Sport.pl

Hermann Maier wrócił na stok!

Choć wtorkowy slalom gigant w szwajcarskim Adelboden wygrał Austriak Hans Knauss, to największe zwycięstwo odniósł tam jego rodak Hermann Maier. 30-letni Herminator powrócił na stoki po ciężkim wypadku i ponad rocznej rekonwalescencji.


Cud w Adelboden się oczywiście nie wydarzył. Hermann Maier, narciarz o jednej z największych w historii ilości zwycięstw w Pucharze Świata (wygrywał 41 razy!), nie stanął po raz kolejny na najwyższym stopniu podium. Tym razem Herminator nie zakwalifikował się nawet do finałowej trzydziestki. W pierwszym przejeździe zajął bowiem... 31. miejsce. Do znalezienia się wśród najlepszych zabrakło mu 5 setnych sekundy! I choć niektórzy austriaccy kibice wydawali się być tym wynikiem zawiedzeni, sam zainteresowany nie krył swej radości. - Oczywiście, że chciałem się zakwalifikować do drugiego przejazdu - zawsze chcę jak najwięcej, taka już moja natura. Ale tak szczerze mówiąc, jestem z tego 31. miejsca bardzo, bardzo zadowolony. Cieszę się, że w ogóle tu wystartowałem, i że mimo popełnionych przeze mnie na trasie błędów, w jednym kawałku dotarłem na metę. Przecież, tak na dobrą sprawę, między tyczkami trenuję od zaledwie tygodnia! A trasa w Adelboden jest prawdopodobnie najtrudniejszym stokiem gigantowym na świecie! Biorąc to wszystko pod uwagę myślę, że nie mam się czego wstydzić! - stwierdził na mecie.

I nie sposób nie przyznać Herminatorowi racji. Przecież jeszcze półtora roku temu lekarze bardzo poważnie rozważali możliwość amputacji prawej nogi Maiera i nie byli pewni, czy będzie on kiedyś w stanie poruszać się inaczej niż na inwalidzkim wózku! 24 sierpnia 2001 roku, wracając motorem z treningu, Hermann Maier potrącony został przez samochód 73 letniego niemieckiego turysty. Operacja trwała blisko 8 godzin - przeszczepy skóry, składanie dziesiątków fragmentów zmiażdżonych kości łydki, usuwanie resztek wymieszanych z piachem zmielonych w wypadku mięśni...

Lekarze odmawiali wówczas odpowiedzi na pytania o sportową przyszłość Maiera. Twierdzili wręcz, że są one "nie na miejscu"... Widać, nie znali uporu Herminatora. Ten bowiem, wbrew ostrzeżeniom medyków, już w kilka miesięcy po operacji przypiął sobie do nóg narty. Początkowo były one biegowe, później, gdy Francuzi z firmy Lange, wyprodukowali specjalny but na uszkodzoną nogę, także i zjazdowe. Bo normalnych butów narciarskich Maier już nigdy nie będzie mógł używać - zamiast prawego piszczela ma 32 centymetrową stalową śrubę wokół której tworzą się kostne narośle. Jego łydka przypomina bardziej zmutowanego kalafiora niż ludzką kończynę.

Austriakowi to jednak nie przeszkadza - latem ubiegłego roku wznowił treningi z austriacką ekipą. W chilijskim Portillo okazało się, że jest znowu najszybszy w zjeździe. - Cieszyłem się jak dziecko! - opowiadał jesienią Gazecie. Niestety Maier z Chile wrócił... na noszach. - Źle wyskoczyłem z pewnej muldy i lądując za bardzo wychyliło mnie do tyłu. W dawnych czasach na pewno zdołałbym się podnieść. Tym razem zabrakło mi jednak siły. Upadłem, złamałem powtórnie moją uszkodzoną nogę - wspominał.

Po niezbędnej kolejnej operacji wiarę w powrót Herminatora na stoki stracili nawet sponsorzy. Atomic, firma której Maier był zawsze wierny i której swymi sukcesami pomógł kilka lat temu uniknąć bankructwa, zerwała kontrakt. - Zabolało mnie to. I nie chodzi tu o pieniądze, bo tych mi nie brakuje. Chodzi o gest - przyznał dwukrotny mistrz olimpijski.

Bolące były także wypowiedzi austriackiej legendy narciarstwa, Tony Sailera, który publicznie doradzał Maierowi, aby definitywnie pożegnał się z zawodniczymi marzeniami... Herminator przyznaje, że fakt iż z upływem czasu coraz więcej osób się od niego odwracało i coraz mniej w niego wierzyło, był bardzo mobilizujący. - Chcę pokazać, że jeżdżę na nartach dla siebie, dla własnej przyjemności, a nie dla pieniędzy, sponsorów, czy federacji. I jestem pewien, że wrócę na pucharowe stoki. Nie wiem kiedy, ale wiem że to zrobię. Mam jeszcze czas, co najmniej 5 lat. Na nartach zawodniczo można przecież jeździć przynajmniej do 35. roku życia - tłumaczył Gazecie w październiku ubiegłego roku.

Przygotowywał się wówczas intensywnie do... egzaminu na pilota śmigłowca. - Nie mogę jeszcze szusować po górach, to przynajmniej będą je sobie oglądał z góry - śmiał się. I egzamin kilka tygodniu później zdał. Cały czas intensywnie przy tym trenował swą muskulaturę - w klinice w Salzburgu lekarze na jego prośbę skonstruowali specjalne urządzenie, na którym wzmacniał swą łydkę. I na początku tego roku niespodziewanie zadzwonił do szefa austriackiej ekipy alpejczyków Hansa Puma. - Chcę zmierzyć się na treningach poprzedzających gigant w Adelboden z kolegami z reprezentacji - zapowiedział.

- Jego forma jest zadziwiająca. Ściga się z najlepszymi! - relacjonował w miniony weekend Hans Pum. W austriackiej ekipie szeptano nawet, że Maier może się jeszcze włączyć do walki o miejsca na zbliżające się alpejskie mistrzostwa świata! We wtorek Herminator plotki te zdementował. - O mistrzostwach nawet nie myślę! - podkreślił. I zaraz dodał: - Zastanawiam się jednak, czy nie spróbować swych sił w biegu zjazdowym w ten weekend w Wengen.

Zjazd w Wengen jest najdłuższą i najbardziej wyczerpującą trasą w Pucharze Świata. Upadki tam kończą się zazwyczaj bardzo poważnymi kontuzjami...

WYNIKI:

1. Hans Knauss, Austria, 2:29.68 (1:14.78-1:14.90)

2. Michael von Gruenigen, Switzerland, 2:29.77 (1:15.71-1:14.06)

3. Kjetil-Andre Aamodt, Norway, 2:29.93 (1:16.01-1:13.92)

Herman Maier - 3,34 straty