Sport.pl

Hodge: Gdy ktoś umiera, trzeba go dobić!

Walter Hodge drugi raz z rzędu sprawdził się w roli pierwszego zmiennika Stelmetu. Rzucił 20 punktów, rozdał 5 asyst, a jego boiskowy kumpel Łukasz Koszarek w jednym z wywiadów stwierdził, że ?Walter wygrał nam mecz?. Portorykańczyk mimo efektownego meczu skromnie podkreślał, że to zasługa całej drużyny i jest jeszcze za wcześnie, by cieszyć się ze zwycięstwa. - W niedzielę nie możemy dać Turowowi szansy. Gdy ktoś umiera, trzeba go dobić - mówi as Stelmetu.
Kosma Zatorski: Zapytam przekornie. Czy jest szansa, żeby Turów wyciągnął się z tego 0-3 i wygrał cztery kolejne mecze?

Walter Hodge, rozgrywający Stelmetu: Wszystko jest możliwe, ale tak naprawdę wszystko zależy od nas. Od naszej postawy. 3-0 to jeszcze nie koniec. Musimy pozostać w pełni skoncentrowani do niedzieli, a w sobotę przyjść jeszcze raz obejrzeć mecz i wyciągnąć wnioski. W niedzielę nie możemy dać przeciwnikowi szansy. Gdy ktoś umiera, trzeba go dobić.

Wszyscy dookoła podkreślają, że to był wasz najtrudniejszy mecz w tej serii.

- To prawda. Po prostu nie zagraliśmy najlepiej i na początku daliśmy im odskoczyć na kilka punktów. Najważniejsze było to, że nie daliśmy im odjechać za daleko. Cały czas blisko się trzymaliśmy. W trzeciej kwarcie zagraliśmy natomiast wspaniale.

Wtedy zanotowaliście ucieczkę 12-0, na co oni odpowiedzieli niemal tym samym, wygrywając fragment 14-0. Co się stało?

- Myślę, że te finały to taka właśnie gra ucieczek, punktowych runów. Najważniejsze, że nawet ten ich lepszy fragment nie załamał naszej koncentracji. Końcówkę natomiast była już nasza.

Jak oceniasz swój występ? Wpadło ci niemal wszystko?

- Cieszę się ze swojego występu i robię wszystko, by pomóc zespołowi. Tak jak powiedziałem ci ostatnio, chcę tego tytułu bardzo mocno. Dlatego robię wszystko, by przyczynić się do zdobycia przez nas mistrzostwa.

Wygląda na to, że już podczas meczu numer dwa odnalazłeś swój markowy rzut z półdystansu?

- Sporo pracuję nad nim podczas treningów i to przynosi efekty. Oddaje na nich mnóstwo rzutów. Staram się także podejmować jak najlepsze decyzje rzutowe. Gdy one są złe i nie trafiasz, wytrąca cię to z rytmu. Staram się tego unikać. Na razie całkiem nieźle mi to wychodzi.

Najlepiej dla wszystkich w Zielonej Górze byłoby, gdybyśmy ze zdobycia mistrzostwa cieszyli się już w niedzielę. Zgadzasz się, czy miejsce świętowania nie ma dla ciebie większego znaczenia?

- Oczywiście najważniejsze jest samo wywalczenie tytułu, a nie jego miejsce. Jednak pewnie, że fajniej byłoby cieszyć się z niego we własnej hali, z naszymi ludźmi. Dzisiaj fani odwalili kawał dobrej roboty, byli naszym szóstym graczem. Bardzo chcielibyśmy dać już w niedzielę mnóstwo radości temu miastu.