Sport.pl

Stefan Tuszyński: Kochając siebie

Polski Komitet Olimpijski zawiesił wiechę na Centrum Edukacji Olimpijskiej, które buduje na warszawskim Żoliborzu. Prawdopodobnie wszyscy przeszliby nad tym do porządku dziennego, gdyby nie Radosław Leniarski, który wywołał krytycznym artykułem w "Gazecie Wyborczej" niemałą burzę.
Przeciwstawił przepychowi tej budowli nędzę i upadek okolicznych żoliborskich klubów - Spójni i Marymontu. Z Leniarskim wszczął polemikę na łamach "Trybuny" Sławomir Wilk, zaś na portalu "Gazety" internauci wyżyli się na sportowych działaczach. I ja pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji, który zakończy moją 35-letnią karierę w sporcie.

Muszę zacząć od tego, że Leniarski nie ma do końca racji. Porównanie CEO - choćby nie wiem jak było drogie i wystawne - do biedy klubów jest nadużyciem. Nie PKOl jest od tego, by ratować Spójnię. Nie powinien tego robić nawet minister. W całym cywilizowanym świecie to jest sprawa miasta i województwa. By sport dziecięcy, szkolny, sport lokalny rozwijał się w naszych dzielnicach, odpowiedzialni są lokalni urzędnicy. Uczciwsze byłoby więc porównanie zrujnowanego stadionu do wystawnego urzędu dzielnicy lub marmurowej stacji metra (w którym kraju są takie perony w metrze jak u nas?). To miasto powinno mieć pomysł i środki na rozruszanie sportu w klubach. Spójnia czy Marymont wystawiają świadectwo Warszawie i pokazują zaangażowanie lokalnych władz w rozwój kultury fizycznej. A ja wiem, że pod tym względem Żoliborz i tak jest jedną z prężniejszych dzielnic w Warszawie.

Poza tym z Leniarskim się w zasadzie zgadzam. Nie ma w całej Polsce stadionu z prawdziwego zdarzenia, brak reprezentacyjnej hali widowiskowo-sportowej, nie ma ani jednego basenu, na którym można by rozegrać międzynarodową imprezę itd. Obiekt CEO to policzek dla rozkochanych w sporcie kibiców, sportowców i trenerów pracujących w nieludzkich warunkach.

Dyrektor Fundacji Centrum Edukacji Olimpijskiej Sławomir Wilk twierdzi, odwracając kota ogonem, że ci, którzy krytykują CEO, to ludzie ograniczeni, którzy chcą widzieć sport w ciasnych i brudnych świetlicach. Dopiero ten reprezentacyjny gmach da impuls do budowy wspaniałych obiektów sportowych. Wilk posunął się przy tym do jeszcze większego nadużycia. Porównał bowiem budowę Centrum ze stworzeniem przez marszałka Piłsudskiego CIWF na Bielanach. To obrzydliwa demagogia! Marszałek stworzył w swej wizji rzecz jak najbardziej praktyczną, uczelnię kształcącą ludzi na nowoczesnych wówczas obiektach sportowych. Tymczasem CEO będzie igraszką, wirtualnym złudzeniem i piękną pamiątką czasów dawnej chwały opakowanych w supernowoczesną technikę. Tym porównaniem Sławomir Wilk popełnił jako nauczyciel historii kultury fizycznej zawodowe samobójstwo.

Centrum Edukacji Olimpijskiej to objaw manii wielkości, na jaką choruje PKOl. Zadaniem tej organizacji jest zapewnienie warunków do startu naszym olimpijczykom na igrzyskach. Komitet nie bierze udziału w bezpośrednich przygotowaniach, nie wypłaca pensji trenerom ani stypendiów zawodnikom. Nie buduje też obiektów strategicznych dla sportu ani nie tworzy sam programów. To wszystko robi Polska Konfederacja Sportu. PKOl za to ma, dzięki wielu akcjom autopromocyjnym, opinię sternika polskiego sportu. Jednak nie lubi brać za wyniki odpowiedzialności. Wycofał się nawet z Rady PKSport, wzbudzając oburzenie pracujących przy powołaniu tej organizacji posłów. Ale dzięki temu, że PKOl jest organizacją pozabudżetową, może szukać sponsorów. A ma wielkie możliwości, bo dysponuje najlepiej rozpoznawalnym logo świata - kółkami olimpijskimi - oraz twarzami najbardziej znanych sportowców - medalistów olimpijskich. Wspierając go, często myślimy, że wspieramy polski sport. A tymczasem ten, budżetowy i biedny, ledwo wiąże koniec z końcem. Zaś PKOl stać na urządzanie pikników, rozdawanie samochodów i budowanie sobie siedziby. Bo tak naprawdę to PKOl najbardziej kocha siebie...