Sport.pl

Londyn 2012. Dlaczego polscy pływacy dotknęli dna?

Polacy osiągnęli poziom niespotykany na igrzyskach od kilkunastu lat. Tak, od dawna nie był tak niski.
Największa ekipa w historii wyjazdów na igrzyska - 17 osób - przywiozła zaledwie cztery finały, nie pobiła żadnego rekordu Polski i nie osiągnęła również żadnego rekordu życiowego. Tak katastrofalne połączenie liczebności składu i całkowitego braku wyników zdarzył się po raz pierwszy co najmniej od 1988 r. Głębiej w historię się nie wkopywałem w strachu przed nawrotem depresji z Pekinu.

Ale tak źle jak w Londynie, nie było nawet cztery lata temu, bo wtedy Polacy owszem, mieli zaledwie trzy finały, ale pobili kilka rekordów Polski i rekordów życiowych.

Tutaj nic.

Można powiedzieć, że to przez zakaz strojów wypornościowych i ponowne wprowadzenie tekstylnych (od początku 2010 r.).

Ale Polacy i tak skarżyli się, że ich kostiumy są słabsze niż areny, speedo, adidasa, jakeda itp. i nie dają im przewagi. W Londynie zawodnicy biją rekordy świata i rekordy osobiste, więc świat idzie do przodu. Również Czerniak pobił dwa indywidualne rekordy Polski podczas mistrzostw świata w Szanghaju, czyli już w tekstyliach. Tu po finale 100 m wyglądał jak człowiek w szoku po wypadku samochodowym - nie rozumiał, czy on uderzył, czy jego uderzono, czy jest ranny, czy wciąż żyje. Jego trener Bartosz Kizierowski też. Mówił tylko, że musi wszystko przeanalizować, bo na razie nie rozumie przyczyn niepowodzenia.

Można by powiedzieć, że w Polsce nie ma warunków do trenowania na najwyższym poziomie. Ale Polacy wyjeżdżają na dwa lata do Hiszpanii jak Konrad Czerniak albo ćwiczą na Florydzie w grupie trenera Gregga Troya (tego od Ryana Lochtego) jak Marcin Cieślak, albo w Kalifornii jak Mateusz Sawrymowicz u Davida Salo. W Londynie emigranci zademonstrowali jednak taką formę, jak cała reszta. Nie może chodzić o warunki do treningów.

Można by postawić hipotezę, że pewnie mamy do czynienia z przeciętniakami. Ale to nieprawda, bo Konrad Czerniak jeszcze rok temu w Szanghaju bił się z Michaelem Phelpsem.

Gdzie leży problem? Nie wiem. Może nie mamy takich fantastycznych trenerów, jak myśleliśmy.

Na Akademii Trenerskiej Instytutu Sportu - zajęcia raz na kwartał - dokształcał się jeden trener pływania. Kiedy do Polski przyjechał fizjolog zajmujący się Michaelem Phelpsem, na siłę ściągnięto dwóch lub trzech, żeby nie było obciachu.

W mniejszych miejscowościach łatwiej stworzyć sekcje pływaków niż znaleźć trenerów, bo są symbolicznie opłacani i wolą prowadzić indywidualne zajęcia nauki pływania niż ćwiczyć zawodników.

Kiedy pisałem przed laty o pływackim boomie, wiązałem go między innymi z budową basenów niemal w każdej gminie. W Warszawie było do niedawna więcej pływalni niż w Berlinie.

Ale w miastach szefowie basenów liczą skrupulatnie pieniądze, nie medale. Jeśli jakiś pasjonat chce sportowego pływania na gminnym basenie, zwykle musi zapłacić rynkową stawkę. Znam trenera, który znalazł pieniądze dla swojej sekcji w programie Funduszu Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym. Ale nie przekonało to dyrekcji pobliskiej szkoły, dla której klasa o profilu sportowym jest piątym kołem u wozu.

Załóżmy, że dobremu trenerowi jakimś cudem udało się namówić szkołę do stworzenia klasy sportowej i zapłacić za basen. Znam bardzo dobrą szkołę pływacką w Warszawie z rewelacyjnymi wynikami, ale to za mało, by na siebie zarobić. Startuje więc w biatlonie, aby zdobyć państwowe pieniądze. Mało tego, tworzy nie jeden, lecz dwa kluby biatlonowe, aby razem z innym - z mazowieckich peryferii - stworzyć sztuczny tłum i namiastkę rywalizacji, czyli wypełnić wymóg biurokratyczny. Bo wtedy urzędnicy zapłacą nawet za trzecie miejsce.

Nawet jeśli potem będą chcieli zostać w sporcie, to jak? Gdzie? W Polsce nie ma dobrych sekcji akademickich, a na świecie właśnie uniwersytety dostarczają mistrzów. Albo licea. Missy Franklin, trzykrotna mistrzyni w Londynie, ma 16 lat, mistrzynie Ruta Meilutyte i Katie Ledecky - po 15 lat. Wśród mężczyzn są szybcy 20-latkowie jak Chad le Clos z RPA. Dwa lata temu Marcin Cieślak ścigał się z nim w Igrzyskach Młodzieży w Singapurze, łeb w łeb. Rok temu le Clos nie wszedł do finału 100 m motylkiem, był piąty na 200 m. W Londynie na tych dystansach zdobył srebro i złoto.

2000

dzieci rocznie

uczy się pływać i trenuje w North Baltimore Aquatic Club, gdzie pływacko wychował się Michael Phelps

Więcej o: