporu City w drugiej połowie to Liverpool strzelił kolejnego gola.

Transfery dla Kloppa

Stąd pytania o to, czy Klopp zdoła odmienić grę Liverpoolu stały się nieaktualne. Niemiecki trener dokonał tego w ledwie osiem spotkań, jeszcze z dwiema przerwami na mecze reprezentacji, gdy rozjeżdżała się większość piłkarzy, a on sam kilku liderów widział najczęściej w gabinetach lekarskich. I pomimo zwycięstwa z Chelsea na Stamford Bridge oraz remisu na White Hart Lane z Tottenhamem, to właśnie pogrom Manchesteru City jest najlepszą oznaką zmiany.

Mniejsza o to, że Liverpool osiągnął piąty najlepszy wynik pod względem odbiorów i przechwytów w całym sezonie Premier League, że w sobotę miał najwięcej akcji defensywnych (70), że piłkarze Kloppa z City mieli trzy razy więcej przejęć piłki niż jeszcze dwa miesiące temu z Manchesterem United, gdy zespół prowadził Brendan Rodgers. Największym osiągnięciem byłego szkoleniowca Borussii Dortmund jest to, jak odmienił poszczególnych piłkarzy.

- Co się zmieniło? Przede wszystkim więcej biegamy, zdecydowanie więcej niż ktokolwiek w Premier League - mówił po meczu Dejan Lovren. Środkowy obrońca przez popełniane w poprzednim sezonie błędy był wyśmiewany jako najgorszy transfer Rodgersa. U Kloppa jest niezawodny, wygrywa trzy czwarte pojedynków, wreszcie nie jest zmuszony do gry w ustawieniach, które narażały go na częste pomyłki. W trzech meczach po wyleczeniu kontuzji nie zaliczył jeszcze ani jednego faulu. Zresztą nie tylko Chorwat udowadnia, że transfery poprzednika wcale nie były takie fatalne - po prostu nowi potrzebowali odpowiedniego szkoleniowca.

Chociaż Klopp wzbrania się przed porównaniami Liverpoolu z jego Borussią, to kilku zawodników "The Reds" aż się o to prosi. I tak James Milner jest angielską (i piłkarsko bardziej rozwiniętą) wersją Kevina Grosskreutza, czyli piłkarzem na każdą pozycję, nie zatrzymującym się na boisku, biegającym za rywalami i rzucającym się im pod nogi przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Adam Lallana to liverpoolska wersja Shinjiego Kagawy, bo równie dobrze czuje się na małej przestrzeni, a u Juergena Kloppa zaskakuje inteligentnymi podaniami, które gubią obrońców rywali. Z kolei Coutinho - przeciwko City zagrał fenomenalnie - to Mario Goetze, bo jest szybki, szuka dryblingu, odpowiada za kreatywną stronę zespołu. I Brazylijczyka Liverpoolowi będzie równie trudno zatrzymać na Anfield, jak niemieckiego rozgrywającego na Westfallen. Ostatnie porównanie należy do Roberto Firmino, którego szybkość, umiejętność gry na skrzydle oraz w ataku, nieszablonowe rozwiązania pozwalaja sądzić, że Liverpool znalazł swoją wersję Pierre-Emericka Aubameyanga.

Dobry glina, zły glina

Najważniejsze, że Juergen Klopp pozostał taki sam, jaki był w Dortmundzie. Na konferencjach robi show, ale najbardziej aktywny jest przy linii bocznej. Już Jose Mourinho zwracał uwagę na to, że podskoki i okrzyki Niemca w stronę sędziego technicznego to coś, na co inni trenerzy nie mogą sobie pozwolić. Ale Klopp często jest niezadowolony także ze swoich piłkarzy - w Manchesterze po dwudziestu minutach zrugał Adama Lallanę. Najważniejsze, że te wybuchy złości zwykle kończą się przyjacielskim uściskiem po ostatnim gwizdku spotkania. To właśnie do Lallany podszedł Klopp i swojego piłkarza przytulił, dziękując za jeden z jego lepszych występów w barwach Liverpoolu.

Jego metody traktowania zawodników są bardziej ludzkie niż Brendana Rodgersa, który kontakt z nimi miał różny. Często ich bronił, ale też stosował sztuczki, jak ta najsłynniejsza z kopertą - przed poprzednim sezonem umieścił w niej nazwiska piłkarzy, którzy mieli nie sprawdzić się w kolejnych miesiącach. Ale wkrótce i po słabszych wynikach drużynę już to męczyło, podobnie jak filozoficzny styl wypowiedzi Rodgersa. I zamiast zespołu na boisku widać było tylko grupki, czy nawet indywidualności, ale brak jednego celu, spójności. To nawet nie było trwanie, więc Irlandczyk stracił pracę. A Klopp do piłkarzy podchodzi po przyjacielsku. Żartuje, przytula, przybija "piątki". W bazie treningowej panuje zupełnie inna atmosfera, choć "The Reds" harują więcej niż u poprzednika. Tym złym gliną pilnującym porządku jest - zupełnie jak w Dortmundzie - Zeljko Buvac, asystent Kloppa.

Odczarować Anfield

Niemiec doskonale wie, że Liverpool wciąż ma przed sobą sporo do poprawy, co pokazało poprzednie spotkanie ligowe z Crystal Palace (porażka 1-2). - Naprawdę chciałbym wygrać taki mecz na Anfield - mówił w sobotę. - To nasze kolejne wyzwanie. Po porażce z Palace musimy znaleźć rozwiązanie, by sprostać Swansea City - dodawał. Bo na własnym boisku nie brakuje im energii do biegania, ale kreatywności przeciwko dobrze zorganizowanym rywalom. I odwraca się sytuacja - Liverpool z drużyny kontrującej staje się zespołem łatwo kontrowanym, tracącym w ten sposób gole, a nie strzelającym. Wciąż widać też, że zawodnikom brakuje pewności siebie i każde niepowodzenie wpływa na ich postawę. Klopp po wygranej z City wspominał, że jego piłkarze w przerwie meczu byli zszokowani wysokim prowadzeniem.

- Jeśli jesteś sam w ciemnym lesie, przerażony, a ktoś mówi ci, byś przestał się bać, to nie zadziała. Wszystko jest w głowie, sam masz na to wpływ. Musimy uwierzyć w siebie, nie możemy po prostu tego włączać i wyłączać. Z Manchesterem City było bardzo dobrze, ale wciąż czeka nas więcej pracy. Nie ma satysfakcji - tłumaczył obrazowo Klopp.

Szkoleniowiec Liverpoolu nie chciał zagwarantować kibicom miejsca w czołowej czwórce na koniec sezonu, choć niektórzy dziennikarze w Anglii stwierdzają, że w tak szalonym sezonie "The Reds" mogą powalczyć o tytuł. Jednak Klopp działa metodą małych kroków. Na razie wygrywa lub remisuje na najtrudniejszych wyjazdach (Chelsea, Manchester City, Tottenham), ale cierpi przez słabą formę u siebie (tylko dwa zwycięstwa w sześciu meczach). Dobra wiadomośc jest taka, że do nowego roku z czołówki będzie grał tylko z sensacyjnym liderem, Leicester City. Styczeń i mecze z Arsenalem oraz Manchesterem United w cztery dni pokażą na co stać Liverpool w tym sezonie. Zwłaszcza, że jeśli nauczenie piłkarzy kontrpressingu i "heavy-metalu" nie jest dla Kloppa niczym nowym, to gra bez przerwy zimowej już tak.





Więcej o:
Komentarze (7)
Premier League. Juergen Klopp wyprowadził Liverpool z ciemnego lasu
Zaloguj się
  • billshankly

    Oceniono 7 razy 7

    Jak zwykle świetny tekst!

  • michalpopiel

    Oceniono 4 razy 2

    Klopp to jeden z najlepszych trenerow swiata. Zycze mu, aby wygral Lige z Liverpool'em po raz pierwszy w historii.

  • kochamgw13

    Oceniono 1 raz -1

    Czyli co, "next year will be our" aktualne? Hahahaha

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX