Sport.pl

Pływając pieskiem. Cios w samo serce

Nieciekawe wieści dotyczące warszawskiego sportu przynoszą w wakacje stołeczne media. Jedną z nich jest to, że od 1 lipca nie mamy w stolicy szacownego MKS MDK, a konkretnie - klub ten nie może już korzystać z obiektów przy ul. Konopnickiej 6
Urzędnicy z dzielnicy odpowiedzialni za klub bagatelizują sprawę, zapewniając, że sekcje znajdą miejsce na innych obiektach. Znamy to jednak z doświadczenia - to sposób na odroczenie nieuchronnej zagłady. W ratowanie śródmiejskiego klubu, choć według mnie to sprawa przegrana, zaangażowało się "Życie Warszawy". Niemal codziennie możemy w tej gazecie przeczytać wywiad z reprezentantem Polski w siatkówce, który opowiada, jak wychowywał się w sali gimnastycznej Imki i jakie to było ważne dla jego kariery.

Ale to nie siatkówka doprowadziła do ruiny ten leżący w samym sercu Warszawy klub. Kluczem jest tu basen. Obiekt stary, zapomniany i zaniedbany. Kiedyś występował w filmach o panu Anatolu, ale już skończyły się lata jego świetności. Dziś, aby istniał, trzeba by na jego remont wyłożyć 2,5 mln zł. Nikt tego w naszym mieście nie zrobi, uznając, że to pieniądze, które nie są w stanie się zwrócić, wyrzucone w błoto. Przy Konopnickiej nie zbuduje się przecież aqua parku ze zjeżdżalniami i wodotryskami, który chętnie odwiedzaliby, płacąc za to słono, mieszkańcy pobliskich apartamentowców. Tak jak przez ostatnie 50 lat mogłyby z niego korzystać wyłącznie dzieci.

Ja już wiem, że MKS MDK to dziś nieboszczyk. Został spisany na straty jak niegdyś najsilniejszy w Polsce klub Legia, który istnieje dziś poza piłką nożną tylko w tych sekcjach, które udało się wypchnąć z centrum miasta. Podobnie było w naszym mieście z Polonią, której egzystencja przypomina dziś żywot wyrzuconej na brzeg ryby.

Zawsze zaczynało się od basenu, który choć dobrze służył sportowi, dla miasta stawał się zbyt drogi, bo nie przynosił mu zysków. Lepiej było zbudować coś od nowa, z miejsca nastawiając się na zysk z biletów, niż ratować to, co działało dobrze i zapracowało już na swoją legendę. Nowy obiekt eliminuje blokującą ruchy "biznesowe" historię i pozwala obsadzać wszelkie możliwe etaty "swoimi" ludźmi. To na taki obiekt warto dać dotację. Działające przez długoletnie kluby skazane na łaskę włodarzy grodu nie mają w takiej rywalizacji szans i muszą pogodzić się ze swym upadkiem.